Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reklama. Pokaż wszystkie posty

2011/07/02

Oglądamy ten spot po raz kolejny i nie możemy się oderwać.

Monolog neurotycznego ślimaka, niepewnego nie tylko swojej orientacji ale nawet płci, podany w duchu młodego Woody Allena (młodego ze względu na głos, bo rozterki mu pozostały), jest po prostu rozbrajający. Wprawdzie całość zmierza do puenty, że ślimaki są jadalne, bo to przecież reklama sklepu ze zdrową żywnością. Ale to akurat nie ma żadnego znaczenia, bo kto by tam na to zwracał uwagę wobec tak istotnych życiowych rozterek:

(via: copyranter)

2011/06/28

Jedna z reklam wyróżnionych Brązowym Lwem w kategorii 'film' na zakończonym właśnie festiwalu Cannes Lions 2011. Powstała na zlecenie koncernu Cedderoth, 'lidera środków higienicznych' w Norwegii i Szwecji, a przy okazji właściciela polskich marek Soraya i Dermika.

Wszystko w tym filmiku łamie metroseksualny stereotyp, co zostaje ślicznie skontrapunktowane podkładem dźwiękowym, jakiego spodziewalibyśmy się właśnie po połyskliwym spocie z nieskazitelnie wygolonym i gładko umięśnionym młodzieńcem. "Delikatny masaż ciała" to tymczasem najczęściej grzebanie w pępku, a "higiena okolic intymnych" - w tyłku. Nic nie zostanie nam oszczędzone, nawet sikanie pod prysznicem (skądinąd bardzo proekologiczne).

Nie zmienia to faktu, że mimo ironii i prześmiewczego charakteru całości, misiak pozostaje na swój sposób zmysłowy. Ciekawi jesteśmy, czy ta produkcja to tylko festiwalowy gig, czy faktycznie zostanie zaprezentowana publiczności poza blogami poświęconymi reklamie. Oraz czy youtube zdecyduje się usunąć klip ze swoich zasobów z uwagi na dosdność i goliznę...

UPDATE
Plik zaczyna właśnie znikać z jutuba, na szczęście byliśmy zapobiegliwi:

Nasza osobista nagroda za wytłumaczenie facetom, o co chodzi w potrójnym zastosowaniu kosmetyku 'trzy w jednym', gdzie shampoo, body & intim to po prostu hair, body & balls. Got it?

video credits:  Agency: LOS&CO, Oslo, Norway. Einar Film - Oslo, Norway [more]

2011/06/10

Całe szczeście, że upały nieco zelżały, bo oglądanie takich filmików przy trzydziestu stopniach w cieniu groziłoby poważnymi skutkami zdrowotnymi. Z drugiej strony autorzy doskonale wstrzelili się w plażową atmosferę, chociaż zapewnie niekoniecznie samej scenerii zawdzięczają 100.000 odsłon po pierwszych czterech dniach na youtube:


Reklama wyprodukowana została przez serwis Gay-Ville.com, pośredniczący we wzajemnym wynajmie miejscówek gejom podróżującym na światowe eventy LGBT (ale nie tylko). Póki co próżno szukać na liście atrakcyjnych celów podróży Warszawy, co akurat nieszczególnie nas dziwi - nieco bojowo i tradycyjnie zgryźliwie podsumował światowość stolicy Mike Urbaniak na stronie WAW.

Co ciekawe, filmik, masowo teraz linkowany na fejsie, został przez niektórych użytkowników serwisu zgłoszony jako obraźliwy. Na qpop.fb padła sugestia, że oprócz niezbyt eleganckiej zagrywki ejdżystowsko-seksistowskiej, można by też podnieść zarzut o uprzedmiotowanie męskiego ciała. O ile z pierwszym potrafimy się zgodzić i zdecydowanie nie pochwalamy, drugiego prosimy zdecydowanie więcej :)

2011/05/27

Właściwie nie mamy chyba nic do dodania. Hasło 'you're looking at a revolution' mówi samo za siebie. Do naszych ulubionych rewolucjonistów mody (nie mylić z krzykiem mody) należy łyso-rudy jegomość w najciemniejszych okularach na szczycie tej piramidki wyrafinowanego gustu, skrywającego nieśmiało każde ze swych powabnych oblicz za obszernymi okularami przeciwsłonecznymi.

