Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paulina wilk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paulina wilk. Pokaż wszystkie posty

2010/10/23


grafika: Rose Emanuela Briccetti


W dzisiejszym, weekendowym dodatku do Rzepy, PlusMinus (tak, czytujemy, czytujemy) obszerny esej Pauliny Wilk na temat fenomenu Lady Gagi. Teskt odwołuje się i bazuje na wrześniowym, bezkompromisowym artykule feministki, medioznawczyni i krytyczki kultury, Camilli Paglia, Lady Gaga and the death of sex, a w dużej mierze rozwija jego tezy. O ile Paglia, która niegdyś na przykładzie Madonny obwieściła nową erę feminizmu, wieszczy w Gadze koniec rewolucji seksualnej jaką znamy, Wilk idzie krok dalej i prorokuje także śmierć muzyki pop.

Obie panie nie szczędzą Gaguli słodkich epitetów, nazywając ją królową déjà vu, aseksualną marionetką, sztucznym i pustym tworem z przemielonych resztek, szkieletem coraz to nowych dekoracji, z których żadna nie jest prawdziwa. Gaga ma być już nawet nie alter ego piosenkarki Germanotty, ale absolutną kreacją, którą bezkrytycznie zachwycają się masy, zwłaszcza te małoletnie, nie pamiętające nawet końca ubiegłego wieku, bombardowane miliardami informacji, obrazów i esemesów.

[kliknij czytaj więcej, żeby przeczytać obszerne fragmenty artykułu, dostępnego w sieci tylko po wykupieniu]

2009/11/15


Tak zwana "kwestia Chylińskiej" wciąż rozgrzewa stołowe dyskusje do czerwoności. Ja coraz bardziej utwierdzam się w oglądzie, który swego czasu zaprezentowała Paulina Wilk na łamach Rzeczpospolitej:

Radykalny ruch Chylińskiej może dobrze wpłynąć na cały polski pop. Wysadziła w powietrze stare przyzwyczajenia i pokazała, że istotą współczesnej w muzyki jest dynamika: łączenie gatunków, uciekanie od kategoryzacji, przekraczanie granic. Jej przeskok w klubowe rytmy byłby tylko manifestacją, gdyby nie fakt, że wywiązała się z najważniejszego zadania - nagrała bardzo dobry album. Zdała test wokalny (...) w muzyce klubowej nie ma miejsca na piosenkarską pychę. Jest dyscyplina - trzeba śpiewać jak najprościej, podporządkować się rytmowi, ustąpić pola pulsującym bitom i pauzom, które tworzą napięcie. Chylińska to potrafi, więcej - pokazuje, że umie śpiewać ładnie i subtelnie, choć nie jest ckliwa. Tu i ówdzie przebija się charakterystyczna chrypa, surowy ton. Wokalistka wiruje na parkiecie, ale nie straciła wyrazu. Na płycie jest rockowa energia, pazur i werwa, tylko wyrażona w zupełnie nowy sposób, dzięki innym instrumentom.

Całość do przeczytania tutaj.
W tekście pojawia się też kontrapunktowe stwierdzenie faktu: że inne, niegdyś wiodące i wyraziste popowe wokalistki, Steczkowska, Kayah, Kowalska, od dekad kręcą się w kółko. Co się stało z pazurem Steczkowskiej? Gdzie się podziały ambientowe zakusy Kayah? Rockowe zacięcie Kowalkiej? Nawet Nosowska się ostatnimi czasy - mam wrażenie - zapętla.
Rynek poszufladkował i wygładził wszystko, dlatego tak wdzięczny jestem dwóm wywrotówkom tego roku: Reni Jusis i Chylińskiej, które stać było na pokazanie dotychczasowej publiczności, że one wciąż szukają. Że się nie zasklepiły.
Ich nowe propozycje nie muszą mi się do końca podobać. Za to podoba mi się, że wciąż szukają.

2009/08/01


Justin żegna tradyjną piosenkę

Dzisiejsza Rzeczpospolita piórem Pauliny Wilk wyraża zaniepokojenie śmiercią melodii w muzyce pop, zredukowanej li tylko do niemal pierwotnego, gołego rytmu. Na szczęście wiemy, że jest też wciąż sporo prawdziwie śpiewających Artystów, ale zgodzimy się także, że coraz trudniej o nich w mainstreamie, lejącym się z anten muzycznych. Nawet ci, którzy do niedawna słynęli z muzykalności, podążając za trendami coraz bardziej się will.i.am-izują.
Za winnych tego zjawiska uznani zostali w pierwszej kolejności raperzy, a później producenci pokroju Timbalanda, którzy przykrajają muzykę do czasów głośniczków komputerowych, empetrójek i muzy puszczanej z komórek:
Piosenkę ma być dobrze słychać z głośnika komórki, by dwie nastolatki mogły umilić sobie przerwę w szkole. Rytm nie może ginąć w miejskim zgiełku, gdy ze słuchawkami w uszach czekamy na autobus. A refren nie dość, że wyraźny, to jeszcze powinien być skondensowany – by nadał się na dzwonek telefonu. Dźwięki uległy spłaszczeniu – dziś nagrywa się tak, by wyraźne pozostały dwa elementy: bit i głos.
Całość do przeczytania na stronie Rzeczpospolitej.