Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dance. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dance. Pokaż wszystkie posty

2015/02/19


Max kontratakuje. Niespełna rok temu ujął wszystkich romantycznym acz nowoczesnym albumem "По Фрейду/On Freud" (parę słów na ten temat), a już w listopadzie powrócił do tanecznych rytmów kawałkiem "Хочу танцевать/I Wanna Dance" (nie mylić z tym densem). Nowy rok 2015 przywitał w ukraińskiej tv coverem rosyjskojęzycznego klasyka z przełomu wieków, "Снегом Стать".

Przyszedł czas na klip do najnowszej produkcji, w którym wprawdzie snuje się ta sama rusałka, ale ze zdecydowanie odmiennym emploi: po ciuchy rodem z lat 80. i 90. ekipa pofatygowała się do second-handów w Berlinie. Dla pogłębienia efektu reżyser Alan Badoev nakręcił teledysk prehistoryczną kamerą S-VHS. Efekt jest stosowny:


Łezka się w oku kręci na widok niektórych kreacji (okulary!), nie tylko dlatego, że wróciły szeroką, post-ironiczną falą do wielkomiejskiej mody. Muzycznie kawałek jest odpowiednio chwytliwy, wizualnie ujmujący, do czego zapewne przyczyna się fakt, że Max pokazuje się w nim z muffinkami i pizzą w miejscach intymnych.

I tylko z tyłu głowy telepie się myśl: pół Ukrainy w stanie wojny, a rynek muzyczny - uroczo się kręci, jak gdyby nigdy nic.

2011/04/09


Czy to Madonna i jej disco-rytmy z lat 90.? Czy to Beth Ditto i jej pulchne nóżki? Czy to Gorillaz i ich animowane Frankensteiny?
Wszystkiego po trochu. Studio Killers to tajemniczny, duńsko-fińsko-brytyjski twór producencki, póki co kryjący się wzorem Damona Albarna & Co. za kreskówkowymi postaciami: dittoidalnej wokalistki o krągłych kształtach i sprężystych piersiach, której towarzyszą niezidentyfikowane futrzaki za konsoletą, ani chybi teleportowane do XXI wieku z Nowego Jorku złotej ery house.
Prawdziwi twórcy i wykonawcy mają się ponoć ujawnić, o ile tylko ktoś prawidłowo zgadnie ich tożsamość. Nam nie będzie to spędzać snu z powiek, w przeciwieństwie do debiutanckiego singla grupy, który od wczoraj wieczór nie schodzi z naszej playlisty. Muzycznie i wizualnie klip przywodzi mnóstwo pozytywnych skojarzeń, a refren przetykający rapowane zwrotki po prostu powala.
A komu nie w smak takie klimaty muzyczne, niech doceni chociaż urok animacji o ostatecznym starciu postemancypacyjnej bojowniczki w kapelutku z robotycznym bramkarzem ulubionego klubu:

2011/02/22

Jak tak dalej pójdzie, to ogłosimy Tydzień Popkultury Krajów Byłego Związku Radzieckiego. Choć bardziej jednak chyba 'osiągnięć' tamtejszej chirurgii plastycznej. Tylko nam się wydaje, czy na rosyjskiej scenie rozrywkowej jarmarczny przepych przelewa się równie bogato jak jad kiełbasiany? Anyway, here comes Sergey Zverev - niegdyś fryzjer, teraz Pan Stylista, a generalnie - jak sam się określa - superstar, co śpiewa, tańczy, prowadzi programy telewizyjne, a wszędzie nieodmiennie błyszczy. W kwestii poprawiania sobie urody niewątpliwie przoduje, dorównując największym freakom tego świata, które też ledwie poruszają ustami, jak choćby Cher, Pete Burns czy Amanda Lepore. Dowody rzeczowe: numer 1, numer 2.

