Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wff. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wff. Pokaż wszystkie posty

2012/10/22


kadr z filmu 'Za murami'

W sobotni wieczór na Warszawskim Festiwalu Filmowym miał miejsce podwójny seans LGBT. Nie wiemy, czy aż tak nie zwróciliśmy uwagi, czy faktycznie tego roku ta 'sekcja' imprezy była dużo skromniejsza. Tym chętniej wybraliśmy się na branżowe double feature, zwłaszcza że jednym z pokazywanych tytułów był głośny 'Zostań ze mną', okrzyknięty już gdzieniegdzie następcą 'Zupełnie innego weekendu', o ile nie samego 'Brokeback Mountain'. Festiwalowy pokaz miał być jednocześnie przedpremierowym - Tongariro Releasing wprowadza ten film na polskie ekrany już w najbliższy piątek.

I jak to w takich objawionych wypadkach bywa, potwierdziły się obawy, powzięte po obejrzeniu zwiastuna:



Film wpada niestety w większość pułapek fabuł z cyklu 'moje życie z człowiekiem uzależnionym', skompilowanych w wariancie tragicznym 'trzeba zabić tę miłość'. Dramat rozmywa się gdzieś w impresjach kontemplowania miasta i chwil relaksu przy herbacie, zdarzeń mimo dramatyzmu sytuacji jakoś mało dramatycznych.

To jeszcze pewnie nie stanowiło by aż takiego problemu, gdyby nie chybiona obsada głównej postaci - niestety, Thure Lindthardt nie jest aktorem klasy, która pozwoliła by na przykrycie mielizn, czy nadanie rozterkom Erika dramatycznej głębi. A na nim właśnie spoczywa ciężar całości.

Zamiast rozdarcia na ekranie dominuje zestaw stałych grymasów i jojczenie. Paul jest ujmujący w swym niewzruszonym pięknie, niestety, jako że jego ćpuński dramat rozgrywa się głównie poza kamerą, także i on niezbyt wzrusza. Nawet odważne sceny seksu nie są w stanie tchnąć życia w niemrawą opowieść. Zdecydowanie najlepiej broni się muzyka Arthura Russella.



Wszystkie te słabości jeszcze dobitniej ujawnia zestawienie z drugim filmem wieczoru. Belgijskie 'Za murami' oparte jest na podobnym motywie - para poznaje się, szaleńczo zakochuje, a potem jeden z kochanków popełnia głupi błąd, który kończy się więzieniem i kosztuje obu bolesną rozłąkę. Ta próba okaże się ponad wytrzymałość szalonego uczucia, i mimo, że obaj nadal się kochają, będą musieli pójść oddzielnymi drogami.

W tym filmie są soczyste sytuacje i krwiste, pełnowymiarowe postaci, ewoluujące wraz z uczuciem, charakterologiczne niuanse pięknie wypunktowane aktorskimi kreacjami. Wygłupy zakochanych śmieszą do łez, a beznadzieja nawoływań pod ceglanym murem chwyta za serce. Tu także reżyser skupia opowieść na tym, który czeka, ale w tym wydaniu to czekanie namacalnie dojmujące. Tu też jest jeszcze szansa, i jest bolesna decyzja. Jednak rozstanie nie zostanie skwitowane stwierdzeniem 'zostawiłem u ciebie kaszmirowy sweter, zostaw go u portiera'. Tu po prostu brakuje słów.

O ile tylko czas pozwoli, napiszemy o tym filmie dużo więcej.

