Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parada. Pokaż wszystkie posty

2011/06/13

Instytut Teatralny - miejsce gdzie tęczowa flaga wisi bez propagandowej szopki


Miniony tydzień bardzo był monotematyczny, nie trzeba chyba tłumaczyć, dlaczego. Już od poniedziałku sprawa tęczowych flag rozgrzała nie tylko branżowe łamy: na Ursynowie miała wisieć tydzień, a zniknęła tak szybko, że przeciwnicy eurosodomy nie mieli pod czym protestować. Potem miały zawisnąć kolejne, ba! nawet postalinowski Pałac miał rozbłysnąć branżowymi kolorami (ponoć świecił przez moment). Nic z tego nie wyszło (czy ktoś sprawdził burmistrza Guziała, czy powiesił flagę z powrotem na sobotę?), ale zawsze to jakieś pomysły na przyszłość. Obietnicy dotrzymał zato Googiel, który w polskiej domenie przez weekend opatrywał wyszukiwania haseł LGBT tęczowym ozdobnikiem (przetestowane m.in. na hasłach 'parada równości', 'kph', 'lambda', 'gejowski', 'lesbijka').

kamienica w centrum stolicy, gdzie tęczowa flaga wisi cały rok, bez łaski


Oficjalną relację dla homików pisali wszyscy wspólnie, teraz przyszedł czas na indywidualne refleksje i wnioski - wczoraj na Trzyczęściowym, dzisiaj u Abiekta. Jako przeciwwagę dla wszelkich środowiskowych swar i dyskusji oraz dla przywrócenia proporcji proponujęmy lekturę krótkiego wpisu u Maćq. Mamy dokładnie tak samo - ideolo swoją drogą, ale dla idących często najważniejsza jest własna perspektywa, poczucie, że otacza ich przyjazny tłum, który tak samo potrzebuje utwierdzenia. Powtarzajmy bez końca: parada to ci wszyscy ludzie obok. Dobrze, że są.

Poza tym na naszym fanpejdżyku mignęły takie tematy:
Pojawiło się też kilka propozycji okołomuzycznych:
Na koniec jeszcze raz o paradzie: skoro narzekamy na bezbarwność polskiej kampanii, plakatów i haseł, to niech pewną pociechę stanowi fakt, że inni mają problemy w drugą stronę - oto zachęta do udziału w tegorocznej edycji Pride Week w Toronto, która wywołała kontrowersje swoją obrazowością:




Nie wiemy, jak wy. Nam się takie powielanie stereotypów całkiem podoba :)

2011/06/12

zdjęcie tygodnia: Robert Biedroń na czele prozwiązkowego klina na Paradzie Równości

No i przeszła. Zainteresowanie mediów okazało się mniej niż żadne, czemu poniekąd trochę trudno się dziwić, bo od kiedy się na warszawskich paradach uspokoiło z zamieszkami (tym razem brunatne towarzystwo odśpiewało tylko swoje mantry na rozpoczęcie imprezy), przemarsze zaczęły przebiegać podobnie, co moze sprawiać wrażenie, że wszystko zostało już załatwione.

Jak impreza wyglądała od strony maszerujących, opisaliśmy w zbiorowej relacji Homików, Trzyczęściowego garnituru, Abiekta (pod tekstem u tego ostatniego arcyciekawe wypowiedzi!) oraz niżej podpisanego, który ostatecznie dał się rzecz jasna wrobić w niesienie różowego potwora przez całą Marszałkowską. Przedtem zdążyłem jednak pokursować nieco swoim zwyczajem pomiędzy oboma końcami parady, skrajnie odmiennymi. Dla ciekawych oraz potomności - całość tekstu po kliknięciu na 'czytaj więcej'.

Jedyny póki co dowód na obecność queerpopa na Paradzie

Podsumowując:

In plus zaliczyć można organizatorom, że ostatecznie postawili na postulaty polityczne, jednocześnie dystansując się do dyrdymałów, które tradycyjnie trajkotali politycy z Komitetu Honorowego. Mam wrażenie, że wolta ta wymuszona została przez falę krytyki oraz rozmach, z jakim Miłość nie wyklucza wkroczyła ze swoimi postulatami, jednocząc pod białymi parasolkami osoby, które zwykle trudno posądzić o wspólne stanowisko. Płachtę z jednoznaczymi żądaniami nieśli przedstawiciele wszystkich frakcji działaczowskich. Chwała.