Drugą pasją Sergeya - obok doprowadzania swojej urody do perfekcji - jest umiłowanie luksusowych marek i przepychu - swego czasu popełnił nawet niestrawny hymn na cześć kombinatu Dolce & Gabbana. Dzięki swoim ekstrawaganckim poczynaniom osiągnął tyle, że jest sławny z tego, że jest sławny - kreacja udała się na tyle, że nie wiadomo do końca ile ma lat (z niedokładnością co do dekady!). Skutkiem ubocznym Sergey stał się także ulubionym pośmiewiskiem ludu. W najnowszym teledysku z końca ubiegłego roku pokazuje się na szczęście mało, za to zza jego wydatnych ust widać sporo innych atrakcji. Zalecamy odtwarzanie bez fonii:

W ostatnich dniach na youtube powróciła też taneczna sensacja z Ukrainy - chłopcy z grupy Kazaky (pisaliśmy w październiku) przypomnieli się nowym hitem o znamiennym tytule Love. Ich pokazujemy z dużo większą przyjemnością, bo przy napakowanych wargach i byczkach Zvereva wyglądają młodzieńczo i nieomal naturalnie. To zapewne złudzenie względnie kwestia wieku: są jeszcze młodzi - po dekadach poprawiania wygląda się dużo potworniej. Zestawienie ze starszym uświadamia w sposób dobitny przykrą prawdę - nie wystarczy pozbyć się wieku i krzywych zębów, by wyglądać dobrze.

Ale co my wiemy, nie jesteśmy gwiazdami pop.

2011/02/19



Legalnej parady w Moskwie nie będzie (więc nie będzie jej zapewne wcale), co zasadniczo nie powinno nikogo dziwić, bo przecież zmiana burmistrza nie oznacza w Rosji zmiany podejścia. Postanowiliśmy zatem wyszukać jakieś pozytywne sygnały zza wschodniej granicy.
Przede wszystkim z początkiem lutego ruszyła w internecie kampania a-propos-hiv, po raz pierwszy skierowana bezpośrednio do rosyjskich gejów, pod znamiennym hasłem Доверяй и надевай! (czyli: zaufaj i zakładaj). Oto jedna z jutubek (druga jest bardziej jednoznaczna, ale też bardziej łopatologiczna):



Jako druga nawinęła nam się ostatnio piosnka pod wiele mówiącym tytułem Я не могу тебя терять (Nie mogę ciebie stracić) dinozaura rosyjskiej sceny, Borisa Moiseeva.

Niepokorne, artystyczne dziecko czasów komunizmu (urodził się w więzieniu i ukończył szkołę baletową), migrował po kolejnych republikach ZSRR - przy stopniu swojej ekstrawagancji nie bardzo potrafił wpasować się w najbardziej liberalne nawet wizje ówczesnej urawniłowki (już w młodości wydalony został z Konsomołu). Ciepły kąt znalazł w latach 70. u boku nie kogo innego, jak u carycy Ałły Pugaczowej, dla której tańczył ze swoją grupą baletową Expression.Potem wyjechał za granicę, dokazywał na scenach w USA i w telewizji RAI. Do Rosji wrócił - a jakże - po przewrocie 1989, i wtedy dopiero rozpoczął prawdziwą karierę sceniczną i popową w rodzimym kraju (ciekawych ciekawych szczegółów odsyłamy tutaj).

Linkowaliśmu już kiedyś do jednego z wcześniejszych jego sexy reklipów w satyrycznym programie ukraińskim, teraz czas na najnowszą propozycję muzyczną Borisa:



Cóż, że sam 'wokalista' wygląda w tym klipie, jakby jego postać - zwłaszcza twarz - wygenerowana została komputerowo (vide fotka u góry posta), a muzyka reprezentuje typowy dla rosyjskiego popu poziom umcykalności, skoro Boris przejawia tak wyśmienity gust w doborze 'wykonawców' do swojego klipu. Wszak fonię zawsze można wyłączyć...
Miłego weekedu!

2010/12/18



Jako że nie oglądaliśmy szesnastej trzeciej części wybitnej filmowej sagi Eating Out, możemy tylko domniemywać, że ślicznooki i pięknozęby Chris jest równie marnym aktorem, jak piosenkarzem. Do jakigo poziomu potrafi podkręcić auto-tunes i popierdujące perkusje posłuchać można tu albo tu.

