Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 70s. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 70s. Pokaż wszystkie posty

2011/04/08

Rok 1978. Sturm und Drang ruchu gejowskiego w USA osiąga apogeum nie tylko na ulicach, ale także w głowach zmyślnych marketingowców. Skoro 'ujawnia się' się tak prężna i wojownicza grupa konsumentów, znajdzie się dla nich oferta.

Skoro istnieją kody ubioru, uniformizacja i klonizacja fizyczna, czemu nie sprawić, by wszyscy faceci w dżinsowych szorcikach, białych t-shirtach i tenisówkach ze skarpetkami w paski, także pachnieli tak samo? A może to raczej propozycja dla panów w skórzanych czapkach, rzemieniach, butach z cholewami? A może dla chłopców w krzykliwie barwnych, non-ironowych koszulach z kilometrowymi kołnierzykami? Czy wszyscy oni mieli wkrótce biegać otoczeni oparami 'ekskluzywnej' marki, rozpoznając się po dedykowanych wisiorkach na łańcuszku?

Trudno dociec, bo poza reklamą prasową powyżej po 'genialnym' pomyśle nie pozostał żaden ślad, wspomnienie czy opinia. Spodziewamy się zatem, że - jak wiele innych stygmatyzujących produktów - woda kolońska Reo była pierwszym i ostatnim prawdziwie gejowskim kosmetykiem - zapewne zniknęła z rynku po pierwszej fali zamówień naiwnych klientów, którzy być może dali się nabrać na przynależność do ekskluzywnego klubu homoseksualnych mężczyzn. Znając mechanizm podobnych akcji, idziemy o zakład, że zwabieni wizją szpanowania 24-karatową przywieszką modnisie przekonali się po dostawie, że ma 2 cm średnicy, a butelka zawiera płyn pokroju mitycznej Przemysławki (obecnie: 10 zł za 50ml).

Skądinąd dorastaliśmy w czasach komunistycznej posuchy, więc jak nic złapalibyśmy się tak na jedno, jak i na drugie. Chociaż wtedy preferowaliśmy Staropolską w wiklinowym koszyczku :P


Z cyklu 'gejowskie cudeńka' zobacz też:
Trick & Treat Pouch - 1000 uses, all gay!

2010/11/02


grób Krzystofa Junga na Powązkach Wojskowych. źródło: abiekt.blogspot.com


Leniwy - i niestety zasmarkany - weekend za nami. Niestety, nie wszystko się udało, odwiedziny grobu Krzysztofa Junga nie doszły do skutku z powodu przedwczesnego zamknięcia Wojskowych Powązek. Cóż, co się odwlecze, to nie uciecze, a miło było i tak, w końcu na Powązkach jest do kogo zaglądać i co wspominać, choćby po raz kolejny. Już zapadły postanowienia, że przyszłoroczny spacer odbędzie się w dzień wolny, no i przede wszystkim: w dzień.

W związku z refleksyjnym świętem, jak wszyskim, tydzień nieco się nam przedłużył, ale też przyniósł nieco ciekawostek:
Muzycznie zapodaliśmy ponadto link do strony gejowskiego hip-hopu, coveru Kate Perry w wykonaniu Gregory'ego Douglassa oraz do klipu pod frapującym tytułem The Vagina Song. Przybliżyliśmy dwa archiwalne filmiki z gejowskimi igraszkami z lat 70. (kosmici w stylu beefcake) oraz 80. (Gayracula w stylu softporno), największą furorę zrobiło jednak migowe wyznanie miłosne, poczynione współcześnie przez pewnego zgrabnego młodzieńca swojemu ukochanemu:



W związku z powyższym nie będzie słodkiej fotki na koniec.
Ile można...

2010/09/03

Właściwie mogłoby się obyć bez komentarza, bo cóż dodać do: Nasz garnitur zrobi wszystko to, co ty. Druga skóra, z odmiany poliestru, która rozciąga się, a nie gniecie, zapewne także nieszczególnie plami. To predystynuje te niedrogie zestawy do wypraw nie tylko biurowych.

Nieistniejąca już marka Cricketeer powstała w jednej z najstarszych firm odzieżowych USA, Joseph & Feiss Co., (zał. 1845), i obecna była na rynku od końca lat 60. do początku 80. W końcu dekady cała firma zakupiona została przez Bossa, niemniej przetrwała do dziś.

Odzież marki Cricketeer cechowała się nie tylko hardcorową elastycznością, ale przede wszystkim nowoczesnym krojem, świetnymi materiałami i starannym wykończeniem. O trwałości marynarek, koszul i garniturów najlepiej świadczy fakt, że ich egzemplarze po dziś dzień krążą po licytacjach na eBayu. Są chętni?

2010/07/16



W iście paradnym nastroju :)

2010/07/09



Dziś w naszej wędrówce cofamy się do roku 1978, z którego pochodzi przewodnik The Art & Pleasure of Cruising the Continent, wydany przez oficynę Flamingo Press. Zawartość tego cennego zeszytu stanowi 47 stron, na których wyliczono starannie pikiety w kolejnych amerykańskich miastach, z których każdemu poświęcone są również stosownie rozebrane zdjęcia. Jednym słowem: przyjemne z pożytecznym na tyle, że - jak widać po napisie '2nd big printing' - konieczny był dodruk. Poniżej - przykładowa strona z przewodnika, zilustrowana rubasznie przez artystę, znanego szerzej pod pseudonimem Sean.

2010/06/25



Archaiczna moda sportowa końca lat 70. i początku 80. - dziś rozczula tak samo jak liternictwo i niemal wszystko inne z tamtej epoki. No i rzecz jasna - obowiązkowy wąsik. Jak to być może, że kiedyś wszyscy bez wyjątku wyglądali z nimi sexy?
Powabny pan nazywa się Ty Granger i różnych wspominkowych serwisach można odnaleźć klipy z filmów z jego udziałem.

2009/03/01



Czas na niedzielną porcję humoru.
Dziś, Drogie Maleństwa, archiwalny fragment fińskiego programu satyrycznego, przedstawiający domniemaną grupę wzgl. wokalistę o pompatycznym pseudo Gregorius, w pierwszym i ostatnim wykonaniu koweru gejowskiego hymnu, Y.M.C.A. Tak wokalista, jak i jego tancerze dokonali wtedy rzeczy niemożliwej: przegięli się bardziej od oryginału :D
Klip stał się ogromnym hitem jutuba w 2007 roku, niektórzy próbowali skojarzyć ten fakt z ówczesnym zwycięstwem Finlandii na festiwalu Eurowizji rok wcześniej, także dość ekstrawagancką prezentacją.
Nie do końca jasne jest też, na co i kogo satyrą miał być ten występ: na Amerykę, popkulturę, geograficznych sąsiadów? (Padły sugestie, że panowie prześmiewczo ubrani byli w sportowe kolorki hokejowej reprezentacji Szwecji).
Wydaje nam się, że i bez kontekstów międzynarodowych ten klip jest po prostu śmiertelnie śmieszny: młodzieńcy jako żywcem wyjęci ze szkicu Toma of (nomen-omen) Finland czy innego erotycznego komiksu gejowskiego z tamtego okresu, bujają się pociesznie niczym nieprawne panienki z dobrego domu.
Nie wszystkim przypadło to zresztą do gustu: właściciele praw autorskich do piosenek Village People rugują jak mogą to wykonanie z internetu, rzecz jasna w pierwszej kolejności udało im się usunąć go z Youtube, gdzie odniósł największy sukces.
Na szczęście - jak widać - w internecie niewiele mogą :D