Pokazywanie postów oznaczonych etykietą annie lennox. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą annie lennox. Pokaż wszystkie posty

2012/01/03

Cykl L-FILES poświęcony Annie Lennox zdechł w ubiegłym roku po dwóch miesiącach, głównie z takiego powodu, że okazał się mocno czasochłonny i dla samego autora zaskakujący. Przygotowywanie kolejnych postów przypominało z wolna lekturę powieści szkatułkowej, ilość nieznanego materiału obaliła przekonanie, że o Ance wiemy już wszystko. Well, we don't.

Z drugiej strony takie odkrycia utwierdziły nas w swoim dla Anki zachwycie, który wobec jej aktualnych dokonań muzycznych przygasł dosyć znacznie (pozamuzyczne wciąż budzą nasz podziw). Powrót do źródeł przypomniał. za co się w połowie lat 1980. Eurythmics uwielbiało i uwielbiać powinno.

Jako że zachował się jeszcze konspekt cyklu, możliwe że będziemy do niego wracać. Póki co reaktywację czynimy z uwagi na kolejne przecieki, które po trzydziestu latach ujawniane są internetowej publiczności. Oto BB6 Music nadało sesję, jaką Annie i Dave poczynili wówczas w ich studio latem 1982 roku.

Po raz kolejny okazało się, że pierwsze ich płyty można by zapewne wydać w całkowicie alternatywnych wersjach, oto bowiem coś, co na krążku Sweet Dreams brzmiało ciężko i przygnębiająco, ujawniło się alternatywnej, przyjemnej dla ucha, dużo lżejszej w wyrazie wersji:

W ramach bonusa bonusów dostaliśmy też do ręki legendarny kawałek 4/4 in Leather, w lepszej nawet i dłuższej wersji, niż zespół opublikował oficjalnie na reedycji swoich płyt w 2005 roku.

Wobec powyższego trudno nie zastanowić się poważnie nad domysłami, jakie też cudeńka kryją jeszcze archiwa muzyczne Eurythmics, studiów nagraniowych czy radiowych, o których i które - należy mieć nadzieję - usłyszymy.

2011/03/08

Nie upadliśmy na głowę na tyle, żeby w ramach aktualności przypominać megahiciora sprzed siedmiu lat z okładem. Oryginalny klip wzbudzał w równym stopniu uwagę, co oburzenie obrończyń i obrońców kobiecych wdzięków i godności. Teraz wzięli go na tapetę także obrońcy równości kobiet - australijska inicjatywa Equal PayDay (który wyznaczono na 25 marca), przygotowała bardziej realistyczną wersję teledysku:

Posunięcie o tyle słuszne, że parodia z poważnym przesłaniem już rozpezła się viralowo po sieci, przemawiając na pewno dużo sugestywniej, niż nudnawa strona internetowa tego szlachetnego przedsięwzięcia. W związku z nim Grześ przypomniał nam na fejsie, że to nie pierwsza przeróbka seksistowskiego teledysku - swego czasu zaistniała również wersja męska (niestety, również dość realistyczna), przygotowana przez kreatywny duet Mindshake:


Skoro już sięgnęliśmy po temeaty około-ósmomarcowe, to jeszcze jedna reklamówka, która wczoraj ujrzała światło dzienne, tym razem przygotowana przez koalicję organizacji na rzecz kobiet, We Are Equals? pod auspicjami Annie Lennox. Dwuminutowy filmik wykorzystuje do uświadomienia nierówności płci wizerunek Jamesa Bonda w ostatnim ucieleśnieniu Daniela Craiga, z narracją jego zwierzchniczki, M., rzecz jasna głosem Damy Judi Dench:

Inicjatywa jak i filmik powstały z okazji stulecia ustanowienia Dnia Kobiet. Stosownie do okoliczności, klip wyreżyserowała kobieta i wyprodukowała kobieta (ta od Bonda, inaczej nie można by użyć jego wizerunku). I nawet Bond stał się w nim na chwilę kobietą. Prawie jak nasz Pacewicz. Chociaż 'prawie', jak wiadomo...