Rodzi się wprawdzie podejrzenie, że według twórców reklamy, ekskluzywne skarpetki odciągną swą jaskrawością uwagę od wszystkiego, ale chyba jednak nie do końca, bo w niektórych przypadkach wręcz uwagę przukuwają...

Ech, złote lata siedemdziesiąte... Tres chic...

2011/05/19



W dzisiejszej edycji kącika humorystycznego zajrzymy na kanał telezakupowy, wykreowany przez twórców serii komediowej Whitest Kids U'Know:

Nic dodać (tu więcej filmików nowojorskiej trupy), nic ująć. Ze swojej strony znaleźliśmy nawet zastosowanie dla wyżętego w trakcie demonstracji nasienia:

źródło: 50 необычных визиток

No chyba, że to wizytówki wysoce spersonalizowane i personel Durexa załatwia wszystko we własnym zakresie. Ale w takim razie - co z paniami...?

2011/05/13



O homoerotycznych podtekstach w opowieściach o superherosach w lycrze i innych opijajacych muskularne ciała materiałach napisano już całe tomy (poszukiwania tradycyjnie rozpocząć można od Wiki - tu i tu, a tu wręcz detalicznie). Do myślenia daje fakt, że podejrzenie pobocznego gejowskiego pocałunku na okładce zeszytu o Spidermanie wciąż budzi sensację AD 2010.
Jednak na długo zanim doczekaliśmy Rage'a - queerasfolkowego obrońcy Gaypolis, czy innego autentycznego bohatera w tęczowej pelerynce, gejowskiej braci bronić musieli klasyczni superherosi. Dziś przykład - jak byśmy to dziś powiedzieli - reklam społecznych, w których postaci DC Comics uświadamiają swoich czytelników w sprawach HIV/AIDS.
Plansze ukazywały się w zeszytach z lat 1992-1994. Oprócz gorących dyskusji fanów komksu, analizujących jakość artystyczną plansz czy warianty strojów postaci (ale nie tylko strojów), historyjki te budziły raczej rozbawienie swoją nieporadnością w podejściu do tematu - jak choćby ta powyżej, w której Green Lantern uznaje, że po pogadance do tłumu linczującego gejów, może spokojnie odlecieć, bo wszyscy będą się od tej pory kochali miłością bliźniego.
Ale cóż, taka rola superbohatera na etacie - nie do takich rzeczy ich zatrudniano...

Dwie inne plansze z kampanii po kliknięciu na 'czytaj więcej'.

2011/05/06

kliknij na obraz, żeby powiększyć (zobacz oryginalną reklamę w całości)

Może się mylimy względnie wszystko nam się kojarzy, ale ta grafika reklamowa sugeruje niezłego, tenisowego klapsa. W każdym razie tak w ręku, jak i wszędzie indziej wszystko leży doskonale...

2011/04/22

Owszem, wiemy: tytuł tego posta jest więcej niż mylący (już widzimy, jak trafiają na niego poprzez guglowe sidła amatorzy przaśnych wdzięków polskich chłopaków-amatorów). Tymczasem gay boy polish odnosi się do zupełnie innej działalności...

W szale przedświątecznych porządków trafiliśmy na swoim dysku na etykiety (jak się zdaje) australijskich produktów z lat 20. i 30. ubiegłego stulecia, kiedy słówko gay nosiło jeszcze tylko wesołe konotacje, nie to co teraz, w epoce rozpasania XXI wieku. Na gejowsko można było w tamtych pięknych czasach nie tylko wypolerować i nawoskować stół, ale także wypastować buty przed świątecznym przyjęciem. A zapewne także dużo więcej rzeczy, ze skoczną pieśnią na ustach.

