Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homiki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą homiki. Pokaż wszystkie posty

2011/06/12

zdjęcie tygodnia: Robert Biedroń na czele prozwiązkowego klina na Paradzie Równości

No i przeszła. Zainteresowanie mediów okazało się mniej niż żadne, czemu poniekąd trochę trudno się dziwić, bo od kiedy się na warszawskich paradach uspokoiło z zamieszkami (tym razem brunatne towarzystwo odśpiewało tylko swoje mantry na rozpoczęcie imprezy), przemarsze zaczęły przebiegać podobnie, co moze sprawiać wrażenie, że wszystko zostało już załatwione.

Jak impreza wyglądała od strony maszerujących, opisaliśmy w zbiorowej relacji Homików, Trzyczęściowego garnituru, Abiekta (pod tekstem u tego ostatniego arcyciekawe wypowiedzi!) oraz niżej podpisanego, który ostatecznie dał się rzecz jasna wrobić w niesienie różowego potwora przez całą Marszałkowską. Przedtem zdążyłem jednak pokursować nieco swoim zwyczajem pomiędzy oboma końcami parady, skrajnie odmiennymi. Dla ciekawych oraz potomności - całość tekstu po kliknięciu na 'czytaj więcej'.

Jedyny póki co dowód na obecność queerpopa na Paradzie

Podsumowując:

In plus zaliczyć można organizatorom, że ostatecznie postawili na postulaty polityczne, jednocześnie dystansując się do dyrdymałów, które tradycyjnie trajkotali politycy z Komitetu Honorowego. Mam wrażenie, że wolta ta wymuszona została przez falę krytyki oraz rozmach, z jakim Miłość nie wyklucza wkroczyła ze swoimi postulatami, jednocząc pod białymi parasolkami osoby, które zwykle trudno posądzić o wspólne stanowisko. Płachtę z jednoznaczymi żądaniami nieśli przedstawiciele wszystkich frakcji działaczowskich. Chwała.

In minus - niska frekwencja, ostatnie platformy snuły się kompletnie bez publiczności. Część osób deklarowała absencję w związku z poczynaniami organizatorów, być może inna część nie przyszła z kolei obawiając się nadmiernego politykowania? Porażką okazał się rządek kilku bezbarwnych stoisk, buńczucznie zapowiadany jako 'miasteczko równości' - barwniej wypadł już nawet desant spod krzyża ds. walki z eurosodomą po drugiej stronie placu. Uczestników nie udało się przyciągnąć, nie dało się też zatrzymać. Także oficjalne afterparty Parady świeciło pustkami.

Rzecz jasna wszystko to nie przeszkodziło barwnemu pochodowi przejść radośnie przez miasto. Ze zdjęć, które pojawiły się niemal natychmiast na portalach i na fejsbuku zmontowaliśmy przekrojowe portfolio kilkudziesięciu wybranych. Dla tych co byli i nie byli. Mimo wszystko - jest czego żałować :)

Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer

obejrzyj portfolio w większych rozmiarach. 

autorzy i źródła zdjęć: Agata Kubis (galeria FB), Radosław Cetra dla MNW (galeria FB), Bartosz Dominiak (galeria FB), Kuba Atys (Agencja Gazeta), Magda Dropek (galeria na IS)

2011/06/03

źródło: CBN Polona [oryginał]

Dziś z cyklu 'cudzesy palicie, bo swoich nie macie'.

Wiele na temat świadomości polskiej historii lesbijsko-gejowskiej mówi sam fakt, że zamiast fotki jakichś roztańczonych dragów czy innych kabaretowych szaleństw lat międzywojennych, czy choćby 60., prezentujemy znamienite grono nader ubranych panienek z dobrego towarzystwa (założycielek organizacji "Spójnia", zrzeszającej studentki-Polki w Petersburgu). Zdjęcie pochodzi z roku 1914, a pokazujemy je z uwagi na postać Zofii Sadowskiej (na zdjęciu siedzi pośrodku, w muszce i włosach spiętych w warkocz), pierwszej Polki z wyższym tytułem doktora uzyskanym na uczelni rosyjskiej, która dekadę później miała stać się główną bohaterką skandalu obyczajowego i lesbijskiego procesu sądowego.