Niedawno Chris - jak wszyscy inni Amerykanie, nie chcący uchodzić za pruderyjnych dupków zatroskani o losy młodzieży LGBTQ - przyłączył się do projektu It Gets Better. Jako rasowy Muzyk przekuł swój message na język budującej, sześciominutowej ballady. Szczęśliwie szybko powstała wersja taneczna w miksie Carlosa Gallardo, dzięki któremu ckliwe jęki stały się nieco strawniejsze, a nawet jakby sexy:



Miło się ogląda, niezobowiązująco słucha, radośnie podryguje, przesłanie też jak najbardziej słuszne - czegóż więcej chcieć w sobotnią noc. Idziemy za to o zakład, że wobec urody i figury młodzieńca, wielu zapewne zastanawia się, jak wygląda bez przydużej koszulki. A najlepiej - w ogóle bez niczego.

Nie ma za co. Za to też nie.

2010/11/07



Dawno nie pisaliśmy, co u nas słychać :)

Ostatnio największe, bo kilkudniowe poruszenie oraz wymianę sporej ilości komentów na FB, wywołało przedhalloweenowe odkrycie w postaci świeżutkiego remiksu klasyka na tę oraz inne okazje - nieśmiertelnego Thrillera śp. Jacko. Parę dni później, czesząc swój ostatnio ulubiony pod tym względem serwis Soundcloud.com w poszukiwaniu nowych dźwięków, natkęliśmy się na równie chrupiący świeżym ukręceniem remiks tanecznego klasyka naszej ólubionej Anki deLenożanki, Little Bird.

Dorzuciwszy do tego równie sensacyjne Kazaky (także lekko zmiksowane), suitę wyczarowaną z aguilerowego You Lost Me oraz odkrycie ostatnich miesięcy - duet Hurts, zorientowaliśmy się, że właściwie niczego nie słuchamy chwilowo w nużącym oryginale.

Może potrzeba nam na jesień nieco bardziej energetyzujących, parkietowych dźwięków? Też nieprawda, bo część z nich jest raczej bardziej hipnotyczna niż porywająca. Na wszelki wypadek upichciliśmy mały, godzinny zestaw także dla naszych PT Bywalców. Część z nich wrzucaliśmy już zapewne tu i ówdzie, ale co tam. Smacznego :)


uwaga! kompletna playlista dostępna tylko przez ograniczony czas

PS. Gdyby się ktoś zastanawiał: dancing shoes w kolorach kurteczki MJ z Thrillera naprawdę istnieją - model uwieczniający wokalistę z datami jego życia wypuściła na rynek firma Sole Brothers. Komu zbyt sportowo - polecamy model na bardziej eleganckie wyjścia.

2010/10/19



Od momentu premiery dwa tygodnie temu klip tajemniczego ukraińskiego projektu Kazaky zrobił już niezłą rundkę w internecie, zamieszanie na FB, blogach i forach. Niespełna dwie i pół minuty wypełnione podrygami czterech giętkich młodzieńców do nieskomplikowanego, acz nośnego podkładu elektronicznego. Z początku upozowany na młodzieżowo-tekstylnie, mniej więcej w połowie filmiku, kwartet niespodziewanie wdziewa szpilki do nagich torsów - efekt zaskoczenia zapewniony:



Całość nieskomplikowanie przyjemna dla oka, co bardziej wybredni wyłączają na wszelki wypadek fonię. My mamy odwrotnie - asocjacja z rytmicznie gibaną wizją sprawia, że - o zgrozo! - słuchamy już In the Middle dla samych dźwięków, ba: nie możemy doczekać się klubowego weekendu, w trakcie którego tego kawałka zapewne nigdzie nie doczekamy.