Swoją drogą miło, że do tak zacnych celów  używa się tak seksistowskiej dotąd w wyrazie postaci-symbolu, jak Bond. I co by nie mówić o Craigu jako odtwórcy roli 007 - jako kobieta ma cholernie zgrabne nogi :)

Z okazji dzisiejszego święta, paniom życzymy lepszego. Bo jak stwierdza Dench swoim cudownym głosem na zakończenie filmiku Equals?: until the the answer is 'yes', we'll never stop asking.

2011/02/08

Rzecz jasna hit na miarę Sweet Dreams jest zbyt wielki, by skończyć o nim na jednym wpisie.

W momencie, gdy singiel wystrzelił jak rakieta na parkiety i listy przebojów, w centrum uwagi znalazł się sam duet i jego nowy wizerunek. Dave wciaż jeszcze grzecznie zaczesany i w garniturku, ale Annie to nagle zupełnie inna Annie. Zrzuciła sukienkę na rzecz męskich spodni, ostrzygła włosy, których rudość stała się bardziej jaskrawa. Z większą gotówką w ręku, poczuli potrzebę wykreowania spójnej warstwy wizualnej. Ujednolicone okładki, konsekwentna koncepcja graficzna, intrygujące podteksty i niedopowiedzenia.

Na niejednoznaczność Annie odpowiedzią były reakcje takie jak na kreacje Boya George'a: facet to, czy dziewczyna? On sam przyzna potem we wspomnieniach, że Lennox była wtedy jego odbiciem, the tomboy to his tomgirl. Teledysk do wznowionego naprędce Love Is A Stranger jeszcze bardziej podbija piłeczkę, i - dziś trudno w to uwierzyć - ma problemy z cenzurą raczkującej MTV, dla której jest zbyt... ostry (prostytutka nieokreślonej płci bohaterką clipu?). Także teksty robią swoje - w USA Sweet Dreams w kontekście okładek dwóch pierwszych albumów ze skórzanymi maskami z sekshopu, zyskał (nie)sławę, jako pochwała praktyk zaprawionych sadomasochizmem.


Krótki sukces w USA. Ogólnie Eurythmics nie przypadną do gustu Amerykanom poza Nowym Jorkiem.

Sweet Dreams to dziś już kult i klasyk. Nie tylko przyswojony do mieszczańskiej popkultury (patrz poprzedni odcinek), ale wciąż królujący na parkietach - co kilka sezonów powracający triumfalnie w remiksach i mashupach z aktualniejszymi hitami. Naszym ulubionym jest krzyżówka Eurythmics z bondowskim tematem Madonny, Another Sweet Dream Dies:

Kliknij czytaj więcej, aby obejrzeć zdjęcia z tego okresu i posłuchać playlisty remiksów, mashupów i coverów Sweet Dreams z udziałem m.in. Jasona Derulo, Phats & Small, Giorgio Morodera oraz Lady Gaga.



Heaven - tu koncertują, kręcą teledyski. Stąd powstanie pierwszy zapis występów na żywo.

Jako się rzekło, mimo pozorów prostego, tanecznego kawałka, Sweet Dreams rzadko kiedy wypada ciekawie w przeróbkach, mało bowiem komu udaje się oderwać od oryginalnego rytmu, wyznaczonego zdecydowanym uderzeniem pięści (ale my w ogóle jesteśmy dziwni, bo do oryginału też nie tańczymy). Do klasyki należy przeróbka Giorgio Morodera (która pojawiła się także na oficjalnej reedycji singla w roku 1989), nam podoba się też wersja na Ibizę oraz frapująca analiza pod niewiele mówiącym tytułem Bootleg Remix.

Listę uzupełnia kilka przykładów podejścia do tematu przez różnych - niekoniecznie znanych - wykonawców. Tu różnorodność jest większa, głównie z uwagi na konieczność zmierzenia się z wokalem Annie. Na osłodę jeszcze dwa mashupy - całkiem niezły Jason Derulo, którego usłyszeć można przez chwilę także w krzyżówce z Just Dance Lady Gagi, autorstwa Divide & Kreate. 

Że to nie koniec, a młodzież pamięta, niech zaświadczy taka oto propozycja.

Zobacz pełen wykaz postów z cyklu L-FILES.