2011/10/18


W niedzielę dobiegła końca 27 edycja Warszawskiego Festiwalu Filmowego, który w ubiegłym roku dołączył do ‘Kategorii A’ światowych festiwali, stając się jednym z 14 najważniejszych imprez tego typu obok Berlina, Wenecji, Cannes czy San Sebastian. W tym roku w ramach WFF pokazano łącznie 127 filmów pełno- i prawie 100 krótkometrażowych. Odbyło się 5 konkursów: Międzynarodowy (główny), 1-2, Wolny Duch, Krótki Metraż, Dokument. W konkursie głównym startowało 20 filmów, zwyciężyła produkcja polska, "Róża Wojciecha Smarzowskiego. Festiwal zamknął przedpremierowy pokaz najnowszego filmu Davida Cronenberga, "Niebezpieczna metoda".
W katalogu 27 edycji WFF nie zabrakło tytułów z wątkami LGBT – w tej ‘sekcji’ pokazano w tym roku cztery filmy fabularne i jeden dokumentalny. Dla porównania: w 2010 mieliśmy okazję obejrzeć 7 tytułów w odwróconych proporcjach – dwa fabularne oraz pięć dokumentalnych i paradokumentalnych, m.in. o sytuacji osób transseksualnych w Bangladeszu, subkulturze miśków w USA i Europie, czy przemianach społeczności LGBT w Nowym Jorku w ciągu ostatnich trzydziestu lat.
Mógł się więc czuć zawiedziony, kto w tym roku oczekiwał podobnej diagnozy społeczno-politycznej sytuacji osób LGBTQ na świecie. Dokumentalny rodzynek o niezręcznym polskim tytule "Orędownik gejowa" należał do kategorii biograficznej – na szczęście jego bohater, Bruce LaBruce, to postać niebanalna i barwna, a jego portret przekrojowo obrazuje drogę, jaką przez ostatnie ćwierćwiecze przeszedł radykalny, artystyczny ruch gejowski.


zwiastun filmu Orędownik gejowa
Znamienne, że właściwie żadna z fabularnych propozycji nie należała do drapieżnych czy konfrontacyjnych - opowiadają historie intymne, indywidualne losy, osadzone w różnych kontekstach społecznych, jednak z rzadka nabierające wymiaru politycznego. Frustracja i bezradność wobec rzeczywistości zastanej najjaskrawiej dochodzi do głosu w słoweńskim "Odlocie", jednak i tam na ogólnym poziomie społeczno-polityczno-gospodarczym, bez szczególnych odniesień do sytuacji osób nieheteroseksualnych.
Bycie gejem w tegorocznych filmach (dla literek L i T zabrakło niestety miejsca) miało wymiar zmagań osobistych: ze sobą i własnymi uczuciami, z najbliższym otoczeniem. Młody bohater "Nerwówki" (Islandia) przechodzi drogę od odkrycia swojej orientacji do samoakceptacji; para z "Weekendu" (Wielka Brytania) rozprawia o wadze procesu, jakim jest coming-out; gejowski bohater "Odlotu" (Słowenia) nie czyni ze swojej seksualności atrybutu, za to wciąż zmaga się z przeszłością, kiedy był szykanowany w szkole; dojrzali bohaterowie "Ostatniej rundy" (Chile) walczą o przetrwanie uczucia w świecie nie tyle nawet homofobicznym, ile po prostu nieprzyjaznym.
Był więc tegoroczny przegląd kina LGBT w ramach WFF propozycją raczej dla wielbicieli kina obyczajowego i psychologicznego, niż zaangażowanego czy wręcz politycznego. I jako taki nieźle spełnił oczekiwania – najsłabiej w zestawie prezentował się "Odlot", poczucie niedosytu pozostawić mogła "Nerwówka", jednak wszystkie filmy prezentowały dość wyrównany poziom realizacyjny i aktorski.


zwiastun filmu Nerwówka
Szczególnie wyczekiwany dla gejowsko-lesbijskiej publiczności kąsek stanowić mogła sensacja tegorocznych festiwali branżowych, brytyjski "Weekend", który za niecały miesiąc wchodzi w Polsce na ekrany kin studyjnych. Kameralny, niezależny film, przez niektórych okrzyknięty już na wyrost 'najlepszym filmem gejowskim wszechczasów'. W plebiscycie publiczności WFF zajął siódme miejsce. Z pewnością jeszcze o nim napiszemy, tymczasem po kliknięciu na 'czytaj więcej' parę słów o wszystkich propozycjach LGBT 27 Warszawskiego Festiwalu Filmowego.

2010/10/05


kadr z filmu Elvis & Madonna, w repertuarze WFF

Dzieje się ostatnio filmowo, i na razie nic nie zapowiada, że zwolni.