In minus - niska frekwencja, ostatnie platformy snuły się kompletnie bez publiczności. Część osób deklarowała absencję w związku z poczynaniami organizatorów, być może inna część nie przyszła z kolei obawiając się nadmiernego politykowania? Porażką okazał się rządek kilku bezbarwnych stoisk, buńczucznie zapowiadany jako 'miasteczko równości' - barwniej wypadł już nawet desant spod krzyża ds. walki z eurosodomą po drugiej stronie placu. Uczestników nie udało się przyciągnąć, nie dało się też zatrzymać. Także oficjalne afterparty Parady świeciło pustkami.

Rzecz jasna wszystko to nie przeszkodziło barwnemu pochodowi przejść radośnie przez miasto. Ze zdjęć, które pojawiły się niemal natychmiast na portalach i na fejsbuku zmontowaliśmy przekrojowe portfolio kilkudziesięciu wybranych. Dla tych co byli i nie byli. Mimo wszystko - jest czego żałować :)

Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer

obejrzyj portfolio w większych rozmiarach. 

autorzy i źródła zdjęć: Agata Kubis (galeria FB), Radosław Cetra dla MNW (galeria FB), Bartosz Dominiak (galeria FB), Kuba Atys (Agencja Gazeta), Magda Dropek (galeria na IS)

2011/06/06

foto tygodnia: flashmob na stacji Metro Centrum [autor: Radek Cetra]


Nie wrzucaliśmy nic w tej rubryce od tygodni i nawet upały nas w tym nie usprawiedliwiają, chociaż lato spowodowało faktyczny spadek aktywności na fejsbuku. Jak nas kiedyś najdzie, to może wrócimy także do tygodni wcześniejszych, póki co jednak skrót zeszłego, w którym wyraźnie dało się już wyczuć wzrost napięcia przedparadowego. Zwłaszcza w weekend było w czym wybierać, w stolicy odbywały się jednocześnie: konferencja na UW, Tydzień Równości na Ursynowie, druga edycja Pomady oraz pierwsza edycja Dni Homowarszawy z towarzyszącym im trzecim spacerem po tęczowej stolicy.

Największe poruszenie wywołała niewątpliwie tęczowa flaga, która zawisła w ramach inauguracji Tygodnia Równości przed Urzędem Miasta na Ursynowie. Fakt, że po raz pierwszy stało się to przed jakimkolwiek polskim urzędem, gdy się dokonał wzbudził więcej niż entuzjazm, przekłuty nieco w poniedziałek, gdy okazało się, że wbrew mniemaniu tzw. opinii publicznej, flaga nie powisi tam przez cały tydzień do Parady, tylko została chyłkiem zdjęta. Wieść gminna niesie, że ma powrócić w sobotę, ale wiadomo - się zobaczy.




Zdecydowanym sukcesem, tym razem bez żadnych 'ale', okrzyknięto za to - i zasłużenie - flashmob Zgorszenie w miejscu publicznym, który anonsowany przez kilka dni na fejsie, odbył się na stacji Metro Centrum w Warszawie. Akcja zwołana została w odpowiedzi na wyproszenie jakiś czas temu z tych samych peronów pary chłopaków za to właśnie, że - zdaniem straży - zbytnio się obnosili. W niedzielne popołudnie przez dwie minuty po godzinie 16.00 obnosiło się więc kilkadziesiąt osób:




Żałujemy bardzo, że nie mogliśmy się przyłączyć. Akurat tego typu działania bardzo do nas przemawiają, i chwała, że znaleźli się śmiałkowie, którzy przełamali pierwsze lody.
Inne tematy, które mignęły na naszym fanpejdżu:
Muzycznie też się trochę działo:
Na deser kawałek, który - mimo że jakby bez związku - pozytywnie nastawia nas do całego tygodnia, a zwłaszcza weekendu:




Do zobaczenia na paradzie!