2011/02/01


Czy bez światowego sukcesu, jaki Eurythmics niespodziewanie odnieśli singlem Sweet Dreams (Are Made of This) znaleźli by jeszcze w sobie siłę na dalszą współpracę? Ann i Dave balansowali przemiennie na skraju depresji, zmęczeni sobą osobiście, bez wymiernych sukcesów, które mogłyby motywować do dalszych wysiłków. Na szczęście nastąpił przełom.
Minimalistyczny tekst, powstały jako wyraz frustracji oraz klasyczna już dziś linia basu, uzyskana przez pomyłkowe puszczenie wspak taśmy, złożyły się na megahit, który nie dość, że z dnia na dzień wyniósł duet na szczyty po obu stronach oceanu, to wyrył się wszystkim w głowach na tyle wyraziście, że przez długi czas mało kto potrafi coś z nim zrobić, oprócz powielenia. Niejaki wyłom nastąpił w 1995 roku, gdy piosenka ponownie stała się hitem, tym razem za sprawą Marilyna Mansona, który swoją mroczą interpretacją dał jej nowe życie. Od tego momentu obowiązują przynajmniej dwie szkoły wykonywania tego utworu.

Eurythmics w programie Top of the Pops - z nowym image

Sami twórcy wydają się wobec siły jego oddziaływania dość bezradni. O ile większość swoich hitów przearanżowywali na potrzeby koncertów wielokrotnie, to Sweet Dreams zwykle wykonywali według parkietowego wzorca numer jeden. Niestety, jego najbardziej wyraziste atuty: falujący bas i taktujące wejścia perkusji (w teledysku zobrazowane uderzeniem pięści o stół) w wydaniu live wypadają z reguły ociężale i monotonnie. Nieco świeżej podeszła do utworu Annie podczas występu w Sopocie (1995), kiedy zaryzykowała aranż w stylu reaggae, ale na następnych koncertach powróciła do tradycyjnej syntezatorni.
Trudno się zresztą dziwić - kombinacja dwóch zimnych elementów: wyrazistej elektroniki i sterylnego, wielowarstwowego wokalu, wsparta oryginalnym wizerunkiem, to właśnie wyróżniki, które sprawiły, że do Sweet Dreams odwołują się i składają mu hołdy kolejne generacje wykonawców, tak różnych jak: Kelis, Badi Assad, Pink, Leona Lewis, Mika czy Tori Amos (słuchaj poniżej). W Polsce w studio z piosenką Eurythmics zmierzył się nie tak dawno elektroniczny duet Mosqitoo:


Odważnych nie brak, kawałek jest kultowy i spróbować może każdy - w końcu przynajmniej dwa zespoły zrobiły już na nim karierę. Do podejść bardziej udanych zaliczyć należy wersję holenderskiego trio, Diesel Disko. Niemała w tym zasługa entuzjazmu chłopaków:


pobierz mp3 tego utworu
W nowym tysiącleciu - być może z nadejściem twórców nie przywiązanych aż tak do oryginału, a może dlatego, że popkultura musi czymś doprawiać własny ogon, który tak zachłannie pożera - pojawiły się interpretacje, wydobywające ze Sweet Dreams nieco więcej (czasem nawet za dużo), jednocześnie ostatecznie nobilitując piosenkę do rangi Klasyka Muzyki Pop. Bo przecież tylko klasyki swinguje się na salonach (vide Thomas Anders poniżej), nie mówiąc już o przemieleniu na papkę godną włoskiej telewizji, jak ta w 'wykonaniu' powabnego terceciku Appassionante:

Czegóż tu nie ma: orkiestra symfoniczna, latynoskie gitary, operowe zaśpiewy, podrygujące bioderka w śnieżnobiałych gorsetach. Istny groch z kapustą. Na szczęście nie brak też interpretacji bardziej jednorodnych - aby posłuchać wersji Thomasa Andersa, Señora Coconut, Nouvelle Vague, Tori Amos i Dave'a Levenbacha - kliknij na 'czytaj więcej'.

2011/01/25

Rok 1982. Pisaliśmy ostatnio, że czas na przełom po mało udanych początkach istnienia Eurythmics? Jeszcze nie do końca.

Owszem, drugi singiel z tego roku, Love Is A Stranger, jest dziś Klasykiem Klasyków, ucieleśnieniem etapu, który niektórzy w działalności duetu cenią najbardziej: chwytliwa, acz nie zawsze łatwa elektronika, gender-benderowy wizerunek: Dave - początkowo jako wycofany pan w garniturkach i okularkach, potem - szalony naukowiec, a Ann - cóż, ona zmieniała wtedy płcie i twarze jak rękawiczki, w niektórych klipach z ujęcia na ujęcie.

