O nocnej uroczystości American Music Awards trzeba wspomnieć przynajmniej z dwóch powodów. Po potyczkach z magazynem OUT Adam Lambert bez ogródek zaznaczył swoją seksualność, która we wszystkich doniesieniach przykrywa szczęśliwie walory muzyczne prezentacji. Operatorzy telewizyjni robili co mogli, ale migawki Adama z tancerzem u krocza oraz całującego się z klawiszowcem i tak przedostały się do świadomości publicznej. Chociaż trzeba oglądać uważnie - wspomniane momenty: 1'00" i 3'24".
No i jakże moglibyśmy pominąć Lady G., która zaprezentowała fragmenty dwóch swoich utworów, o nieco odmiennej stylistyce. Najpierw było bardzo ciemno, a potem na scenie płonął fortepian.
Oprócz tego występowały inne gwiazdy, jak choćby... eeee... Janet Jackson oraz JLo, która nieszczęśliwie wylądowała podczas wygibasów na parkiecie całym swym siedzeniem (2'43"). I dobrze jej tak, zawsze powtarzamy, żeby jednak nie przesadzać ze skakaniem z faceta na faceta...
Aha, no i przecież, były też nagrody :D
Najwięcej zdobył ś.p. Michael Jackson, a z żyjących - Taylor Swift. Poza tym jak zwykle: Black Eyed Peas, Beyonce, Jay-Z, Whitney Houston i takie tam...
O nieskończonej ilości przeróbek singlaSingle Ladies (Put a Ring on It)Beyoncé pisaliśmy już tu.
Było tylko kwestią czasu, żeby zabrali się do niej ci panowie. Trio pod wodzą komika, Dana Finnerty, specjalizuje się bowiem w nieco prześmiewczym kowerowaniu klasycznego reperuaru żeńskiego: od Bonnie Tyler, przez Tinę Turner, aż po Morisette, Britney, Aguilerę czy Kelis. Wzbogacając każdy z numerów o niekoniecznie cenzuralne frazy oraz układy choreograficzne, odwracają jednocześnie perspektywę i przekraczają granicę płci. Za to między innymi gościli już niejednokrotnie w programie Ellen, oraz wielu innych.
W tym wypadku ograniczyli się tylko do tańca, przenosząc stylową choreografię na poziom nieco niedbały, oraz w całkiem inną scenografię.
Oskarowa noc już zyskała miano najbardziej gejowskiego wieczoru: mnóstwo klasycznej muzyki musicalowej, z odśpiewaniem w finale z jednego numerów klasyka Over the Rainbow oraz dwie wzruszające przemowy w związku z Oskarami dla Milka - Penn postanowił na tyle dużo czasu poświęcić sprawie, że nawet nie podziękował własnej żonie. O nagromadzeniu tematu niech poświadczy fakt, że w retransmisji na Azję wygłuszono wszelkie nawiązania do homoseksualizmu.
Producenci show postawili na scenie jako gospodarza wieczoru maczoidalnego Hugh Jackmana (kto wiedział o jego przegiętej musicalowej przeszłości, ręka w górę), który dwoił się i troił w numerze inauguracyjnym przedstawiając w formie śpiewanej wszystkie tytuły, nominowane do nagrody w kategorii film roku.
No ale grunt, to dobre samopoczucie Akademii. Autorzy gali mogą spać spokojnie - tegoroczna gala jest najlepiej ocenianą w ostatnich latach i - co ważniejsze! - cieszyła się wysoką oglądalnością.
Z muzykalnego obowiązku donosimy także, że Oskara tak za muzykę, jak i piosenkę do filmu, zdobył autor ścieżki dźwiękowej do najbardziej utytułowanego filmu wieczoru, Slumdog. Milioner z ulicy. Jeszcze tego samego wieczoru, indyjską piosenkę wzięły na remiksową tapetę Pussycat Dolls (czyli w praktyce - Nicole Scherzinger), a co z niej zrobiły, posłuchać można na oficjalnej stronie kompozytora, AR Rahmana.
Podczas miłego wieczoru mimo recesji, fundacja Sir Eltona zebrała na walkę z AIDS 4 miliony zielonych, m.in. podczas aukcji , podczas której za 20.000 sprzedano skrzynkę, na której Jackman śpiewał podczas gali na temat filmu Milk. Za 60.000 natomiast jakiś desperat kupił możliwość osobistego spotkania z Johnem podczas innego ważnegu balu pod egidą magazynu Vanity Fair.