Rzecz jasna wypastować, nawoskować i śpiewać mogła służba swojemu jaśnie-panu względnie wielmożnemu pracodawcy. Dziś nie spotykamy już tylu radośnie krzątających się boyów - no, chyba że w Buckingham przed weselem księcia lub u innych milionerów z Forbesa. En masse produkty czyszczące i chemię gospodarczą zawłaszczyły bowiem gospodynie domowe, wyemancypowane ostatecznie w ostatnich dekadach.

I nie wiedzieć czemu uśmiechają się w reklamach równie szeroko, jak niepolski chłopiec powyżej. Ani chybi coś im do tych specyfików dodają, i to od wieków :)

No nic, wracamy do sprzątania. Święta za pasem, a my - za lasem. Chociaż nie, za chwilę. Właśnie przekonaliśmy się, czego można się dowiedzieć, wrzucając w google tytuł tego posta. Wielce frapujące.

2011/04/08

Rok 1978. Sturm und Drang ruchu gejowskiego w USA osiąga apogeum nie tylko na ulicach, ale także w głowach zmyślnych marketingowców. Skoro 'ujawnia się' się tak prężna i wojownicza grupa konsumentów, znajdzie się dla nich oferta.

Skoro istnieją kody ubioru, uniformizacja i klonizacja fizyczna, czemu nie sprawić, by wszyscy faceci w dżinsowych szorcikach, białych t-shirtach i tenisówkach ze skarpetkami w paski, także pachnieli tak samo? A może to raczej propozycja dla panów w skórzanych czapkach, rzemieniach, butach z cholewami? A może dla chłopców w krzykliwie barwnych, non-ironowych koszulach z kilometrowymi kołnierzykami? Czy wszyscy oni mieli wkrótce biegać otoczeni oparami 'ekskluzywnej' marki, rozpoznając się po dedykowanych wisiorkach na łańcuszku?

Trudno dociec, bo poza reklamą prasową powyżej po 'genialnym' pomyśle nie pozostał żaden ślad, wspomnienie czy opinia. Spodziewamy się zatem, że - jak wiele innych stygmatyzujących produktów - woda kolońska Reo była pierwszym i ostatnim prawdziwie gejowskim kosmetykiem - zapewne zniknęła z rynku po pierwszej fali zamówień naiwnych klientów, którzy być może dali się nabrać na przynależność do ekskluzywnego klubu homoseksualnych mężczyzn. Znając mechanizm podobnych akcji, idziemy o zakład, że zwabieni wizją szpanowania 24-karatową przywieszką modnisie przekonali się po dostawie, że ma 2 cm średnicy, a butelka zawiera płyn pokroju mitycznej Przemysławki (obecnie: 10 zł za 50ml).

Skądinąd dorastaliśmy w czasach komunistycznej posuchy, więc jak nic złapalibyśmy się tak na jedno, jak i na drugie. Chociaż wtedy preferowaliśmy Staropolską w wiklinowym koszyczku :P


Z cyklu 'gejowskie cudeńka' zobacz też:
Trick & Treat Pouch - 1000 uses, all gay!

2010/10/29


reklama Ovaltine z lat 50., gdy słowo
gay było jeszcze całkiem niewinne


Ovaltine to cudowny napój dla dorosłych i dla dzieci, wynaleziony i spreparowany w Szwajcarii, od początków XX wieku obecny także w Wielkiej Brytanii i USA. Pierwotnie w jego skład wchodziły słód, mleko i jajka, podkręcone dla smaczku czekoladą, a do jego podstawowych walorów należały wartości odzywcze oraz dowitaminizowujące. Dziś pod skrzydłami Nestlé proszkowany napój nie przypomina zapewne w niczym oryginału, na co rzecz jasna narzekają koneserzy, wspominający z rozrzewnieniem, jak babcia serwowała im ten cudowny napój w latach 40. czy 50. Ale o czym tu mówić, skoro na stronie głównej marki królują jej wariacje z shake'ami McDonalda.

W USA marka przebiła się do świadomości dzieci i ich rodziców głównie dzięki sponsorowaniu przez dziesięciolecia ulubionych słuchowisk radiowych, potem seriali telewizyjnych. Kusiła tajemnymi klubami, złotymi sygnetami i pierścieniami dekodującymi. Podczas gdy mamusi wieczorna porcja czekoladki zapewniała udany start w nowy dzień i regenerację starczego organizmu podczas snu, jej pociechy wskutek codziennego spożywania wersji dla maluchów po prostu tryskały energią.