źródło: fanpage na FB

Żądnych szczegółów na temat tajemniczych Kozaków: Olega, Artura, Stasa i Cyryla (których połowa - powyżej), zapraszamy przede wszystkim na fanpejdż grupy - już teraz zawiera więcej, niż jej oficjalna strona internetowa. Swoją drogą: pozazdrościć Ukrainie takich przegiętych projektów (o innym całkiem udanym już też kiedyś pisaliśmy). U nas, jak już przeginka, to w stronę wsi z czerwonymi włosami i na koturnach, i koniecznie z coraz to inną żoną. Czemu nasze Utopijki czy CandyAndianki do spółki z EDS nie wypichcą kiedyś czegoś takiego?

A komu mało - ekhm - muzyki, oto dosyć udane rozwinięcie powyższego:



Dance, dance with me bb.

2010/10/09




Żyjemy w czasach osobowości znanych z bycia znanymi 'z udziału w n-tej edycji programu SYTYCD'.
Blake jest jedny z nich. Co oznacza, że tańczy. Jak słychać - także śpiewa.
I to wszystko, co mamy do powiedzenia w sobotni wieczór.

2010/06/12



...czyli zjeść kaczuszkę i mieć kaczuszkę na Ukrainie, która nie tylko Wierką Serduchką stoi.
O ile wierzyć jakimkolwiek oficjalnym opisom, cyberpunkowy duet KAMAN!!! tworzą siostry Ksyusha i Alisa o nieziemskim nazwisku Kosmos. Ponoć wzięły się i wymyśliły same, i po pierwszych dwóch kawałkach, Kаблы, KAMON!!! (który także polecamy uwadze) oraz Брюнетка, zawojowały nie tylko rodzime parkiety. Nie dalej, jak miesiąc temu, uświetniły swą obecnością otwarcie gejowskiego klubu w samym Sankt-Petersburgu. Czyżby tam właśnie powstał teledysk to chwytliwej piosenki, Метросексуал?

2010/05/25


Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, Boy George nawiedzi Warszawę w połowie lipca, w ramach wydarzeń wokół EuroPride 2010. Wystąpi w klubie M25, jednak nie jako piosenkarz, a dj. Praca za dekami to ostatnio jego główne zajęcie, często pojawia się ze swoimi setami na imprezach prajdowych. Jednym z ostatnich jego dzieci jest remiksowy singiel Amandy Lear oraz zapowiadana na 'wkrótce' płyta, Extraordinary Alien (szczegóły na Facebooku).

Na całe szczęście, Boy nie zarzucił jednak śpiewania (jak dowodzą upublicznione kawałki Brand New, czy singlowe Amazing Grace).



Ostatnie tygodnie obfitują także w efekty współpracy z innymi artystami, z rozpiętością gościnnego wokalu u rapera Titchy (gdzie sparafrazował swoje najsłynniejsze do you really want to hurt me...), aż po rzewną balladę, gościnnie zaśpiewaną na najnowszym krążku Nigela Kennedy, Shhh!



Najwyraźniej Boy wychodzi na prostą po ostatnich perypetiach kryminalno-sądowych. Idzie dalej, krokiem zdecydowanie tanecznym, co cieszy. My posłuchamy go na żywo z przyjemnością...

2009/11/15


Tak zwana "kwestia Chylińskiej" wciąż rozgrzewa stołowe dyskusje do czerwoności. Ja coraz bardziej utwierdzam się w oglądzie, który swego czasu zaprezentowała Paulina Wilk na łamach Rzeczpospolitej:

Radykalny ruch Chylińskiej może dobrze wpłynąć na cały polski pop. Wysadziła w powietrze stare przyzwyczajenia i pokazała, że istotą współczesnej w muzyki jest dynamika: łączenie gatunków, uciekanie od kategoryzacji, przekraczanie granic. Jej przeskok w klubowe rytmy byłby tylko manifestacją, gdyby nie fakt, że wywiązała się z najważniejszego zadania - nagrała bardzo dobry album. Zdała test wokalny (...) w muzyce klubowej nie ma miejsca na piosenkarską pychę. Jest dyscyplina - trzeba śpiewać jak najprościej, podporządkować się rytmowi, ustąpić pola pulsującym bitom i pauzom, które tworzą napięcie. Chylińska to potrafi, więcej - pokazuje, że umie śpiewać ładnie i subtelnie, choć nie jest ckliwa. Tu i ówdzie przebija się charakterystyczna chrypa, surowy ton. Wokalistka wiruje na parkiecie, ale nie straciła wyrazu. Na płycie jest rockowa energia, pazur i werwa, tylko wyrażona w zupełnie nowy sposób, dzięki innym instrumentom.

