Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pop. Pokaż wszystkie posty

2010/07/10



Jakoś się złożyło, że nie napisaliśmy o tym albumie przez ponad rok. Niedobre kuirtiunsy!

Po części czujemy się usprawiedliwieni, bo tak naprawdę nadal bardzo nie lubimy Darrena Hayesa (ex Savage Garden), ba! uważamy przyznawanie się do lubienia go za niezły obciach. Z ulgą przyjęliśmy do uszu fakt, że od dłuższego czasu nic konkretnego o tym panu nie słychać.
Ale cóż, od każdego 'anty' zdarzają się wyjątki.

Po zawieszeniu działalności przez duet, którego twórczość aż nadto znamy z radiowych zajawek, zwanych singlami, Darren rozpoczął karierę solową, która w 2007 roku zamknęła się trzema płytami, zupełnie przez nas nie słuchanymi. Jemu samemu widać wreszcie zbrzydło, bo zamiast zabrać się za czwartą, we współpracy z dotychczasowym współautorem i współproducentem, Robertem Conleyem, upichcili w wolnych chwilach całkowicie niekomercyjny projekt, który następnie w maju 2009 całkiem za darmo udostępnili w sieci, pod znaczącym pseudo artystycznym We Are Smug.



Urok tej nieoficjalnej produkcji tkwi głównie w tym, że w nagraniach pojawiają się dwa głosy i dwa temperamenty (Robert też śpiewa), przez co przełamany zostaje monopol nieznośnej wokalnej maniery Darrena. Dodatkowo rzecz zakrawa na zgrywę, w związku z tym jest dosyć różnorodna, także w poziomie realizacji i wykonania. Poniżej prezentujemy tę połowę materiału, która przypadła nam do gustu. Kto żądny reszty, niech sobie ściągnie całość.



Rzecz przez krytykę i odbiorców (nie licząc zapewne fanów) została generalnie pominięta milczeniem, stąd i my na czas dłuższy zapomnieliśmy. Kto ciekaw oceny w miarę pozytywnej, niech w obcym języku zajrzy sobie tu. Mniej życzliwe spojrzenie prezentuje ten pan. My nie jesteśmy tak surowi, przeciętna popowa lala - w tym czasem i Hayes - śpiewa w dzisiejszych czasach dużo potworniejsze rzeczy. Te kilka różnorodnych kawałków z We Are Smug z powodzeniem towarzyszyło nam w niejednej podróży. Warto wsłuchać się w niektóre dźwięki i teksty, często zawierające sporą dawkę autoironii.

Za samo Hot Tub Blues i The Pressure - jak na Darrena - dajemy cztery gwiazdki :)

2010/05/25


Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, Boy George nawiedzi Warszawę w połowie lipca, w ramach wydarzeń wokół EuroPride 2010. Wystąpi w klubie M25, jednak nie jako piosenkarz, a dj. Praca za dekami to ostatnio jego główne zajęcie, często pojawia się ze swoimi setami na imprezach prajdowych. Jednym z ostatnich jego dzieci jest remiksowy singiel Amandy Lear oraz zapowiadana na 'wkrótce' płyta, Extraordinary Alien (szczegóły na Facebooku).

Na całe szczęście, Boy nie zarzucił jednak śpiewania (jak dowodzą upublicznione kawałki Brand New, czy singlowe Amazing Grace).



Ostatnie tygodnie obfitują także w efekty współpracy z innymi artystami, z rozpiętością gościnnego wokalu u rapera Titchy (gdzie sparafrazował swoje najsłynniejsze do you really want to hurt me...), aż po rzewną balladę, gościnnie zaśpiewaną na najnowszym krążku Nigela Kennedy, Shhh!



Najwyraźniej Boy wychodzi na prostą po ostatnich perypetiach kryminalno-sądowych. Idzie dalej, krokiem zdecydowanie tanecznym, co cieszy. My posłuchamy go na żywo z przyjemnością...

2010/05/24


...czyli hity i kity dnia.

Kinowa wersja Seksu w wielkim mieście (zagramanicą pieszczotliwie skracanym do SATC) już sama z siebie jest sporą pomyłką. Zarobiła swoją kasę, więc musiała doczekać części drugiej. Najwierniejsi fani i tak polecą obejrzeć, więc nie będę zniechęcał. Przy okazji filmu rzecz jasna zmarketingowano po raz pięćsetny pomysł "muzyka z filmu, inspirowana filmem oraz nie mająca z nim nic wspólnego, ale hej, każdy chce podpiąć się pod dojną krowę".