2011/05/10

DQ Żaklina na plakacie tegorocznej imprezy, skierowanym ponoć do społeczności gej-les, a nie do heteryków

Jako blog kulturalno-rozrywkowy staramy się nie ruszać tematów działaczowsko-politycznych, bo to kompletnie nie nasza bajka. Jednak kwestii sztandarowej imprezy środowiskowej w tym kraju nie da się zmilczeć. Nie widzimy powodu choćby jednym słowem komentować zamieszania wokół nie-wiadomo-do-kogo właściwie skierowanego plakatu tegorocznej Parady (powyżej). Nie śledzimy doniesień tegorocznej tuby tego wydarzenia, na jaką namaścił się Gaylife (powtarzamy za red. Adlerem, bo nawet nie mamy tam konta).

Potem jednak czytamy u Abiekta zaciągniętą stamtąd właśnie świeżą wypowiedź Rzeczniczki Parady, jak poniżej:

Celem Parady Równości jest świętowanie i promowanie otwartości, tolerancji i równości. Na pewno nie jest nim walka o związki partnerskie - choć wiele osób idzie właśnie dlatego - tym, co nas zbiera 11 czerwca 2011 jest umiłowanie do tych trzech wartości a nie cel polityczny. W samym nawet Komitecie Organizacyjnym są osoby, które związkom są przeciwne, ale wspierają nadal te trzy wartości i dlatego idą w Paradzie Równości.

Co na ten temat myślą gorące działaczowskie głowy, przeczytacie jak zwykle na fejsie, u Abiekta oraz Ewy. Nas bardziej frapuje bezwład logiczny powyższej wypowiedzi, konstrukcja na miarę słynnego niegdyś kalamburu: 'czym się różni wróbelek? tym, że ma jedną nóżkę bardziej'. Tyle że niestety, górnolotne wygibasy Jej Pefekcyjności nie są ani trochę zabawne.

Świętowanie? Czego? Ładnej pogody (w końcu to czerwiec)? Czterech jedynek w dacie? Bo chyba raczej nie powszechnej tolerancji wobec osób LGBT, która niepostrzeżenie nastała gdzieś za ich plecami (a może coś przegapiliśmy)? Ale skoro już równość, to wobec kogo? Pana Zenka z warzywniaka? Dalaj Lamy? ONRu i psów rasowych (które też mają w Stolicy swoją paradę)? Bo przecież nie wobec siebie nawzajem, skoro trzeba tak wymownie podkreślać, jak bardzo nie zgadzamy się ze swoimi punktami widzenia.

Sugestia, że oto Organizatorom Parady przyświecają wyższe wartości, w imię których wezmą udział w imprezie, zniżając się do poziomu plebsu (przyznano: licznego), co to tylko przyziemnie o związkach i dyskryminacji, jest zwyczajnie chamska. Otwartym tekstem to idzie mniej więcej tak: "co z tego, że wielu z was tego chce, skoro my tego nie chcemy".

Może warto uświadomić Pani Rzecznik, że jest właśnie dokładnie odwrotnie, niż sobie wykombinowała, co zresztą wynika z prostych zasad logiki: skoro wielu uczestników marszu idzie z powodu poparcia dla idei związków parterskich to owszem, właśnie poprzez fakt ich licznego udziału, ta idea staje się jednym z celów Parady. Niezręcznie też przypominać tak oczywistą oczywistość ale wysoko przez nią podnoszona idea Równości (a co dopiero jej promocja) jest polityczna sama w sobie. Chyba że traktuje się ją tylko jako chwytliwe acz wytarte i puste hasło z plakatu.

Zostaje jeszcze trzecia "umiłowana wartość" Komitetu: otwartość. Ale akurat jej w tym momencie całkiem zabrakło. Otwarty komunikat brzmiałby z grubsza: "wiemy, że różnimy się postulatami, jedni mają radykalne, inni zgoła żadne, ale ten dzień jest właśnie po to, żebyśmy poszli wszyscy razem" (zauważmy, że w ten sposób nie zniechęcamy ani zwolenników hucznej zabawy, ani politycznej rozróby). Tymczasem czytamy coś w guście: "zupełnie nam te wasze wywrotowe wymysły nie pasują, ale nie zepsujecie nam tego dnia, pójdziemy i tak". To brzmi dobrze, ale jako argument skierowany do kontrmanifestacji Młodzieży Wszechpolskiej, a nie uczestników własnego pochodu.