Post factum nie dziwi zatem opis, który poświęciła Zofii w swych pamiętnikach jedna z ówczesnych koleżanek:

Niedużego wzrostu blondyna o włosach sięgających pięt (...) ma pełne, niebieskie oczy bez blasku i mdłą twarz o regularnych rysach. W zaciśniętych ustach i wąskich wargach czuć zaciętość i upór. Robi wrażenie zimnej, a może tylko twardej, bezkompromisowej, kto wie, czy pod tym chłodem nie goreje wulkan temperamentu i namiętności nieopanowanych.

O warszawskim skandalu z dr Sadowską w roli głównej szeroko pisała ówczesna prasa, echa rozprawy pojawiają się m.in. u Krzywickiej (nie tylko z uwagi na udział jej własnej ciotki w sprawie, ale także dzięki ogólnie plotkarskiemu zacięciu). Tym kanałem - inna rzecz, że dość nierzetelnym - sprawa przebiła się także do Homobiografii Krzysztofa Tomasika.

Ile podobnych sensacji kryją pamiętniki z epoki, archiwalne roczniki dzienników w bibliotecznych archiwach? Nie dowiemy się, dopóki nie znajdą się narwańcy gotowi to sprawdzić.

Nieprzypadkiem piszemy o tym właśnie dzisiaj - jutro rozpoczyna się pierwsza, dwudniowa edycja Dni Homowarszawy, imprezy wyrosłej na bazie pionierskiego wydawnictwa, która po pierwszych dwóch stołecznych spacerach śladami homiczej historii przepoczwarza się właśnie na naszych oczach w formułę festiwalu. Zaczyna się nieźle, bo wydarzenie już na starcie zyskało patronat miasta, starającego się wszak o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Skoro daje się dzięki temu zyskać dodatkowe wsparcie i rozgłos dla imprez LGBT - tym lepiej.

O ile Homowarszawa była projektem zbiorowym, to z wydarzenia na wydarzenie coraz ewidentniejsze jest, że nie byłoby kolejnych spacerów, akcji, artykułów, odkryć, gdyby nie Abiekt, niestrudzony orędownik odkrywania niehetoseksualnej historii polskiej stolicy: począwszy od ratowania chronologicznie najświeższych wspomnień o latach komuny (to on znalazł rozmówców i przeprowadził godziny wywiadów do książkowego wydania Homowarszawy, w dużej mierze dotąd niepublikowanych), po zapuszczanie się w międzywojnie i dekady wcześniejsze.

Homowarszawa. Przewodnik kulturalno-historyczny siłą rzeczy stanowił kompendium dość ogólnikowe, syntezę całokształtu problematyki, przeszłości z teraźniejszym obliczem miasta, ponadto krótki okres przygotowań nie pozwolił na dogłębniejsze studiowanie źródeł i podążanie mniej znanymi tropami. Tym większa chwała, że jako współautor i wydawca Abiekt nie spoczął na laurach, dotrzymał obietnic, i wciąż szuka nowych faktów, nazwisk, opowieści, które dowodzą, że pedalstwo, ubrane w nowoczesny skrót LGBTQ, nie jest bynajmniej wymysłem współczesnym, niezdrowym wynalazkiem ze zgniłego Zachodu.

zapowiedź Dni w stołecznej Gazecie [kliknij aby powiększyć]

Wiarygodne wróble ćwierkają, że wszystkie te poszukiwania, tygodnie spędzone w archiwach i bibliotekach, zaowocują większym, szeroko zakrojonym wydawnictwem, którego kolejne wrzutki, wyimki i spotkania są ledwie zapowiedzią. Życzmy Abiektowi, ale przede wszystkim sobie, by te zamiary się powiodły. Oby jak najwięcej znalazło się takich zapaleńców, bo ileż można ekscytować się importowanymi listami nazwisk, akcjami typu LGBT History Month, LGBT Heritage Month czy innymi miesiącami i rocznicami w roku, kiedy europejscy i amerykańscy geje i lesbijki z należną uwagą pielęgnują pamięć o przeszłości.