Całość do przeczytania tutaj.
W tekście pojawia się też kontrapunktowe stwierdzenie faktu: że inne, niegdyś wiodące i wyraziste popowe wokalistki, Steczkowska, Kayah, Kowalska, od dekad kręcą się w kółko. Co się stało z pazurem Steczkowskiej? Gdzie się podziały ambientowe zakusy Kayah? Rockowe zacięcie Kowalkiej? Nawet Nosowska się ostatnimi czasy - mam wrażenie - zapętla.
Rynek poszufladkował i wygładził wszystko, dlatego tak wdzięczny jestem dwóm wywrotówkom tego roku: Reni Jusis i Chylińskiej, które stać było na pokazanie dotychczasowej publiczności, że one wciąż szukają. Że się nie zasklepiły.
Ich nowe propozycje nie muszą mi się do końca podobać. Za to podoba mi się, że wciąż szukają.

2009/10/26



Chyba już wiem, czego nie znoszę w nostalgii do lat 80.
Nie żebym nie lubił tamtej muzyki, w sporej części ówczesne hiciory naprawdę stały się klasykami. Problem w tym, że klasyki - jak to klasyki - nie powinny być bezmyślnie unowocześniane, nawet jeśli przez ludzi, którzy oryginalnie je nagrali.



Przykład najświeższy: przy okazji premiery debestofu Frankie Goes to Hollywood, Holly Johnson osobiście dokonał liftingu sztandarowego kawałka tej grupy - Relax. Cóż otrzymaliśmy w charakterze odgrzewanego kotleta? Przyspieszony beat, dzięki czemu pierwotnie hipnotyczny utwór, dało się skrócić o całe 45 sekund. Wizualnie zaś - mnóstwo młodych, prężących się ciał, latających biustów, a na okrasę (po trzeciej minucie) także striptiz w wykonaniu zgrabnego murzynka oraz ułamek sekundy męsko-męskiego pocałunku.



Jak to się ma do szokującego wyuzdania pierwotnie wyklętej wersji subkulturowej - szkoda gadać. Pedalstwo stało się jednym z ornamentów współczesnej pazłotkowej popkultury, bardziej dodatkiem bardziej pieprznym, niż skandalizującym. Gdyby przełożyć na środki wyrazu epoki QAF ówczesny przekaz, zapewne zostałby tak samo skazany na niebyt, telewizja wbrew pozorom nie stała się bynajmniej dużo mniej pruderyjna.

Zobaczmy zatem jeszcze raz:




najlepiej wypada... okładka

2009/08/09



Moje Wschodzące Słonko twierdzi, że nie słucha śpiewających komputerów. Nie jestem aż tak odporny na nowoczesne technologie, zresztą - kto z popularnych wykonawców nie śpiewa dzisiaj przez komputer?
Tak czy owak: jako świadomy zjadacz popkultury poległem całkowicie, dałem się złapać na wredne zagranie marketingowe, zresztą - ewidentny ukłon w stronę podrygujących na parkietach gejątek (such as myself). Najnowszy singiel jednoosobowego girlsbandu Pussycat Dolls stał się prawdziwym hiciorem od momentu odejścia w remiksach od smętnej ballady do wersji dyskotekowej, z wplecionymi obszernymi cytatami z klasyka epoki gejodisco, I Will Survive (z afrofryzem włącznie). I niestety - na mnie to działa :D