Rzeczniczka Prasowa i jej Wypasiony Komitet Przedwyboczy powinni się jeszcze porządnie poduczyć, na początek może przynajmniej podstawowych zasad dobrego PRu, żeby nie zrażać protekcyjnym tonem ludzi, z którymi chce się promować równość i tolerancję. Wygadanie i samoobwołanie się Czyją-to-nie-bądź Perfekcyjnością niestety nie wystarczą, żeby zamaskować impertynencję.

2010/10/11


zdjęcie tygodnia: bitwy uliczne podczas parady w centrum Belgradu. źródło: AP

Koniec tygodnia zdominował nie tylko finał szalonego podniebnego konkursu linii lotniczych, czy przygotowania do Coming Out Day, ale - niestety - echa serii samobójstw homoseksualnych nastolatków w USA oraz przerażające doniesienia z belgradzkiej parady, która wybudziła z letargu prawdziwe siły ciemności. I nie chodzi nawet o straty materialne, sięgające miliona euro, ale o skalę nienawiści, jaką wywołał pokojowy przemarsz.

Wobec tak przerażającej wizji trudno zebrać się do podsumowania rozrywkowych treści ubiegłego tygodnia, niemniej spróbujemy:
Jako że chłody atakują już podstępnie, zwłaszcza po zmroku, przypominamy o ciepłym przyodziewku:



Oczywiście zapraszamy na fejsa także w tym tygodniu.
Oby z nieco lepszymi wieściami, w myśl zasady - gorzej być nie może.

2010/07/08



Mija tydzień fejsbukowego cyklu Fear Not! Warsaw 2010, co oznacza, że dotarliśmy na półmetek.
Z tej okazji zdecydowaliśmy się na mocniejszy akcent, jak się okazuje, w wielce stosownym momencie, bo akurat dziś dobiegł nas oficjalny głos biskupi na temat Europride, pięknie uzupełniony jeszcze w różnych miejscach. Po warszawie w skrzynkach pocztowych pojawiają się ulotki krakowskiego Skargi, więc komu generalnie się od tego przewraca w środku, może się przyłączyć do inicjatywy wysyłania do prezydenty miasta listów poparcia dla Europride, który oficjalnie rozpoczyna się dzisiaj (kto jeszcze niezapisany do FB - streszczenie tutaj).
Tymczasem imprez przybywa, bo nawet najostatniejsi maruderzy orientują się właśnie w okazji na dodatkowy biznes, więc nie sposób nadążyć, które stołeczne knajpy, kluby i inne przybytki, przypięły sobie plakietki EP. Będzie się działo, się nie lękajcie i przybywajcie!

2010/07/01


kadr z filmu Oczy szeroko otwarte

Jeśli mamy lipiec, to europrajdowe atrakcje czas zacząć... Na rozgrzewkę otrzymaliśmy awanturkę wokół Muzeum Narodowego - najpierw w kontekście wystawy Ars Homo Erotica, potem - na tle rzucania jajek w pedała (sory: w "pedała"). 
Dzisiaj natomiast, mocnym akcentem, rozpoczął się EuroFilm Festival, na którego inaugurację wybrano izraelską przypowieść o miłości zakazanej, Oczy szeroko otwarte, która w połowie miesiąca wchodzi do szerokiej dystrybucji (więcej o tym filmie - w niedzielę).
Czwartkowe pokazy filmów LGBT w Kinotece od kilku miesięcy na dobre wpisały się w filmowy kalendarz gejowsko-lesbijskiej Warszawy. Czy to zadziałała magia renomowanego kina w centrum stolicy, czy repertuar - często popularny i nie do końca zasługujący na miano Kina - trudno zgadnąć. W każdym razie zadziałało: sale wypełniają się niemal po brzegi, przegląd rusza w teren pod nazwą Pion w poziomie (2-8 lipca 2010), a organizatorzy zapowiedzieli już kontynuację cyklu od września.
Program dwutygodniowego festiwalu w dużej mierze wypełniają filmy, które pokazywano już w ramach czwartkowych pokazów - dla jednych okazja do nadrobienia zaległości względnie przypomnienia tytułu, dla innych zbędna powtórka. Program wzbogaciło kilka nieśmiertelnych, dawno nie widzianych na ekranie klasyków (Frears, Jarman) oraz nowości, na szczęście wartych obejrzenia, m.in. wspomniany już Oczy szeroko otwarte czy - zamykająca festiwal, włoska komedia Inny niż kto? - o tym filmie szerzej napiszemy za tydzień.