Gorzej, jeśli nieroztropna rodzicielka o tym zapominała lub co nie do pomyślenia - żyła w nieświadomości krzywdy, jaką robi swoim latoroślom, odmawiając im odrobiny ovaltinowskiej słodyczy. Pal sześć, jeśli trafiło na dziewczynkę, co najwyżej chodziła osowiała i nie fikała zbytnio na huśtawce. Skutki niedożywienia organizmu chłopięcego mogły być przerażające: nie zapewnienie mu stosownych ilości wszelkich dobroczynnych składników, prowadziło nie tylko do apatii, ale także do zdziewczynienia, oraz w prostej konsekwencji homoseksualizmu:


reklama Ovaltine z lat 50., gdy słowo sissy groziło niebezpieczeństwem

Jak wiadomo, epitet sissy w owych ciężkich, powojennych czasach był dla chłopca - czy tym bardziej faceta - najgorszym z możliwych, a obraz melancholijnego kilkulatka, rysującego witką po żwirku w ogródku nie do przyjęcia w erze sztampowo szczęśliwych domków i sukienek w bomki. Media bardzo starannie utrwalały podział ról w tym teatrzyku, wspierane przez reklamodawców, którzy obrazowo opisywali niebezpieczeństwa, czyhające na nieodpowiedzialne matki (bo tak, kochani, to oczywiście wszystko przez nie):
During the 1940s and 1950s, alarmist tendencies decreased in most advertising, but Ovaltine ads stood out as some of the most consistently hysterical and exaggerated. While copywriters continued to blame children's health problems on mothers, fathers occasionally appeared to place the blame on mothers, too. (…) An ad for Ovaltine had a dad yelling at his son, "Young man, you'll either eat those vegetables and drink that milk or you'll go straight to bed."

Historian Elaine Tyler May found that during The Cold War era the role of fathers took on particular importance, in part, at least, "to counteract the overabundance of maternal care. (…) The unhappy result would be 'sissies', who were allegedly likely to become homosexuals." (…) Fathers of daughters presumably had no real need to be involved in their lives, given that they did not face the same dangers as sons, who were too effeminate.

In spite of men's occasional goading, the burden for caring for children's health continued to be the women's responsibility. Moreover, during the 1950s advertisers began to assert that in addition to their child's current sickly condition being a liability, a "nervous underweight" boy would never become a man.


One 1950 ad hissed disapprovingly at mothers, "Sissy… they called him." The aggressive Ovaltine campaign asked mothers, "How well do really understand him?" (…) The drawings and photographs that dominated the ads featured boys who, in the words of advertisers, appeared "frail and languid." The mothers appeared in the background, over-wrought and concerned, appeased only by the knowledge that Ovaltine could help them and their sons.


źródło: Katherine J. Parin, Food is love: food advertising and gender roles in modern America.
University of Pennsylvania Press 2006, str. 198-199.
W dziesięć lat po American Beauty trudno zapewne nie uśmiechnąć się przy lekturze jak powyżej. Ten sam film pokazuje jednak w pigułce, dlaczego wizerunek smutnego chłopca w amerykańskiej reklamie sprzed ponad pół wieku powinien jednak bardziej niepokoić i przerażać, niż bawić.

2010/09/24



Lektura tekstu z powyższej reklamy przyprawia o zawrót głowy.

Prosty w swej prostocie pomysł: naszyjny, skórzany woreczek na różne różności, przystosowany do potrzeb przeciętnie rozrywkowego geja, o czym świadczy znak czytelny dla wtajemniczonych - dwa połączone symbole męskości. Dzięki jego obecności nawiążesz kontakt z właściwym facetem, nie afiszując się zbytnio przed heterycką częścią populacji, bo przecież lawendowy względnie różowy kolor woreczka w ogóle cię zdradzi :)

Torebunia zmieści swobodnie poręczne niezbędniki: tubeczki z wazeliną, paczuszkę miętowych dropsów, nawilżone chusteczki do wycierania tego-i-owego, grzebyczek. Wszystko to załączy producent w pakiecie startowym za jedyne 6.50 USD. Przy odrobinie inwencji wygospodarujesz też miejsce na nieodzowne papierosy i zapałeczki, doskonały pretekst do zagajenia.