I jeśli mówić w ogóle o jakichkolwiek pozytywach tego plastikowego przedsięwzięcia, to niewątpliwie jest nią najnowsza muzyczna propozycja Dido, piosenka, która od kilku dni konsekwentnie nie chce mi wyjść z głowy...



Do tego samego filmu powstała też rzecz zupełnie niepotrzebna: cover megahitu Beyonce w wykonaniu Lizy Minelli, z impetem powracającej na rynek, niestety, niekoniecznie w swoim repertuarze:



Sześćdziesięcioparoletni głos Lizy nadaje się być może do długich, musicalowych fraz, w szybkim staccato niestety rozjeżdża się na wszystkie strony, i to w wersji studyjnej. Standard Cole'a Portera Ev'rytime We Say Goodbye wypadł siłą rzeczy ciut lepiej.

Swoją drogą strach pomyśleć, co będzie dalej, Minelli zaanonsowała bowiem także swoją nową płytę, która ukaże się jeszcze w tym roku. Nauczeni powyższym powinniśmy chyba złośliwie zauważyć, że okładka jest ładna.

2009/11/15


Tak zwana "kwestia Chylińskiej" wciąż rozgrzewa stołowe dyskusje do czerwoności. Ja coraz bardziej utwierdzam się w oglądzie, który swego czasu zaprezentowała Paulina Wilk na łamach Rzeczpospolitej:

Radykalny ruch Chylińskiej może dobrze wpłynąć na cały polski pop. Wysadziła w powietrze stare przyzwyczajenia i pokazała, że istotą współczesnej w muzyki jest dynamika: łączenie gatunków, uciekanie od kategoryzacji, przekraczanie granic. Jej przeskok w klubowe rytmy byłby tylko manifestacją, gdyby nie fakt, że wywiązała się z najważniejszego zadania - nagrała bardzo dobry album. Zdała test wokalny (...) w muzyce klubowej nie ma miejsca na piosenkarską pychę. Jest dyscyplina - trzeba śpiewać jak najprościej, podporządkować się rytmowi, ustąpić pola pulsującym bitom i pauzom, które tworzą napięcie. Chylińska to potrafi, więcej - pokazuje, że umie śpiewać ładnie i subtelnie, choć nie jest ckliwa. Tu i ówdzie przebija się charakterystyczna chrypa, surowy ton. Wokalistka wiruje na parkiecie, ale nie straciła wyrazu. Na płycie jest rockowa energia, pazur i werwa, tylko wyrażona w zupełnie nowy sposób, dzięki innym instrumentom.

Całość do przeczytania tutaj.
W tekście pojawia się też kontrapunktowe stwierdzenie faktu: że inne, niegdyś wiodące i wyraziste popowe wokalistki, Steczkowska, Kayah, Kowalska, od dekad kręcą się w kółko. Co się stało z pazurem Steczkowskiej? Gdzie się podziały ambientowe zakusy Kayah? Rockowe zacięcie Kowalkiej? Nawet Nosowska się ostatnimi czasy - mam wrażenie - zapętla.
Rynek poszufladkował i wygładził wszystko, dlatego tak wdzięczny jestem dwóm wywrotówkom tego roku: Reni Jusis i Chylińskiej, które stać było na pokazanie dotychczasowej publiczności, że one wciąż szukają. Że się nie zasklepiły.
Ich nowe propozycje nie muszą mi się do końca podobać. Za to podoba mi się, że wciąż szukają.

2009/07/27



Mika znów się objawił muzycznie, napięcie stopniowane było marketingowo od tygodni (Mika nagrywa, Mika nagrał, Mika ma okładkę itepe). No i teraz Mika ma nowy klip.
Jedynym atutem teledysku do najnowszej piosenki seksualnie ambiwalentnego chłopca pozostaje duża ilość jego osobistej golizny. Miotając się swoim zwyczajem w napadzie ADHD, w samych bokserkach, wydobywa z siebie jednak niestety dźwięki ni odkrywcze, ni szczególnie porywające, a w swych natrętnych glisandach chwilami wręcz męczące.
Zawieśmy zatem oko na zdrowym (modelowo szczupłym) ciele, a cierpliwość - na kołku. Cały album już wkrótce...

