Moullinex gości na naszym blożku nie po raz pierwszy, zwróciliśmy na niego uwagę najpóźniej od chwytliwego kawałka z udziałem Peaches. Teraz zwróciliśmy uwagę na jego brodę, iście godną jego prawdziwego nazwiska: Luis Clara Gomes, choć jak na nasz gust, przebija spod niej zadziwiająco spora dawka melancholii, zwłaszcza jak na autora takich oto kawałków:
Komu takie funkująco-parkietowe, retrodyskotekowe, daftpunkujące rytmy poprawiają nastrój, ten niech koniecznie zajrzy na soundloudowy profil wytwórni Gomma, gdzie odsłuchać można całą płytę smutnego misiaka, któremu w kilku kawałkach podśpiewuje pani o swojsko brzmiącym nazwisku Iwona Skwarek.
Jeszcze więcej twórczości własnej zamieścił na swoim własnym profilu.
Dziś w misiowym kąciku nie tylko wypielęgnowana broda, ale także bogate wnętrze. Yoann jest uznanym fotografikiem, filmowcem, reżyserem, głównie klipów (m.in. dla Yelle, Moby'ego, Kate Perry a ostatnio osławionej Lany Del Ray) i reklam (tak produktów jak i akcji społecznych, tę z fiutkiem znacie na pewno).
Jednak sukcesów na tym polu było mu mało, rozpoczął własną działalność muzyczną pod pseudonimem Woodkid. Nieźle namieszał już pierwszym, wizjonersko-klimatycznym klipem, także własnego - a jakże - autorstwa:
Przypominamy ten filmik w jak najstosowniejszym momencie, bowiem na rok 2012 Woodkid zapowiada wydanie całej płyty, na której według pogróżek dojdzie do zaskakujących - jak to się teraz mówi - kolaboracji muzycznych. Przedsmak dętych klimatów, w jakich będzie się poruszał, daje relacja z krótkiego występu na żywo z wieży Eiffela w Paryżu - warto zerknąć choćby dla tej nastrojowej, francuskiej acz bardziej już nowojorskiej brody. O seksownych przerwach między ząbkami, wielkich oczach i miłym uśmiechu zmilczymy.
Peaches nie tak dawno zaskoczyła na żywo liryczną odsłoną swojego scenicznego wcielenia (acz nie darowała sobie mrugnięcia okiem do publiczności). Teraz dała się namówić na gościnną wokalizę w produkcji tanecznej.
Nowa wersja Maniaca, powolniejsza i mniej histeryczna od oryginału, chwyta od wejścia za nogi klasyczną linią basu, a za serce - głosem Peaches, który w funkująco-elektronicznym otoczeniu sprawdza się znakomicie.
O czym można się przekonać przy okazji premiery klipu, też niezłego, choć zamiast wokalistki występuje w nim jakaś inna, bardzo giętka pani:
Komu się spodobało - podsuwamy wersję audio (dluższej o dwie minuty), która u nas rozbrzmiewa od świtu. Klasyk w reinterpretacji, która od razu sama nosi znamiona klasyka. Lubimy to bardzo!