Tymczasem jednak, gdy późniejszy hit po raz pierwszy ujrzał światło dzienne, równie szybko przepadł - niezauważony. Pomysł jego ponownej promocji powrócił po sukcesie Sweet Dreams w roku 1983 - piosenkę okraszono już wtedy intrygującym teledyskiem, ugruntowując pozycję Eurythmics jako sensacji roku.

My z przekory oczywiście nie pokażemy oryginału (który wszyscy znają?), za to wrzucimy klip do jednej z najświeższych przeróbek autorwstwa Paula Harrisa, z 2010 roku (swoją drogą zestawienie tych dwóch wersji dobitnie pokazuje, jaką drogę przez ostatnie 30 lat przeszła popkultura - nie tyle już w wymiarze muzycznym i technicznym, co wizualnym):


Można też rzecz jasna całkiem inaczej (takich przykładów w przyszłości znajdzie się więcej) - oto wykonanie nie dość, że męskie, to jeszcze akustyczne, które skromny wykonawca o pseudonimie Wingsurfer nazywa wariacją:


Wingsurfer - Love Is A Stranger (Eurythmics Cover)

Kliknij 'czytaj dalej', by obejrzeć więcej zdjęć, posłuchać hipnotycznego Monkey/Monkey (druga strona singla) oraz mniej znanych utworów eksperymentalnych.

2011/01/18



Pięć lat po pierwszych nagraniach (jako The Catch), trzech płytach wydanych z The Tourists oraz debiutanckiej jako Eurythmics, Ann i Dave przestali już tworzyć parę prywatnie, a i w kwestiach muzycznych popadali w coraz większe zwątpienie. Jak głosi legenda, na nagranie kolejnej płyty całkowicie się zadłużyli w banku na zakup sprzętu, nagrywali w udostępnionym po przyjacielsku studio w budynkach pewnego kościoła, odczekując z rejestrowaniem kolejnych partii wokalnych, aż na dole ustaną pracy remontowe. Frustracja znajdzie ujście w kawałku, który już za chwilę wyniesie ich na szczyty, ale o tym jeszcze nie wiedzą.



Pierwsze dwa single z nowej (drugiej) płyty duetu przechodzą w 1982 roku kompletnie bez echa, choć świetnie pokazują fuzję wokalu z elektroniką, która już za chwilę stanie się wizytówką duetu: funkujący, wyrazisty This Is The House oraz klimatyczne, rozpisane na głosy The Walk, z histeryczną solówką trąbki przepadły po premierze jak kamień w wodę. Do tego drugiego powstał nawet klip promocyjny, zdaje się jednak że nigdzie nie pokazywany (ciekawych zapraszamy do dalszej lektury posta), my pokażemy za to impresję pewnego fotografika, który w 2008 roku nagrał swoją własną wersję tego utworu:


kliknij, aby pobrać plik mp3 z tą wersją utworu

Dla tych, którzy już przytupują pod stołem w oczekiwaniu na bardziej znane tytuły - dzisiaj Here Comes the Rain Again, jeden z najczęściej przerabianych 'klasycznych' kawałków Eurythmics, w udanej reinstalacji z 2009 roku:


Audiohooker - Talk To Me

W następnym odcinku: nareszcie sukces i eksperymentatorskie zapędy Dave'a.

Kliknij na więcej, aby obejrzeć oryginalny teledysk do The Walk, posłuchać alternatywnej wersji utworu oraz obejrzeć kilka archiwalnych zdjęć z tego okresu.

Zobacz pełen wykaz postów z cyklu L-FILES.

2010/11/07



Dawno nie pisaliśmy, co u nas słychać :)

Ostatnio największe, bo kilkudniowe poruszenie oraz wymianę sporej ilości komentów na FB, wywołało przedhalloweenowe odkrycie w postaci świeżutkiego remiksu klasyka na tę oraz inne okazje - nieśmiertelnego Thrillera śp. Jacko. Parę dni później, czesząc swój ostatnio ulubiony pod tym względem serwis Soundcloud.com w poszukiwaniu nowych dźwięków, natkęliśmy się na równie chrupiący świeżym ukręceniem remiks tanecznego klasyka naszej ólubionej Anki deLenożanki, Little Bird.