2009/07/25



Dziś serwujemy sobie i naszym Szanownym Czytelnikom doświadczenie z gatunku it's alive!
Niegdyś trio z miodo- i złotodajnej stajni Stock-Aitken-Waterman, na przełomie lat 80. i 90. wypluwającej masowo hity Ricka Astleya, Kylie Minogue, Dead or Alive, Sonii i paru innych pomiotów.
Po latach Bananarama wraca na rynek jako duet z innej fabryki gwiazdek, firmującej girlsbandy pokroju Girls Aloud czy Saturdays. Keren i Sara bez oporu występują na gejowskich paradach i udzielają wywiadów do branżowych rozgłośni i czasopism. Nie wiemy, jak Wy, ale redakcja darzy umiarkowanym zaufaniem kobiety o tak skrajnie wąskich ustach. Zresztą, w kontekście tych dwóch (niegdyś trzech) pań pojęcie muzyki tanecznej było o tyle frapujące, że one same nieruchawe są na scenie straszliwie, co od zawsze usiłowano ukryć dynamicznym montażem klipów.
Nie zmienia to faktu, że dzięki sprawnemu marketingowi, Bananarama awansowała niegdyś do miana najpopularniejszego damskiego tercetu w dziejach muzyki rozrywkowej, i zasłużyła się parkietom granymi do dziś nieśmiertelnikami jak Venus czy Cruel Summer. Więc niniejszym odnotowujemy - oto klip do najnowszego singielka. Ciąg dalszy nastąpi.

2009/03/03



Chyba niedługo przestaniemy rozróżniać, tak się prześcigają w dążeniu do zdobycia homoseksualnego targetu, a przynajmniej wzbudzenia sensacji.
Kate Perry pocałowała dziewczynę i jej się spodobało (czy ktoś policzył, ile na jutubie krąży gejowskich odpowiedzi? osobiście najbardziej lubię wersję psycho).
Teraz druga chciałaby mieć przyja-ciotę.
Lily Allen doszła właśnie do wniosku, że z nikim się tak nie siedzi na kawie, nie imprezuje i nie wybiera mebli, jak z gejami, czemu dała wyraz na drugiej stronie singla Fear. Rzecz jest skoczna, zabawna i miła, całkiem jak my.
Nie wiedzieć czemu, obydwa podejścia, acz przyzwoite muzycznie, targetowo wydają się nam dość chybione.



PS. po krótkim namyśle:
ok., wpis jest o innej piosence, ale ten gość naprawdę nam się podoba, zwłaszcza od drugiej zwrotki w dół...



cover w wykonaniu Cobra Starship, teledysk: max

2009/03/02



Po kilku miesiącach działalności zagramy wreszcie Madonnę :D

Rzecz jasna nie tak banalnie i standardowo: jako hit dnia proponujemy demo piosenki, nie wciągniętej na playlistę tanecznego klasyka, Confessions on the Dancefloor. Triggering Your Senses szczęśliwie nie brzmi jak demo, jest nośne, chwytliwe i odpowiednio rytmiczne, więc doskonale nadaje się na marcowe spacery ze słuchawkami na uszach.

Doczekało też montażowego teledysku:


A wszystkim tym, którzy otarli już łzy radości dwadzieścia minut po północy dnia pamiętnego, kiedy to zakupili bilety na sierpniowy megashow w Warszawie, życzymy słodkich snów. Takich na przykład, jak ten o bliskim spotkaniu trzeciego stopnia back-back-back-back-stage:


A że raczej marne szanse, zaśpiewajmy raz jeszcze: deeeeeeeens... jour onli trigerrrrin jourseeeeeenys...

2009/02/21



adres: http://www.partyfavorz.net/
rodzaj strony: blog muzyczny
tematyka: muzyka klubowa, sety muzyczne, mp3


Inaugurujemy niniejszym rubryczkę, w której polecać będziemy ciekawe muzyczne strony w internecie. Na pierwszy ogień - adres idealny z uwagi na dzisiejsze ostatkowe imprezy, dla wszystkich, którzy nie mają jeszcze pomysłu, do jakich utworów skakać w końcówce tegorocznego karnawału.