Gdyby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, że popkultura zjada własny ogon: oto mała inscenizacja choreograficzna w wykonaniu pani Gwen Verdon, która kolejne nazwisko wzięła od swego małżonka, wziętego choregorafa, Boba Fosse, co też zjadł własny ogon, reinsenizując Kabaret na Chicago.
Tu jest mniej więcej tak samo, to znaczy w XXI wieku musi być seksowniej i dynamiczniej. W latach 60. ubiegłego stulecia tańczyło się jednak bardziej... dystyngowanie.
Z nowym rokiem inaugurujemy rubrykę maglopodobną, czyli newsy tygodnia w skrócie:
Mania na punkcie przeróbek ostatniego singla (a właściwie teledysku) Beyoncé osiąga apogeum, które wyniosło z jutuba już parę freaków na telewizyjne anteny. Oto jedna z profesjonalnych inscenizacji choreograficznych:
Prince nagra i wyda 3 płyty w ciągu roku - donosi Infomuzyka.pl. Wokalista nadpobudliwość kanalizuje także w wywiadach, w których jako Świadek Jehowy wypowiada się w kwestiach homoseksualizmu. Owszem, ma przyjaciół gejów, studiuje z nimi... Biblię.
Ukaraj.pl podsumowuje, że w 2008 roku największym wzięciem czytelników cieszyły się artykuły nt. śpiewającego pornofryzjera 0raz pierwszej pyskówki na linii Doda-Steczkowska.
Za granicą na przeróżne roczne zestawienia w wielu krajach wtragnęła kobieta znikąd (czyli z internetu) - Lady Gaga, która w Anglii wskoczyła sobie na trzecie miejsce, zostawiając np. najnowsze Sugababasy o dobre dwadzieścia w tyle, a w amerykańskim Billboardzie - na drugie :D
Takim rozwojem kariery białowłosej GaGi zaskoczona jest zwłaszcza Christina Aguilera, która gęsto tłumaczy się teraz, że nie wie, od kogo zerżnęła swój aktualny wizerunek. Na szczęście z barwą głosu i manierą śpiewania była pierwsza... Czego dowiodła w listopadzie.
Z Królowej Popu podśmiechują się nawet niegdysiejsi przyjaciele. Taki Sasha Baron Cohen: modowo-przegięty dziennikarz mody, Bruno, adoptuje w najnowszym filmie ze swoim partnerem afrykańskiego chłopczyka, który dziwnym zbiegiem okoliczności ma na imię David.
Jeśli jednak skupić się na dokonaniach muzycznych Madonny, tu można pobrać jeden z najnowszych remiksów Dance2Night.
Charles Barkley, najbardziej znany jako Crazy (to ta muza z reklamy PKO), zatrzymany przez policję wyznał, że się tak spieszy, bo dama, którą wiezie, jest mistrzynią w obciąganiu, i on właśnie po to jedzie.
Za Perezem Hiltonem polski Onet donosi, że Dave Stewart - jeden z filarów Eurythmics - wdał się w mezalians z biznesem erotycznym, i między innymi najnowszymi nagraniami promuje ekskluzywne ekhem... 'masażery' tej marki.
Pojedynek nieprzystający do niczego, a jednak...
Czy tylko ja uważam, że w swym przekroczeniu pewnych granic kiczu najnowszy teledysk Kylie do któregośtam-remiksu jakiejśtam-piosenki jest po prostu kosmicznie rozdęty i śmiertelnie monotonny? W dodatku muzycznie niebezpiecznie nawraca do masowej papki, jaką pod jej głos podkładali swego czasu cudowni producenci Stock-Aitken-Waterman. Shame-shame-shame... Odstręczony natręctwem hasła przewodniego chyba trochę przestanę jednak Kylie kochać.
Kylie Minogue "The One (Freemasons Remix)"
Na odtrutkę warto sobie popatrzeć, co niektórzy pedalscy raperzy myślą o takich ikonach stylu jak Kylie czy - nie przymierzając - Beyonce (która ma kreseczkę nad którąś literą, niestety, nie pomnę którą, a nie chce mi się guglować). Mały budżet, wielka frajda...
Cazwell ft. Jonny Make-Up "I Seen Beyonce at Burger King"