To barwne akcesorium idealnie komponuje się ze wzorzystymi koszulami oraz majtasami kąpielowymi, znajduje doskonałe zastosowanie w miejscach, gdzie nie chodzisz w odzieży, zaopatrzonej w kieszenie: na plaży, w saunach, darkroomach. Można przewiesić je przez szyję lub na biodrach - w tym drugim miejscu dyndać będzie jeszcze wdzięczniej i kusząco.

Zwłaszcza że - jak zapewnia producent - całość wykonana jest ze skóry o miękkości pupci. Bynajmniej nie niemowlęcia. Nas ciekawi tylko, czy - stosownie do dzisiejszych czasów - torebeczka zmieściłaby także prezerwatywy.

2010/08/21


Music makes music - hasło muzycznego blogzina z Portugalii, tu zilustrowane przekornie, acz dosyć trafnie, sylwetkami legendarnego Freddy'ego Mercury, Eltona Johna, oraz ich artystycznej krzyżówki - Miki. Dwa kolorowe ptaki spłodziły trzeciego. I wszystko gra, śpiewa i tańczy.

2010/06/14


A jakże, te zdjęcia obiegły internetowy świat już ze dwa razy dookoła. I po raz pierwszy spojrzeliśmy na Ronalda bez poczucia lekkiej żenady. Próby wylaszczenia tego portugalskiego klocka z urąbaną miednicą na ikonę stylu (oraz gejów), budziły w nas od początku uśmiech politowania. Rozumiemy doskonale, że Armani potrzebuje kształtnych ciał, bo na innych ich bielizna wygląda co najmniej ironicznie, ale żeby od razu naciągać ją na taką górę mięcha, z daleka trącącą jakimiś sterydami?


To już nawet nie chodzi o to, że metroseksualny do szpiku kości Beckham może być tylko jeden: powabny, wyrzeźbiony ale bez przesady, męski ale gładki jednocześnie. Ma to w naturze, i tak samo pokaże się przed obiektywem w studio, jak i na zakupach czy wakacjach. 
Problem w tym, że Armani poszedł w przeciwległy bazar, na którym wszystko musi być duże, mięsite, wypomadowane i błyszczące. Ronaldina można ładnie upozować do czarno-białych zdjęć, ale i tak wiadomo, że prywatnie, do przyhotelowego basenu, założy na rękę złotą busolę, a na szyję toporny łańcuch. 



Chociaż poniekąd jest konsekwentnie - ten sam problem mamy z większością produktów Armaniego: najwięcej miejsca zajmuje na nich megalomańskie logo, jakby jakość i design nie mogły przemawiać same za siebie. I ta brylantyna-gancpomada wychodzi nawet na studyjnych zdjęciach z poprzedniego rzutu reklamowego Ronalda. To chyba dlatego nie pofatygowaliśmy się wtedy, żeby je pokazać.
Chociaż - jak powiadają - dla każdego coś miłego, więc proszę bardzo, nadrabiamy: portugalski gigolo w półpełnej krasie!

2010/06/09


 Komu okulary ochronne, komu, bo idę do domu!
Szpanerska nazwa, tandeciarskie logo, prostacki design w myśl zasady: im większe ozdóbki, tym lepiej (nie widzieliście jeszcze wersji z łańcuchem, godnym niejednego karczycha).
No ale jest pomysł na "element szoku" w reklamie. Działa.