Strona PartyFavorz to serwis, na którym regularnie pojawiają się do przesłuchania i ściągnięcia gotowe imprezowe sety didżejskie - doskonałe rozwiązanie dla wszystkich szukających parkietowych rozwiązań, nie mówiąc o gotowych propozycjach na udaną imprezę.

Remiksy pogrupowane są tematycznie - wśród nich znajdują się również składanki pridowe (czytaj: prajdowe), czyli upichcone pod gejowskie gusta.

Ostatni zestaw tego typu z ubiegłego roku całkiem nam się podoba. Nie tylko z pstrokatej okładki ;)

2009/02/14



Z okazji Walentynek w przeciwieństwie do większości gejowskich blogów nie zamieścimy teledysku Matta Albera, o którym pisaliśmy pisaliśmy już w grudniu po południu. Dodamy tylko, że tym razem nasz ulubieniec pozwolił, by ten właśnie filmik (już okrzyknięty najsłodziejszym gejowskim klipem) firmował słuszne cele.

Zamiast tego podsuniemy dwie autentyczne gejowskie pary, które nie dość, że są wzorem męsko-męskiej zażyłości, to jeszcze tę miłość sobie otwartcie wyśpiewują.

Na początek słodki duecik: Jason & deMarco, pobożna para młodzieńców z Hameryki. Nie dość, że przykładnie monogamiczni, to jeszcze wierzący. Jak widać, są chrześcijańskie społeczności, gdzie to nikomu nie przeszkadza, a ich popowy entuzjazm wobec znalezienia na tym bożym świecie drugiej połówki jest wręcz zaraźliwy:



Podoby przekaz, acz ubrany w nieco mroczniejsze tony, płynie z najpiękniejszego chyba utworu skórzano-misiastego duetu Nekked (także USA). Także oni wyśpiewują "you're all I am", tyle że do dźwięków bliżej eletroromantyki Dead Can Dance czy Depeche Mode. Kochają jednak (jak my wszyscy) taką samą miłością:





Komu ta wersja oddechów za ciężka, polecamy miły, nieco taneczny remiks:



A wszystkim życzymy przytulnego wieczoru, niezależnie od gustów muzycznych i erotycznych :D

2009/02/13



Pierwszy finalista brytyjskiego idola z 2002 roku wydał właśnie nowy singiel, Let It Go (promujący płytę pod tym samym tytułem z września ubiegłego roku). Jak zwykle rzewnie balladuje, podpierając rozważania o wnętrzu prawdziwego mężczyzny teledyskiem, w którym sentymentalnie-tragicznie rozgrywa figurę superherosa. Czy jako facet, czy jako gej, podmiot liryczny stawia sobie wyzwania, konfrontuje z oczekiwaniami, którym nie potrafi sprostać. Czarno-biała inscenizacja wionie melancholią, kulminującą w scenie tańca herosa w srebrnych majtkach z wyidealizowanym manekinem, który też jest jakby tylko do połowy.
Zobaczcie zresztą sami...

2009/02/11



Bodies Without Organs to miód na uszy (myjcie, myjcie) wszystkich, którym bliskie są dźwiękowo-etetyczne klimaty Alcazara, Army of Lovers i wszelkich drobniejszych odprysków szwedzkiego europopu. I nic dziwnego, bo mózgiem wszystkich tych przedsięwzięć jest niejaki Alexander Bard - homoseksualny producent i działacz, liberał i libertyn, zaangażowany m.in. w kampanię na rzecz legalizacji narkotyków. Wraz z kolejnymi grupami występował też na wszelkich możliwych gejowskich paradach.

W przypadku BWO zastosował stałą receptę na band: śliczny chłopiec (niestety hetero, od jesieni żonaty) + dwie postacie towarzyszące. Wprawdzie dawno odszedł od kampu wizualnego, niemniej muzycznie wciąż serwuje kicz ubrany w taneczne rytmy. Przez kilka lat działalności BWO wyprodukowali taką masę muzyki i sprzedawali się w Europie na tyle dobrze, że uzbierało się kolekcję największych hitów, The Pandemonium. W marcu 2009 wydadzą kolejny zestaw umpastycznych piosenek.

My tymczasem przypominamy jeden z pierwszych singli grupy z 2007 r., trącący jeszcze atmosferą kampowatej zabawy z zastosowaniem krzeseł biurowych.



