Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 50s. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 50s. Pokaż wszystkie posty

2011/04/01

W ostatnich dniach spośród nazwisk świata aktorskiego odeszła nie tylko boska Liz, ale także - w słusznym wieku 85 lat - Farley Granger, jeden z nielicznych, który nie uległ heteronormalizującej presji Hollywoodu. Nie tylko nigdy nie zawarł małżeństwa na pokaz - jego role były na tyle seksualnie ambiwalentne, jak tylko pozwalały na to rygory produkcji filmowej w początkach lat 50. (o perypetiach wokół scenariusza hitchcockowskiej Liny opowiada m.in. w dokumencie The Celluloid Closet). Oficjalnie do biseksualizmu przyznał się w autobiografii z 2007 r., przypisując sobie romanse m.in. z Avą Gardner. Przez ostatnie trzy dekady związany był ze stałym partnerem, producentem Robertem Calhounem, którego przeżył o 3 lata.

Polecamy krótkie wspomnienie o aktorze w The Guardian oraz na blogu Boy Culture.

2011/03/04


Rock Hudson w numerze pisma Modern Screen z 1955 roku.



W latach 1950./60. Rock Hudson - jako ideał testosteronu ucieleśnionego, klasycznego womanizera - królował na panteonie Hollywood. Od czasu do czasu ten czy ów plotkarski magazyn groził ujawnieniem prawdy o homoseksualizmie gwiazdora, za każdym razem uciszany pokaźnym czekiem od wytwórni. W 1955 roku nastapił wspierający zabieg marketingowy:
What the his legions of adoring fans didn’t know — but Hollywood did — was that Rock Hudson was a big homo. When it looked like the heat generated by the industry gossip mill might singe Rock’s eyebrows, his agent talked Hudson into marrying his secretary, Phyllis Gates, in 1955. The sham union lasted a respectable three years, long enough to put the rumors to rest… at least for those who were blind in one eye and couldn’t see out of the other. [źródło]
Rock miał wtedy 30 lat. Kolejne 30 lat później zmarł - jako pierwszy celebryta - wskutek powikłań związanych z AIDS. W czasach, gdy nie wiadomo było jeszcze nawet, czy aby pedalską zarazą nie można zainfekować się przez podanie ręki lub serdeczny pocałunek, bezimienna dotąd masa tysięcy ofiar zyskała rozpoznawalną twarz mega gwiazdora, którego fizyczne wyniszczenie i postępującą demencję obserwowano z przerażeniem na bankietach w Białym Domu, na planie Dynastii i w programach telewizyjnych.

Ciekawym szczegółów polecamy wyczerpujące studium przypadku Hudsona na blogu The Epitaph.


Trzy kolejne młodzieńcze portrety Hudsona po kliknięciu na 'czytaj więcej'

2010/11/05


Po pracy (1948)


Żeby nie było, że uporczywie zerkamy tylko za Ocean i jedyne, co potrafimy wyłuskać, to kolejne odbitki kalifornijskich beefcake archives. Oto przykład malarstwa rosyjskiego (a właściwie w tym wypadku: radzieckiego), z okresu, kiedy jeszcze polski chłoporobotnik jak boa-grzechotnik bez wstrętu obcałowywał się na plakatach z wyzwolicielami spod Czerwonej Gwiazdy (odpowiedź na pytanie, czy aby nie byli kochankami już niebawem).

Alexander Alexandrovich Deineka (alternatywnie pisany jako Deyneka, rocznik 1889) był czołowym przedstawicielem rosyjskiego modernizmu figuratywnego, artystą celebrowanym aż do śmierci w roku 1969. Jak to w czasach ZSRR bywało, utrwalał dla potomności w głównej mierze walkę, postęp i dobrobyt, który państwo sowieckie przyniosło i wdrażało, także pod wodzą Wujka Stalina. Jednocześnie jednak produkował estetyzujące widoczki z europejskich miast, jak Rzym, Bruksela czy Paryż.

Jest autorem kilku ikonograficznych symboli tamtych czasów, jego mozaiki zdobią aulę uniwersytetu w Moskwie, stacje moskiewskiego metra oraz foyer kongresowe na Kremlu. Jednak Deineka unikał przy tym (i chyba skutecznie uniknął) czysto propagandowej tematyki politycznej i okołopartyjnej - wojnę ukazywał poprzez jej dramatyzm, nawet zwycięstwo nad Rzeszą Niemiecką uwiecznił li tylko przygnębiającymi krajobrazami podbitego Berlina.

Przed i po wojnie światowej ukazywał zmiany społeczne, technologiczne, życie codzienne, z równą pasją uwieczniając hutników jak bukiety gladioli. Do jego ulubionych tematów (ku naszej uciesze) nieustająco zaliczał się sport lekkoatletyczny oraz życie nadmorskich kurortów. Czasem jedno w połączeniu z drugim, co postaramy się pokazać na kilku dalszych przykładach:


Relaks
(1928)



Po walce
(1942)



Chłopcy wybiegający z wody
(1930-35)



Bramkarz
(1934)


Nam osobiście podoba się chyba całokształt, niesie ze sobą sporą dawkę humanistycznego optymizmu. Nawet w najcięższych czasach. O uroku obrazków czysto sielankowych już nawet nie wspomnimy. Bardzo jesteśmy łasi takich śliczności...