Jeszcze raz okazuje się, że cokolwiek nawiąże do schematu hitu wszechczasów (vide I don't need your sympathyyyyy, there's nothing you can say or do tomeeeeee... sprzed równo dekady), sprzedaje się jak świeże bułeczki. W każdym razie na dancefloorach pedalskich klubów na pewno. A u mnie w domu - w wersji nieocenionego Bimbo Jonesa, bo lubię, jak ibizo-groovuje :D




2009/08/01



Tego pana polubiliśmy jakiś rok temu, jego hiciorek, Love's Gonna Lead You Back, przez długi czas gościła w naszej sekcji Now playin... Teraz wrzucamy kolejny singiel, zapowiedź najnowszej płyty, Start to Move, której obszernych fragmentów posłuchać można na stronie wokalisty.

Warto, bo obok pięknej łysiny, kociego ruchu i spojrzenia, Jason może pochwalić się melodyjnymi, tanecznymi kawałkami, zaśpiewanymi mocnym, męskim głosem, kreatywnie, acz bez zbędnych popisów. Miła odmiana w densowej odmianie muzyki klubowej, gdzie zwykle dominują wielkie kobiety o głębokich głosach.

2009/06/15



Swego czasu Abiekcik skwitował muzyczne dokonania Coltona Forda krótkim "wolę, jak się j...bie, niż śpiewa". W wypadku singla promującego nową płytę z coverami w wykonaniu masywnego porno(ekhm)modela, trudno się z tym zdaniem nie zgodzić. Michael Stipe, gdyby nie żył, to by się pewnie teraz w grobie przewracał, a tak może przynajmniej się pogibie, bo przynajmniej rytmicznie jest...

2009/03/19



Do poniedziałkowej, europejskiej premiery najnowszego dziełka PSB pozostało jeszcze kilka dni, a już całość przeciekła, jak zwykle. Na naszym ulubionym imeem.com, autor bloga Amen.Praise.Jesus umieścił cały krążek, który można sobie na bieżąco przestreamować.

Bierz i słuchaj, kto ciekaw, póki nie usuną (Love etc. na liście QueerTunes zablokowano jako utwór... jeszcze nie opublikowany). A jeśli się spodoba - zamawiaj. Dostępne rzecz jasna w przedsprzedaży, w kilku, mniej lub bardziej eksluzywnych wersjach...

2009/03/17



Dzisiejszy hit dnia, to nagranie, które wywołuje spore zamieszanie w umysłach fanów Sophie Ellis Bextor (czy wspominaliśmy już, że jesteśmy jej oddanymi słuchaczami?).
Otóż Heartbreak... to piosenka, którą napisał dla niej tandem didżejski Freemasons, właściwie stara, miała promować ostatni krążek wokalistki z 2008 r., ale jakoś nie wyszło. Podczas gdy ona rodziła kolejne dziecko, Freemasons wzięli tenże kawałek ponownie na tapetę, i teraz publikują go jako własną epkę, li tylko z jej udziałem.
Wyczekiwana premiera miała miejsce w znaczącym miejscu i czasie, mianowicie podczas gejowsko-lesbijskiego święta, Mardi Gras w Sydney, w ostatni weekend. Przez premierę rozumiemy pierwsze publiczne odtworzenie klubowego remiksu, bo wersja radiowa singla o dziwo jako żywo przypomina tę sprzed roku (słuchaj poniżej i czytaj: nie wysilili się chłopcy, oj wcale).
Wszystko to nie ma zresztą większego znaczenia. Bo właśnie stara wersja, nie przywalona efektami specjalnymi oraz orientalną instrumentalizacją, podoba nam się o niebo bardziej.
Może dlatego, że czasem cenimy zwięzłość, oraz gdy Sophie brzmi bardziej jak Sophie, a nie jak gościnne wokalizy (chociaż - są wyjątki :D).
W tym wypadku mamy do czynienia ze zdrową symbiozą: melancholijne, przestrzenne, taneczne klimaty wolnomasońskie, doskonale skomponowały się z matowym głosem Sophie, wyśpiewującej melodyjne rozpacze na miarę swojego megahitu sprzed lat.
W efekcie przez wielokrotność 4 minut skacze się i duma z jednakowo niesłabnącym zaangażowaniem. Czego i Wam życzymy...

