Pokazywanie postów oznaczonych etykietą logo tv. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą logo tv. Pokaż wszystkie posty

2010/06/11



Rzecz jasna nie polska, lecz oryginalna; i ex-męża, bo rozwiedli się na przełomie wieków. On zresztą miał ponoć wyoutować się jej już po oficjalnym rozstaniu.
Poznali się (i związali) jako piętnastolatkowie w szkole. W latach 90. Peter Marc Jacobson był współtwórcą wielkiego sukcesu, jakim stał się serial o niani Fine. Jacobson był jego producentem i scenarzystą ponad 140 odcinków przygód przegiętej opiekunki do dzieci bez kwalifikacji. Rozwód obojga zbiegł się także dziwnym zbiegiem okoliczności ze zdjęciem sitcomu z anteny w 1999 r. W 2008 r. połączyli swe siły, prowadząc wspólnie jeden z galowych wieczorów przeciwników Proposition 8. Jednak dopiero w niedawnym wywiadzie dla Touch Fran Drescher otwarcie powiedziała o orientacji męża.



Ich jak dotąd jedynym, mocno queerowym dzieckiem godnym lat 90., pozostaje kultowa, staroświecka The Nanny. To, co z tą uroczą ramotką zrobiła rodzima stacja TVN przebija toporny niemiecki dubbing i zakrawa o zbrodnię. Nie sądzę, żeby na Agnieszce D. (ta od farb na głowę Schwarzkopfa) wzorowała się jakakolwiek drag queen, podczas gdy Fran Drescher aż się o to swoją prezencją, gustami, życiowymi mądrościami i sposobem bycia prosiła.



Nie możemy się już doczekać kolejnego - po dekadzie - projektu telewizyjnego, który fabularnie bazuje ponoć na ich... wzajemnych relacjach. To o czym do cholery opowiadała Niania?

2010/05/24


...czyli hity i kity dnia.

Kinowa wersja Seksu w wielkim mieście (zagramanicą pieszczotliwie skracanym do SATC) już sama z siebie jest sporą pomyłką. Zarobiła swoją kasę, więc musiała doczekać części drugiej. Najwierniejsi fani i tak polecą obejrzeć, więc nie będę zniechęcał. Przy okazji filmu rzecz jasna zmarketingowano po raz pięćsetny pomysł "muzyka z filmu, inspirowana filmem oraz nie mająca z nim nic wspólnego, ale hej, każdy chce podpiąć się pod dojną krowę".

I jeśli mówić w ogóle o jakichkolwiek pozytywach tego plastikowego przedsięwzięcia, to niewątpliwie jest nią najnowsza muzyczna propozycja Dido, piosenka, która od kilku dni konsekwentnie nie chce mi wyjść z głowy...



Do tego samego filmu powstała też rzecz zupełnie niepotrzebna: cover megahitu Beyonce w wykonaniu Lizy Minelli, z impetem powracającej na rynek, niestety, niekoniecznie w swoim repertuarze:



Sześćdziesięcioparoletni głos Lizy nadaje się być może do długich, musicalowych fraz, w szybkim staccato niestety rozjeżdża się na wszystkie strony, i to w wersji studyjnej. Standard Cole'a Portera Ev'rytime We Say Goodbye wypadł siłą rzeczy ciut lepiej.

Swoją drogą strach pomyśleć, co będzie dalej, Minelli zaanonsowała bowiem także swoją nową płytę, która ukaże się jeszcze w tym roku. Nauczeni powyższym powinniśmy chyba złośliwie zauważyć, że okładka jest ładna.

2009/06/05



Zupełnie nie wiemy, jakim cudem dopiero teraz odkryliśmy singiel Lady G. sprzed 10 miesięcy. Może dlatego, że nie interesujemy się szczególnie jej twórczością, nie słuchamy radia i nie oglądamy telewizji...? (tak, piszemy tego bloga z zawilgotniałej, ciemnej jaskini, tylko gdy pioruny przebiją się potokami przez skały i zaopatrzą nas w odpowiednią ilość energii elektrycznej).
Tak czy owak, odkryliśmy przypadkiem we własnym plejerze, i baaaaardzo zdziwiliśmy się, odkrywszy chwilę później, kto jest wykonawcą. Utworek lekki, bujający, w sam raz na lato. Dla urozmaicenia pokazujemy alternatywną wersję teledysku do serialu o pokrewnym tytule, Dirty Sexy Money. Tu wersja oficjalna, której zamieszczanie na stronach zostało wyłączone.
Bang! Bang!

2009/03/27



Prawie robi wielką różnicę.



W tym wypadku różnica nas bawi i stanowi jednoznaczną odpowiedź na powracające jak bumerang pytanie, czy wybieramy się na ten koncert w sierpniu.
A pan na zdjęciu to połowa duetu Mitchell & Webb, który występuje m.in. w tym komediowym serialu, do niedawna na tym kanale. Ale jako pan.

2008/03/06



Jak widać na zdjęciu, mamy nareszcie do czynienia z prawdziwym samcem, rosłym, dorosłym i zarosłym. Ale jeśli dopisać, że zaczynał karierę w jeździe figurowej na lodzie, potem przeszedł przez widowisko Naked Boys Singing, i ma za sobą epizody striptizerskie, zyskujemy nieco inny ogląd tego przytulnego pana. Muzycznie - jak to miś - obraca się w prostych, tanecznych rytmach, na szczęście okraszonych ciepłym głosem, o niezłych, jak na densowy gatunek, możliwościach.
Pierwszy singiel z ubiegłorocznej płyty, Breathe Life, jest przystępny i przytupny, plumkający beztrosko gitarkami, lekkością nawiązujący do najlepszych wzorców, choćby George'a Michaela w numerze Flawless. Teledysk epatuje migawkami nagich par (równopłciowych), na przemian z profesjonalnymi wygibasami tancerzy oraz nadspodziewanie kociego w ruchach wokalisty. Widzowie branżowej telewizji LOGO docenili urok pana i jego scenografię, wyklikując klipowi nominację do najlepszego teledysku AD 2007.