2010/10/29


reklama Ovaltine z lat 50., gdy słowo
gay było jeszcze całkiem niewinne


Ovaltine to cudowny napój dla dorosłych i dla dzieci, wynaleziony i spreparowany w Szwajcarii, od początków XX wieku obecny także w Wielkiej Brytanii i USA. Pierwotnie w jego skład wchodziły słód, mleko i jajka, podkręcone dla smaczku czekoladą, a do jego podstawowych walorów należały wartości odzywcze oraz dowitaminizowujące. Dziś pod skrzydłami Nestlé proszkowany napój nie przypomina zapewne w niczym oryginału, na co rzecz jasna narzekają koneserzy, wspominający z rozrzewnieniem, jak babcia serwowała im ten cudowny napój w latach 40. czy 50. Ale o czym tu mówić, skoro na stronie głównej marki królują jej wariacje z shake'ami McDonalda.

W USA marka przebiła się do świadomości dzieci i ich rodziców głównie dzięki sponsorowaniu przez dziesięciolecia ulubionych słuchowisk radiowych, potem seriali telewizyjnych. Kusiła tajemnymi klubami, złotymi sygnetami i pierścieniami dekodującymi. Podczas gdy mamusi wieczorna porcja czekoladki zapewniała udany start w nowy dzień i regenerację starczego organizmu podczas snu, jej pociechy wskutek codziennego spożywania wersji dla maluchów po prostu tryskały energią.

Gorzej, jeśli nieroztropna rodzicielka o tym zapominała lub co nie do pomyślenia - żyła w nieświadomości krzywdy, jaką robi swoim latoroślom, odmawiając im odrobiny ovaltinowskiej słodyczy. Pal sześć, jeśli trafiło na dziewczynkę, co najwyżej chodziła osowiała i nie fikała zbytnio na huśtawce. Skutki niedożywienia organizmu chłopięcego mogły być przerażające: nie zapewnienie mu stosownych ilości wszelkich dobroczynnych składników, prowadziło nie tylko do apatii, ale także do zdziewczynienia, oraz w prostej konsekwencji homoseksualizmu:


reklama Ovaltine z lat 50., gdy słowo sissy groziło niebezpieczeństwem

Jak wiadomo, epitet sissy w owych ciężkich, powojennych czasach był dla chłopca - czy tym bardziej faceta - najgorszym z możliwych, a obraz melancholijnego kilkulatka, rysującego witką po żwirku w ogródku nie do przyjęcia w erze sztampowo szczęśliwych domków i sukienek w bomki. Media bardzo starannie utrwalały podział ról w tym teatrzyku, wspierane przez reklamodawców, którzy obrazowo opisywali niebezpieczeństwa, czyhające na nieodpowiedzialne matki (bo tak, kochani, to oczywiście wszystko przez nie):
During the 1940s and 1950s, alarmist tendencies decreased in most advertising, but Ovaltine ads stood out as some of the most consistently hysterical and exaggerated. While copywriters continued to blame children's health problems on mothers, fathers occasionally appeared to place the blame on mothers, too. (…) An ad for Ovaltine had a dad yelling at his son, "Young man, you'll either eat those vegetables and drink that milk or you'll go straight to bed."

Historian Elaine Tyler May found that during The Cold War era the role of fathers took on particular importance, in part, at least, "to counteract the overabundance of maternal care. (…) The unhappy result would be 'sissies', who were allegedly likely to become homosexuals." (…) Fathers of daughters presumably had no real need to be involved in their lives, given that they did not face the same dangers as sons, who were too effeminate.

In spite of men's occasional goading, the burden for caring for children's health continued to be the women's responsibility. Moreover, during the 1950s advertisers began to assert that in addition to their child's current sickly condition being a liability, a "nervous underweight" boy would never become a man.


One 1950 ad hissed disapprovingly at mothers, "Sissy… they called him." The aggressive Ovaltine campaign asked mothers, "How well do really understand him?" (…) The drawings and photographs that dominated the ads featured boys who, in the words of advertisers, appeared "frail and languid." The mothers appeared in the background, over-wrought and concerned, appeased only by the knowledge that Ovaltine could help them and their sons.


źródło: Katherine J. Parin, Food is love: food advertising and gender roles in modern America.
University of Pennsylvania Press 2006, str. 198-199.
W dziesięć lat po American Beauty trudno zapewne nie uśmiechnąć się przy lekturze jak powyżej. Ten sam film pokazuje jednak w pigułce, dlaczego wizerunek smutnego chłopca w amerykańskiej reklamie sprzed ponad pół wieku powinien jednak bardziej niepokoić i przerażać, niż bawić.