Dorzuciwszy do tego równie sensacyjne Kazaky (także lekko zmiksowane), suitę wyczarowaną z aguilerowego You Lost Me oraz odkrycie ostatnich miesięcy - duet Hurts, zorientowaliśmy się, że właściwie niczego nie słuchamy chwilowo w nużącym oryginale.

Może potrzeba nam na jesień nieco bardziej energetyzujących, parkietowych dźwięków? Też nieprawda, bo część z nich jest raczej bardziej hipnotyczna niż porywająca. Na wszelki wypadek upichciliśmy mały, godzinny zestaw także dla naszych PT Bywalców. Część z nich wrzucaliśmy już zapewne tu i ówdzie, ale co tam. Smacznego :)


uwaga! kompletna playlista dostępna tylko przez ograniczony czas

PS. Gdyby się ktoś zastanawiał: dancing shoes w kolorach kurteczki MJ z Thrillera naprawdę istnieją - model uwieczniający wokalistę z datami jego życia wypuściła na rynek firma Sole Brothers. Komu zbyt sportowo - polecamy model na bardziej eleganckie wyjścia.

2010/06/19



(a) Lubimy ładnych panów w ładnych ciuszkach - bez ciuszków zresztą też.
(b) Lubimy Annie Lennox - nawet akustycznie (a czasem zwłaszcza akustycznie).
Jednak tym razem (a) + (b) zdecydowanie nie równa się (c).
Pomysł, by najnowszy pokaz D&G, Spring/Summer Collection 2011 podczas Milan Fashion Week (którym para obchodziła zresztą 20-lecie swojej działalności), uświetniła naczelna walkiria muzyki pop, niestety... ekhm... nie zagrał. La Lennoxa, uzbrojona na tę uroczystą okoliczność w zawiesistą kolię, wybębniła poruszające wersje swoich hitów: No More I Love You's, Why, Whiter Shade of Pale, There Must Be An Angel i Little Bird.
I owszem, były poruszające. I kolekcja była poruszająca. Niestety, nie poruszały się nawzajem. Zastępy umięśnionych ciał maszerujące rytmicznie do wokalno-klawiszowych improwizacji, wyglądały kuriozalnie. Proponujemy się więc zapoznać z zapisem filmowym dwa razy: najpierw ze ściszonym dźwiękiem, potem z zamkniętymi oczami.
Jednoczesne słuchanie i oglądanie grozi schizofrenią.


druga część występu na Youtube


całość pokazu na vimeo

oficjalna strona, poświęcona pokazowi.
kampania reklamowa nowej kolekcji - zdjęcia Stevena Kleina.


2009/11/03



Dziś sentymentalnie...
Wojciech Orliński przywołał w swojej notce jeden z moich najulubieńciejszych przebojów Eurythmics, z jednym, z ich najgenialniejszych teledysków:
Podobno gniewne telefony od słuchaczy sprawiły, że piosenki nie chcieli puszczać w amerykańskim radiu. Istotnie, jej tekst to złośliwa kpina z Amerykańskiego Stylu Życia. Podmiotem lirycznym narracji jest para władców Ameryki. Tekst nie precyzuje tego, kim są - w teledysku Dave Stewart i Annie Lennox pokazani są m.in. jako Elvis i Marylin, Ronald i Nancy, Sportowiec i Czirliderka, Playboy i Króliczek a nawet Wojciech Pijanowski i Magda „Pocałuj Pana”. Wytęż wzrok i zauważ parę, która nie pasuje do tego zestawu. Oczywiście, są to Przeciętny Amerykanin i Przeciętna Amerykanka - pokazani akurat w momencie, w którym Przeciętnemu Amerykanowi odpala pikawa od przepracowania utrzymywaniem tego całego domu wariatów. To są właśnie ci frajerzy, o których zbiorowy podmiot liryczny mówi w tej pięknej linijce, „we’re the all-time winners in the all-time losers game”.
W zasadzie nic dodać, nic ująć. Ja jednak - a jakże - dorzucę: znamienne, że w wydanym niedawno zestawie największych hitów pary Lennox + Stewart pod znamiennym tytułem The Ultimate Collection brakuje nie tylko tej piosenki, ale w ogóle jakichkolwiek z płyty We Too Are One. To dziwi na zestawie dvd, bo wszystkie single z tego krążka okraszone były wyjątkowo pięknymi clipami a Annie wyglądała olśniewająco, co można sprawdzić tu i tu. Na datowanej o dobre kilkanaście lat wcześniej Greatest Hits podobnych problemów nie stawierdzono...
Ot, dziwne ścieżki biznesu.