Zaczęło się we wrześniu od inauguracji działalności przez nowego dystrybutora, Tongariro Releasing z Poznania. Firma ma plany tak ambitne, że wypuściła na rynek DVD aż trzy tytuły jednocześnie: kultowego już Shortbusa (nasza recenzja tutaj), klasyka queer cinema, The Living End Gregga Araki,oraz całkiem świeżą sensację ostatnich queerowych festiwali, Pokój Leo (nasza recenzja tutaj). W najbliższych planach - już w tym tygodniu kinowa premiera francusko-belgijsko-tunezyjskiej produkcji Nić, z dawno niewidzianą Claudią Cardinale w jednej z głównych ról. W tym samym terminie, 8 października, wchodzi na ekrany także propozycja Gutek Film - kanadyjska produkcja Wyśnione miłości.



Impetu nie tracą też Filmowe Czwartki LGBT, ostatnio reprezentowane nie tylko w Kinotece, ale także - w zeszły weekend - w Kino.Labie. W ramach ostatnich seansów mieliśmy okazję obejrzeć doskonały film norweski Mężczyzna, który pokochał Yngve, a zaraz potem brazylijski Od początku do końca. Ten ostatni ma ponoć w listopadzie pojawić się w kinach, naszym zdaniem - zupełnie niepotrzebnie. W najbliższy  czwartek, we współpracy z Tongariro, pokazany zostanie wspomniany The Living End. Organizator podkreśla, że Kinoteka - zamknięta teraz przez kilka dni z okazji przygotowań do Warszawskiego Festiwalu FIlmowego - otworzy się specjalnie na ten pokaz. W kolejne czwartki planowane są projekcje Hello, I Am a Lesbian oraz Utopijne marzenia, pokazywane już na festiwalu przy okazji EuroPride.



Skoro już o Warszawskim Festiwalu Filmowym mowa, rzecz jasna nie zabraknie w jego programie propozycji z różowej półki. Warto przyjrzeć się, i ewentualnie wpisać do kalendarza seanse takich tytułów, jak np. najnowszy film Gregga Araki, Kaboom; Na południe Sebastiena Lifshitza, brazylijskie Elvis i Madonna, czy amerykańskie Littlerock. Nie zabraknie też dokumentów: obok Wspomnień nowojorskich Rosy von Praunheim zobaczymy m.in. Wspólnotę miśków, a polską premierę na festiwalu będzie miała niezależna produkcja 50/50 - film zmontowany pśmiertnie z wideopamiętnika młodego mężczyzny, oczekującego w szpitalu na wyniki badań na obecność HIV.

O większości tych tytułów zapewne jeszcze będziemy tu pisać. Póki co klip ze wymienionego powyżej Mężczyzny, który pokochał Yngve, filmu przepełnionego młodzieńczym entuazjazmem, ale też liryzmem, oraz mnóstwem dobrej muzyki. To tytuł ze wszech miar wart uwagi, który poruszył nas ostatnio zdecydowanie najbardziej. Nie tylko dlatego, że rude :)

2010/10/04


zdjęcie tygodnia: kolejny sensacyjny outing w brukowcu.



Ubiegły tydzień upłynął na Fejsbuku pod znakiem szaleństwa zatytułowanego Gosia & Ewa in the Air - chyba nie trzeba już nikomu przypominać o obowiązku codziennego głosowania na polskie dziewczyny? Ale przypominamy, bo został już tylko tydzień do rozstrzygnięcia konkursu, warto się więc trochę przyłożyć. Kto nie wie, czemu, niech czyta tu.

Niemniej zdarzyło się też kilka innych rzeczy, oto niektóre tematy:
Oprócz tego sporo się działo muzycznie.
Linkowaliśmy do chwytliwych kawałków: Barbra Streisand tandemu Duck Sauce; wyciszonego coveru hitu Wonderful Life Hurtsów - Kylie na żywo dla BBC; remixu dżordżmajkelowego I Want Your Sex autorstwa tandemu Freemason's z okazji reedycji albumu (odłożonej chwilowo z uwagi na osadzenie wokalisty).
Naszym muzycznym faworytem tygodnia pozostaje jednak mashup wokalu Arethy Franklin z kawałka Save Me z przebojem OMD, poczyniony z okazji come-backu przez tych ostatnich:




Żegnamy się tradycyjnie wybranym obrazkiem z galerii QueerPop Daily.
Stosownie słonecznym do rozpogodzonej pogody:

No i jak zwykle apel do niezdecydowanych: zapiszcie się wreszcie na listę naszych fanów!
Dziękujemy z góry.