2010/05/20


Madonny walka z czasem trwa, i w dużej mierze Magde wychodzi z tego starcia zwycięsko. Regularnie pojawiają się zdjęcia 'kompromitujące' ikonę biznesu, ale czy ikonę da się skompromitować? Jak pokazuje przykład Michaela Jacksona, kompromitacja może wręcz legnąć u podstaw ikony, choćby nie wiadomo jak sztucznej.
Madonna aż taka sztuczna znowu nie jest. Technikę ukrywania niedoskonałości wypracowała latami konsekwencji, a technologia też nie pozostaje jej dłużna, bo ona akurat z wiekiem coraz sprawniejsza.
Co widać na załączonym obrazku...

2009/12/14


Nie od dziś wiadomo, że seks nadaje się do sprzedawania wszystkiego, z sobą samym włącznie.
Sami daliśmy się nabrać na pójście do Opery Narodowej głównie z uwagi na plakat, tygodniami zdobiący Dom Handlowy Sezam u zbiegu Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. O reklamach branży modowej, kosmetycznej, bieliźniarskiej, samochodowej nie ma co się rozwodzić. Mleko (czy też: idea jego zlizywania) też się daje sprzedać białym wąsikiem nad ponętnymi usteczkami. Ech.
Ale dziś przykład nagiej reklamy społecznej. Niedawno wzburzenie (a przez to i zainteresowanie) wzbudził damski biust zakryty krzyżem przez PETA w imię idei pomocy bezdomnym zwierzakom. Brazylijski oddział Światowego Funduszu na Rzecz Przyrody (bardziej znanego jako WFF, nie mylić z WTF :D) chwycił się ponętnych ciał w imię ratowania swych drogocennych lasów.
Czy do Was to przesłanie przemawia...? Bardziej...?

2009/12/07


Nijak nie potrafimy sobie wyobrazić podobnej reklamy na polskim przystanku tramwajowym. Nawet z Playa ani Heyah.
Tymczasem w Kanadzie Virgin Mobile zachęca w ramach ogólnokrajowej akcji reklamowej swoich klientów do urzeczywistnienia najskrytszych pragnień, do których najwyraźniej należy obcałowywanie anioła płci jak najbardziej męskiej. Niezliczone rzesze biurokratów wszelkiego sortu marzą przecież, by po godzinach spłynęło im znienacka na głowę takie uładzone, coś w seksownym gangu i poszarpało nieco za krawat czy inne dyndadełka.
O drugim dnie wynikającym z kontekstu nazwy firmy nie wspomnimy już chyba. Chociaż wspomnimy, bo ciekawe, który z tej pary bardziej jest w tych kwestiach dziewiczy...

2009/11/17


Tak, tak... Wszystkie głupie skojarzenia, jakie macie z tą nazwą, są prawidłowe :D
Oto, panowie, ostateczna broń w walce o poczucie doskonałej sterylności i suchości, nawet podczas wielogodzinnej jazdy samochodem, w upale, na szpanerskich, skórzanych siedzeniach.
Cudowny środek w srebrzystej tubie nie zawiera aluminium, parabenów, ani talku. Bazuje na wyciągu z owsianki oraz drzewa herbacianego. Jest przyjemnym kremem, łatwym w nakładaniu, nie pozostawia śladów na bieliźnie.
Uuuuch... na samą myśl o tym nakładaniu aż się pobudziłem. Co tu dużo mówić - poczytajcie sami. Producent zachęca też do podzielenia się swoją własną historią. Najlepiej jakąś urzekającą. Oj, mamy co opowiadać. Dzięki bogu - już jest Fresh Balls!
A tak już zupełnie na marginesie, logo cudownego kosmetyku jakoś dziwnie nam się kojarzy z pewnym polskim sklepem internetowym...

2009/03/25



Gdyby ktoś przegapił, to przypominamy, że przedwczoraj miała miesce premiera płyty skandynawskiego duetu elektro-popowego, Röyksopp. Panowie wykazali się zdrowym dystansem do siebie i swojej melodyjnej twórczości, zachęcając do zapoznania taką oto migawką z akademii ku czci:



Kogo ostatnie takty zachęciły, tu znajdzie resztę :D
A płytę znajdzie już w sklepach.

2009/03/09



Nic dodać, nic ująć. Kondycja polskiej muzyki rozrywkowej w pigułce.
Eeee... sory. W tubce.