2009/07/10



Dopiero co pisaliśmy o niespożytej energii tej pani, a już wyskakują kolejne atrakcje.
Z okazji wydania swojej sładanki The Annie Lennox Collection, wokalistka poprosiła jednego ze specjalizujących się w muzycznych krzyżówkach vjów o nietypowe podsumowanie swojego solowego dorobku w jednym kawałku.
Tzw. mashupy to nic nowego, jednak chyba po raz pierwszy doszło do połączenia tylu kawałków jednego artysty naraz, w dodatku z towarzyszeniem równie idealnie zmiksowanego teledysku. Oparty na sekcji rytmicznej Little Bird, remix przywołuje największe hity Anki: Why, No More I Love You's, Walking On Broken Glass, Whiter Shade of Pale, Something So Right, aż po Dark Road, czy nawracający motyw z najnowszego Shining Light.
Jeśli dorzucić do tego efektowne wstawki filmowe z Precious, czy jeszcze z czasów Eurythmics (fragmenty tego, tego, a zwłaszcza tego), wizualno-muzyczna przyjemność będzie ostateczna... No i jest do czego zatańczyć...



No ale czemu się dziwić, skoro mamy do czynienia z mistrzem muzycznego kolażu, który kreatywnie łączy dokonania tak różnych gejowskich div, jak Madonna, Cher i Whitney Houston...

2009/07/04



Ta kobieta jest wszędzie. Może nie zawsze na afiszu, ale ilość inicjatyw i koncertów, na jakich się pojawia, powoli mnie przerasta.
Główna idea od lat ta sama: pomóc biednym, zwłaszcza a Afryce, zwłaszcza w prewencji HIV/AIDS. Pomijając własny projekt SING, już dwie dekady przy boku Nelsona Mandeli, od 5 lat jako jedna z rzeszy prominentnych ambasadorów inicjatywy 46664 (taki numer nadano późniejszemu prezydentowi Mandeli w apartheidowskim więzieniu).



Dziś wklejka muzyczna z ulubioną niegdyś piosenką, która pokazuje, że umiar polega na tym, by nie gwiazdorzyć przy każdej okazji. No i miło zobaczyć obie połówki Eurythmics znów na jednej scenie...

2009/02/16



Dzisiaj premiera najnowszej składanki z serii Red+Hot. To projekt popkulturalny, który propaguje świadomość AIDS, a komercyjnie - zbiera środki na walkę z tą chorobą. Przez piętnaście lat działalności, corocznie wydawana jest płyta CD powstają towarzyszące programy telewizyjne, koncerty oraz eventy. Każdej edycji towarzyszy motyw przewodni, np. postać Cole'a Portera, muzyka country czy karnawał w Rio. Wszystko to z udziałem znanych i wielkich artystów: muzyków, reżyserów, malarzy, grafików, aktorów.

Muzycznie na składankach Red+Hot udzielali się już m.in. Badalamenti, Beastie Boys, Mary J. Blige, Bowie, Cash, Eno, Erasure, Melissa Etheridge, Everything But The Girl, Cesária Évora, Bebel Gilberto, Herbie Hancock, Debbie Harry, Lauryn Hill, Kelis , R. Kelly, kd lang, Lennox, Madonna, Marsalis, Curtis Mayfield, Sarah McLachlan, George Michael, Moby, David Morales, Nirvana, Dolly Parton, Iggy Pop, Lou Reed, Nile Rodgers, The Roots, Sade, Seal, Smashing Pumpkins, Patti Smith, Sonic Youth, Stereolab, Sting, U2, Waits oraz Wu Tang Clan.