2009/03/09



Tak jakoś wychodzi, że nam dobre klipy chodzą ostatnio parami :D
W końcu czemu nie.
Dziś dwa czarno-białe, w kompletnie różnych stylach muzyczno-estetycznych. Za to ich twórcy (obaj zresztą z Francji) zastosowali podobny chwyt reklamowy dla ich wypromowania.

Giv Me Luv to taneczny projekt didżeja Leomeo, który tęczową flagą macha nam już na stronie startowej. Wziąwszy na warsztat disko-klasyk z lat 70., uwspółcześniony już nieco w połowie lat 90., ten egzotyczny mikser stworzył podwaliny do platformy twórczej, promującej miłość, równość, braterstwo we współczesnej, liberalnej formie. Efekty do pobrania na stronie GIVMELUV.

Do energetycznego kawałka, powstał teledysk z udziałem Wielkich Branży Erotycznej (z Francois Sagatem na czele):



Klip zapowiadany był przedpremierowo teaserami, opartymi właśnie na półminutowych, zmysłowych sekwencjach z udziałem gości (do obejrzenia tu: Sagat, Frédéric, Johan, Raph).



Podobny chwyt zastosował inny Francuz, operujący w skrajnie odmiennej stylistyce.
Julien Doré grywał w różnych zespołach, ale na szczyty solowej popularności wyniósł go dopiero udział w rodzimej wersji Idola, Le Nouvelle Star. Premierę teledysku z pierwszej płyty w połowie ubiegłego roku, poprzedziła filmowa zajawka, w której skupiły się wszystkie rewiowo-cyrkowe elementy, jakie później przewijały się wizualnie podczas promocji singla:



Właściwy teledysk - oparty zresztą na śmiesznie prostym pomyśle - pojawił się w trzech wariantach, w których wymienione elementy: farbowana blondyna z kogutem, nagi anioł, muł, kucyk oraz bębniarz - pojawiały się w różnych konfiguracjach (wersja 1, wersja 2).

Nam najbardziej przypadła do gustu wersja oznaczona numerkiem 3, w której gibki wokalista osobiście gnie się w nerwowym tańcu, ilustrującym piosenkę:


Prosta strategia przyniosła spodziewany efekt marketingowy, bowiem na jutubie od razu pojawiły się niezliczone wersje parodiujące tę prostą inscenizację. Sam autor postawił kropkę nad i tych wariacji, jednocześnie dając do zrozumienia, że doskonale orientuje się, w jakiej rzeczywistości medialnej funkcjonuje: z lekkiej piosnki w stylu francuskiego varieté, wypichcił na tegorocznym wręczeniu nagród radia NRJ bombastyczne widowisko, podczas którego po nosie dostało się za podobne podskakiwania nie komu innemu, jak samej Britney.



Przy okazji Julien obnażył nieco bardziej zgrabne ciałko i wykonał kilka nieprzyzwoitych ruchów bioderkami. Ale to już kwestie jakby pozamuzyczne...?

2009/03/08



O piosence pisaliśmy kwartał temu, więc niniejszym donosimy jedynie, że prawidłowo wyczuliśmy jej singlowy potencjał. Oto elegancki w zgrabne ciała teledysk do tego kawałka, którego premiera miała miejsce kilka dni temu:

2009/03/05



Chłopię o chwytliwym pseudonimie ma 18 lat, dopiero stawia pierwsze kroki, a już opanowało swoimi poczynaniami umysły blogosfery.
Papugujemy zatem, bo bardzo nam się podoba teledysk. Też tak macie przy zmywaniu podłóg? Próbowaliśmy właśnie urządzić sobie dyskotekę z zastosowaniem kuchenki gazowej, ale bez równie spektaktularnych rezultatów...