Tego rodzaju poszukiwania, projekty i publikacje (nawet jeśli faktów niewygodnych czy mało eleganckich, przez niektórych chętnie zamiatanych spod szafy pod dywan), budują historyczną bazę, na której oprzeć można współczesną tożsamość. Inicjatywy od rodzimych historyków nie doczekamy w tym względzie zapewne przez następne sto lat, po których nie bardzo będzie już co badać. Dlatego tym mocniej kibicujemy Abiektowi, który szczęśliwie znalazł formułę propagującą perspektywę historyczną w połączeniu z atrakcyjnymi eventami. Chętnych jak dotąd nie brakowało, co pozwala mniemać, że istnieje jednak poczucie luki, którą czym prędzej trzeba wypełnić.

Podczas jutrzejszego spaceru dowiemy się m.in. więcej o sprawie dr Sadowskiej oraz pikietowych zwyczajach pewnego posła na Sejm II Rzeczpospolitej. Start o godzinie 13.00 spod galerii Zachęta.

Całość programu I Dni Homowarszawy dostępna na blogu oraz na facebooku.

2010/11/02


grób Krzystofa Junga na Powązkach Wojskowych. źródło: abiekt.blogspot.com


Leniwy - i niestety zasmarkany - weekend za nami. Niestety, nie wszystko się udało, odwiedziny grobu Krzysztofa Junga nie doszły do skutku z powodu przedwczesnego zamknięcia Wojskowych Powązek. Cóż, co się odwlecze, to nie uciecze, a miło było i tak, w końcu na Powązkach jest do kogo zaglądać i co wspominać, choćby po raz kolejny. Już zapadły postanowienia, że przyszłoroczny spacer odbędzie się w dzień wolny, no i przede wszystkim: w dzień.

W związku z refleksyjnym świętem, jak wszyskim, tydzień nieco się nam przedłużył, ale też przyniósł nieco ciekawostek:
Muzycznie zapodaliśmy ponadto link do strony gejowskiego hip-hopu, coveru Kate Perry w wykonaniu Gregory'ego Douglassa oraz do klipu pod frapującym tytułem The Vagina Song. Przybliżyliśmy dwa archiwalne filmiki z gejowskimi igraszkami z lat 70. (kosmici w stylu beefcake) oraz 80. (Gayracula w stylu softporno), największą furorę zrobiło jednak migowe wyznanie miłosne, poczynione współcześnie przez pewnego zgrabnego młodzieńca swojemu ukochanemu:



W związku z powyższym nie będzie słodkiej fotki na koniec.
Ile można...

2010/10/18


grafika tygodnia: przewrotny emblemat nieformalnej i niepokornej grupy Tel-Aviv. by skoczek.

Sporo było na fejsie z zeszłym tygodniu do oglądania - wzięło nas na linkowanie rysunków, zdjęć modowych, artystycznych, grafik.
Pewnie dla zrównoważenia burzliwych wydarzeń i zapowiedzi. Oto niektóre z ubiegłotygodniowych tematów:
Wychodzi też, że sporo zapowiadaliśmy na tydzień bieżący, więc przypominamy jeszcze raz: 20 października Spirit Day, w tym roku połączony także z Dniem Fioletowego Ciucha, którym w społeczność FB uczcić chce pamięć o prześladowanych, homoseksualnych nastolatkach, ofiarach ostatniej fali samobójstw.

Z rodzimego podwórka - w Warszawie spotyka się grupa Tel-Aviv, a w Poznaniu wybierany będzie Mr. Misiek. No i - już za chwilę (dziś po południu) ogłoszone zostaną wyniki konkursu SAS :)

Na koniec zamiast fejsbukowego chłopca, chwila muzycznego relaksu.
Nie linkowaliśmy tego kawałka wcześniej, dzięki czemu wskakujemy od razu z wersją na żywo.
I dobrze :)