A na deser obejrzyjmy sobie jeszcze raz ślicznego blondaska wokalistę. Bardziej rozebrany pokazuje się w innym teledysku, Give Me the Night, za to tutaj wygląda arcyromantycznie, by nie rzec bosko (patrz cytat z Michała Anioła).

2009/02/06



Jak to ostatnio bywa, data premiery - datą premiery, a przecieki - przeciekami.
Oto co przeciekło z nowego singla Pet Shop Boys, Love etc., który oficjalnie pojawi się na rynku w poniedziałek.
Panowie na okładkach poszli w kolory, za to w brzmieniu najwyraźniej znowu wdepnęli w pedał cięższych rytmów.

2009/01/30



Dziś w nocy na muzycznych kanałach AOL oraz MSN miał premierę najnowszy teledysk Annie Lennox, promujący kolekcję największych przebojów, która ukaże się po obu stronach Oceanu już w lutym. Jak to ostatnio bywa, została ona wzbogacona przez divę dwoma nowymi kawałkami, i to właśnie jest jeden z nich. W teledysku Annie rozbiła na czynniki pierwsze nie tylko światło, ale także samą siebie. W studio robi to od lat, sama sobie śpiewając wszystkie partie głosowe.



To już trzecia wersja tego utworu. Pierwotnie wykonywany był w 2001 roku przez grupę Ash z Irlandii (ten teledysk z kolei jest wart obejrzenia z uwagi na dużą ilość smukłego, męskiego ciała). Potem na poły oficjalnie zrobili go chłopcy z Coldplay, teraz - Annie.


Oryginalna wersja grupy Ash

To nieco ryzykowne, wybierać na singla cudzą piosenkę, ale podobno zakochała się w niej od pierwszego usłyszenia. My słuchamy jej wersji od kilku dni, i o ile pierwsze wrażenie nie było najlepsze, to po n-tym przesłuchaniu chwyciło, zapewne z uwagi na jej optymizm, który wypunktował nawet w krótkiej recenzji amerykański Billboard. Także teledysk sprawia wrażenie, że Wielka Bojowniczka i Działaczka oderwała na chwilę umysł od Całego Zła i Biedy Tego Świata, i po prostu cieszy się chwilą.

Pewnie słusznie, bo po przeprowadzce do USA jej kariera nabiera nowego rozmachu. Ona sama, idąc z duchem czasu, cały czas rozwija swoją nową stronę internetową (na której regularnie pisuje), a także kanały na wszelkich możliwych stronach społocznościowych, w tym np. wideoblog YouTube, na którym - obok tematów wspomnieniowych i poważnych - natrafić można m.in. takie kwiatki, jak nagranie z Bożego Narodzenia (a jednocześnie 54. urodzin):



To tak tylko na wypadek, gdybyście zastanawiali się, skąd te czapy i peruczki w nowym klipie. Wychodzi na to, że prywatne :D

2009/01/26



Nie mogę tego nie zrobić, skoro ten kawałek gra u mnie przez pół dnia :D

Film Spirit jest mizerny. Nie podobał się widzom na całym świecie, a czemu, można sprawdzić tu, tu, tu i tu. Szczęście w nieszczęściu, że na potrzeby filmu, Xtina wzięła na tapetę klasyk piosenki chrypianej (tu: po angielsku), kawałek który wyniósł na szczyty boginię Dietrich w 1929 roku.

Wzięła na tyle skutecznie, że właściwie trudno poznać klasyk, nawet na drugi rzut ucha. Przede wszystkim zrezygnowała z charakterystycznej, melodyjnej zwrotki, pozostawiając li tylko wampowaty refren. Całość zaaranżowano w komputerowe pukanie, jednak z nutką nostalgicznych elektrodźwięków, rodem z filmów sci-fi z lat 50. W drugiej części minimalizm znika, pojawiają się akcenty tradycyjne, jak choćby sekcja smyczkowa, czy rytmy godne Garbage.

Na koniec Krysia starannie wyciszyła swój największy atut, czyli głos jak dzwon. Ale to szemranie, ubrane w płynącą, nieco posępną elektronikę potwierdza tylko, że niektórzy wiedzą, kiedy stonować. W efektcie nawet fakt, że melancholijna suita liczy ponad 8 minut (czyżby czas trwania napisów?), też jakoś niespecjalnie przeszkadza. Na pewno miłe zaskoczenie po tym plastikowym preludium. Cdn...?