Tegoroczny album organizacji nosi tytuł Dark Was The Night. To dwupłytowe wydawnictwo zawiera nowości i covery w wykonaniu śmietanki muzyki niezależnej, m.in. Blonde Redhead, Grizzly Bear, Dirty Projectors, The National (którego członkowie są jednocześnie producentami całości), Yeasayer, The Decembrists, Spoon, Arcad Fire, Beirut, Kronos Quartet, Iron & Wine, Feist czy Buck 65. Szczegółowa tracklista na stronie firmowej. My zamieszczamy poniżej niewielką próbkę, kawałki w wykonaniu Davida Byrne'a, Anonego Hegarty oraz Sufjana Stevensa.

2009/01/30



Dziś w nocy na muzycznych kanałach AOL oraz MSN miał premierę najnowszy teledysk Annie Lennox, promujący kolekcję największych przebojów, która ukaże się po obu stronach Oceanu już w lutym. Jak to ostatnio bywa, została ona wzbogacona przez divę dwoma nowymi kawałkami, i to właśnie jest jeden z nich. W teledysku Annie rozbiła na czynniki pierwsze nie tylko światło, ale także samą siebie. W studio robi to od lat, sama sobie śpiewając wszystkie partie głosowe.



To już trzecia wersja tego utworu. Pierwotnie wykonywany był w 2001 roku przez grupę Ash z Irlandii (ten teledysk z kolei jest wart obejrzenia z uwagi na dużą ilość smukłego, męskiego ciała). Potem na poły oficjalnie zrobili go chłopcy z Coldplay, teraz - Annie.


Oryginalna wersja grupy Ash

To nieco ryzykowne, wybierać na singla cudzą piosenkę, ale podobno zakochała się w niej od pierwszego usłyszenia. My słuchamy jej wersji od kilku dni, i o ile pierwsze wrażenie nie było najlepsze, to po n-tym przesłuchaniu chwyciło, zapewne z uwagi na jej optymizm, który wypunktował nawet w krótkiej recenzji amerykański Billboard. Także teledysk sprawia wrażenie, że Wielka Bojowniczka i Działaczka oderwała na chwilę umysł od Całego Zła i Biedy Tego Świata, i po prostu cieszy się chwilą.

Pewnie słusznie, bo po przeprowadzce do USA jej kariera nabiera nowego rozmachu. Ona sama, idąc z duchem czasu, cały czas rozwija swoją nową stronę internetową (na której regularnie pisuje), a także kanały na wszelkich możliwych stronach społocznościowych, w tym np. wideoblog YouTube, na którym - obok tematów wspomnieniowych i poważnych - natrafić można m.in. takie kwiatki, jak nagranie z Bożego Narodzenia (a jednocześnie 54. urodzin):



To tak tylko na wypadek, gdybyście zastanawiali się, skąd te czapy i peruczki w nowym klipie. Wychodzi na to, że prywatne :D

2008/10/02

Ja to widzę tak: Poranny meeting, skacowany brainstorm itepe.

Tej, Madge, ale jedna sekwencja jeszcze jest potrzebna. Zanim się wciśniesz w ten chujowy kostium. - Taa? A co tam jeszcze mamy? - Niech popatrzę. Nie mamy jeszcze Rain. - Nieeee... no fak, no way, man. - Ale nie śpiewać, wstawka jakaś ma być. - No nie wiem, ja nie mam pomysłu. Ty miej. - Może deszcz. Wszędzie deszcz. - Że niby jak? Na ludzi wodę puścisz? - No nie... W muzie deszcz... O! Ta wiedźma, co z nią ostatnio śpiewałaś. - Britney? - Nie, ta stara taka wariatka. - A, Lennox. Idź do chuja, co za piosenka! - Fakt. Ale ona kiedyś takie śpiewała, że deszcz. - Dobre! - A ta druga, no, Prada. Popierdolony film ostatnio miała w sukience. - Z tym wyjcem? - Nie, nie Antony. Ten z kosmitką. - No to co? Tam też o deszczu? - Muzyka nie, ale w filmie pada. - Nono. Ale to przecież, kurwa, nic do siebie nie pasuje! - Etam, nie pasuje. Zmiksuje się.

No i się zmiksowało. To chyba jest zemsta za Sing, bo Annie też kupę straszną odwaliła...



Madonna @ Sweet & Sticky Tour - Rain/Here Come's The Rain Again [video interlude]