2009/01/25


Spod poduszek, roześmiany, gibie się czterdziestoparolatek, Colton Ford. Były aktor filmów dla dorosłych nadal siłuje się z karierą piosenkarską: właśnie zapowiedział wydanie już w marcu 2009 płyty Under the Covers, jak tytuł wskazuje - z samymi kowerami. W pierwszym rzędzie ujawnił fragmenty swoich przeróbek mniej znanej piosenki Britney Spears, Trouble, oraz przeboju grupy Stardust, Music Sounds Better Without You. Obydwu kawałków można posłuchać tutaj.

A my tymczasem przypominamy jeden z ubiegłorocznych singli ex-porno-gwiazdy, Thug of War. Musimy przyznać, że oprócz sporej ilości ciała wymodelowanego ciała, Colton dysponuje też całkiem sprawnym głosem, trenowanym w kierunku r'n'b.




Jeśli komu mało jednego i drugiego, zapraszamy do wysłuchania (obejrzenia) innego kawałka, urozmaiconego obecnością Cazwella. That's him.

2009/01/17


Starsi Panowie Dwaj przysłużyli się przez ponad 20 lat queerowym dźwiękom aż nadto. Pomijając dorobek własny, reaktywowali w ramach współpracy Dusty Springfield oraz gejowskie bożyszcze, Lizę Minelli, grali do filmów (Crying Game) i telewizorów (od Absolutely Fabulous, aż po QAF po obydwu stronach Oceanu). Maczali palce w popularnych kawałkach Bowiego, Minogue, Williamsa, Rammsteina, Eltona Johna, Madonny, zawsze dorzucając swoje trzy grosze. A czasem i tak robiąc te same piosenki po swojemu.


Robbie Williams śpiewa z towarzyszeniem PSB

Można by sądzić, że czego się nie tkną, obrócą w sukces, może z wyjątkiem musicalu (gejowskiego, a jakże), upichconego pod skrzydłami samego A. Lloyda Webbera. Closer to Heaven szybko spadło z afisza i - wbrew zapowiedziom - nie ruszyło w tournee. To potknięcie nie waży jednak na całokształcie, przeogromnym, jak na pozbawiony porządnego głosu duet uparcie trzymający się elektroniki sprzed ćwierćwiecza.





Piosenka gospodyni Closer to Heaven, Billy Trix.

Za ten całokształt (a także niebanalne 50 mln sprzedanych płyt) PSB otrzymają wkrótce od brytyjskiego przemysłu płytowego honorową nagrodę Brit 2009 za "wkład w rozwój muzyki". Doroczna uroczystość wręczenia statuetek, odbędzie się 18 lutego. Lowe i Tennant dołączą do szacownego grona - w ciągu 20-lecia Brits, nagrody otrzymali m.in. McCartney, Oasis, U2, Bowie, Sting, Eurythmics, The Beatles oraz The Who.

Aby przypieczętować euforię, zespół potwierdził na marzec datę premiery najnowszego albumu studyjnego (Yes) oraz singla Love etc. W nagraniach uczestniczyli znamienici goście, wykorzystano także fragmenty kompozycji Czajkowskiego. Że akurat PSB dobrzy są w łączeniu elektroniki z orkiestrą, dowiedli już nieraz, ostatnio nagrywając z drezdeńskimi filharmonikami świeżkę dźwiękową do niemego filmu Pancernik Potiomkin.

2009/01/13



Różnie się plotły losy Steve'a Bronski. Somerville odszedł z jego trio nieledwie po pierwszych sukcesach, by robić na swoim, w zespole wokaliści zmieniali się jeszcze dwukrotnie, po czym grupa zniknęła z horyzontu, reaktywując się li tylko od wielkiego dzwonu. Ojciec-założyciel działa do dziś, nie na wiele więcej go jednak najwyraźniej stać, co poniekąd wynika pewnie z faktu, że nie może uwolnić się od smalltown-boya.

Ten klasyk liczy już - uwaga - 25 lat i na stałe wpisał się do wszystkiego. Jak na swoje czasy był swoistą rewolucją, zwłaszcza zważywszy na sukces - i vice versa. Jak trafnie zauważają autorzy wpisu na temat Bronski Beat w polskiej edycji Wikipedii:
(...) teksty piosenek otwarcie poruszały tematykę homoseksualizmu, co spotkało się z zadziwiająco niskim oporem rynku muzycznego – dwa pierwsze [single] znalazły się w pierwszej dziesiątce brytyjskiej listy przebojów. Podobnie bardzo dobrze przyjęto ich pierwszy album The Age of Consent oraz cover popularnej piosenki disco Donny Summer I Feel Love. Ten ostatni przebój, podobnie jak Love to Love You Baby, grupa nagrała na złość Donnie Summer, która według plotek (...) stwierdziła, że AIDS jest karą boską za homoseksualizm.
Póki co, kolejne wersje największego hitu Smalltown Boy wypluwane były przez Steve'a z częstotliwością raz na dekadę, chociaż nie wszystkie wykonania zasługują na uwagę. Był kowerowany (także dwukrotnie w Polsce: przez Balkan Electrique - najgorsze znane nam wykonanie - oraz Milkshop). Zaś jako rasowy gejowski hymn doczekał także rozwinięcia i parafrazy.

My przytaczamy wersję akustyczną z 1994 roku, zaśpiewaną bodajże przez Johna Fostera, którego pokazywaliśmy już także tutaj. Swoją drogą: ciekawe, czy gdyby świat najpierw ujrzał ten kawałek w formie rzewnej ballady, to tak samo oszalałby na jego punkcie...?

2009/01/07



Tak, tak, Robaczki Drogie, nic się nie mylicie...

Chodzi o nieśmiertelnika ABBY, który dopiero co z taką pasją wyśpiewywała z siebie na wzgórzu Meryl Streep. Ubiegły rok to najwyraźniej jakieś mamma-miczne apogeum. Tym razem piosnka szwedzkiego kwartetu zdziałała jeszcze więcej, bo połączyła siły dwóch ikonicznych siostrzyczek Minogue. Jedna od dawna ugruntowała swoją pozycję jako gejowska ikona, druga poczyna sobie regularnie na europejskim rynku muzyki tanecznej, z całkiem przyzwoitym skutkiem. Osobiście mam z nimi tylko jeden problem: pomijając podobieństwo fizyczne, nigdy nie potrafiłbym odróżnić ich po głosie, gdyby wymieniły się piosenkami :D

W 2008 roku zaśpiewały wreszcie w duecie na potrzeby soundtracku do miniserialu produkcji BBC, Beautiful People, samego w sobie też nieźle przegiętego. Jak brytyjczycy to robią, że kręcą komedyjki o prowincji, które bawią masy opowieścią o queerowym dzieciństwie dwóch chłopców? Kiedy amerykanie nakręcili serial o tym samym tytule, to musiał być 3 razy dłuższy i oczywiście rozgrywać się w metropolitarnym świecie wielkiej mody... Well.



No ale nie ma się co dziwić brytyjskiej klasie, skoro serial napisał pan od Gimme Gimme Gimme, a wyprodukował osobnik, odpowiedzialny za Absolutely Fabulous.

2009/01/01

Witajcie w Nowym Roku, wedle naszej rachuby, 2009 :D

Jeśli było warto odczekać ten tydzień stawiania sprzętu na warszawskim placu Konstytucji, a potem przecierpieć Wyjca Sezonu z zespołem Feel, reanimację discopolo wcielonego w nieśmiertelnych Bojsów, oraz wszystkie przeboje ABBY przemielone pod gust carycy Terentiew, to między innymi po to, żeby doczekać najnowszego występu Edyty Górniak, i przekonać się, że może jeszcze nie wszystko stracone.

Wersja Jestem kobietą świeżo elektrotyzująca, aż szkoda że w ledwie-dwuminutowym wycinku:



Także Impossible w ciekawym, mniej znanym miksie, choć chyba raczej z playbacku.



Gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, czemu to pokazujemy, zapraszamy do skonfrontowania z wykonaniem na poprzednim polsatowskim wieczorze Sylwestrowym, w Krakowie. Rok później Edytę ktoś ubrał dużo stosowniej do mrozów, zmuszając ją też strojem do stylowych poruszeń, i wkomponował choreograficznie w modne sweterki na kilku panach.
No i co tu dużo kryć, filmik kończy się życzeniami, pod którymi podpisujemy się wszystkimi możliwymi rękoma.

Całujcie się dużo, to odmładza!

PS. Samej Edycie życzymy, aby po tym przedsmaczku i obietnicach, odbiła się wreszcie od dna pt. E.K.G. i pokazała, że potrafi.