kadr z filmu Inny niż kto?

Trudno o lepszy przykład rozpiętości tematyki, jaką znaleźć można na festiwalu: od dramatycznego obrazu zakazanej i napiętnowanej miłości męsko-męskiej w ortodoksyjnej społeczności żydowskiej, po komediowe dylematy i zupełnie nieortodoksyjny sposób na życie wyoutowanego włoskiego geja, a jednocześnie - konserwatywnego polityka z szansą na stanowisko burmistrza.
Mniej znane tytuły festiwalu przybliżać będziemy w kolejne filmowe niedziele na Queerpop.pl. Tymczasem, póki czas - zapraszamy do kin w Warszawie i innych miastach - już teraz, do 8 lipca: Kraków, Katowice i Poznań.


2010/06/25


Przepis na nieudany plakat renomowanego wydarzenia gejowsko-lesbijskiego w stolicy dużego kraju środkowoeuropejskiego:
  1. wziąć niedoświetloną, szaro-błękitną fotkę Pałacu Kultury, zrobioną spod śmietników przy Rotundzie PKO, utrzymaną w estetyce pocztówek z późnych lat siedemdziesiątych;
  2. na tak spreparowanym, szaroburym tle umieścić w warunkach studyjnych troje modeli, prezentujących (i reprezentujących) typy od czapy, które nikomu z niczym się nie skojarzą, a już na pewno nie z gejami i lesbijkami (sory, ale nagi tors nie uprawomacnia każdej imrezy jako pedalskiej);
  3. w świadomości braku jasnego przekazu do grupy docelowej śmignąć dodatkowo po niebie tęczowymi torpedami; 
  4. sięgnąć po fikuśnie prowokacyjne hasło, nie przystające ostrością do niczego, co powyżej, za to w reakcji przeciwników akcji gwarantujące, że przychodząc na imprezę adresaci komunikatu akurat będą mieli się czego obawiać;
  5. nie zapomnieć o zareklamowaniu przy okazji komercyjnych imprez, które zapewne całość sfinansowały, dekomponując przy tym dodatkowo kompozycję obrzydliwą fioletową czcionką rodem z imprez metalowych, która - jak wszystko - nie przystaje do całości;
  6. uprzedzić dezaprobatę niehomoseksualnej większości społeczeństwa i w pojednawczym geście wyręczyć furiatów od rękoczynów  poprzez wkomponowanie a priori w dzieło rozbitego jajka, które przynajmniej nie zasłoni żadnej z kluczowych informacji;
  7. brak spójności powyższej koncepcji oraz pojęcia, jak zostanie odebrana, podkreślić nietrafioną inauguracją dzieła, w postaci niemrawego happeningu z udziałem kilku znanych osób, najlepiej w budynku jakiejś szacownej instytucji.
Fundacja Równości w ostatnich latach jak nie Palikotem nas zdzieli, to jajkiem. O kontekście politycznym rzucania nabiałem poczytacie dość u osób, które obnażyły miałkość tej koncepcji tu i tu. Mnie osobiście powala bezpłciowość strony koncepcyjnej i estetycznej.
Co to za przebierańcy na tym plakacie, i kogo właściwie mają uosabiać? Pióra z tego co wiem na paradach nosi się w tyłku, nie na głowie. Państwo z lewej gibają biodrami z wdziękiem studyjnych modeli, maturzysta nie tylko się nie lęka, ale najwyraźniej w ogóle niewiele myśli.
Do tego papieskie hasło. Pomijając, jak zostanie odebrane w kontekście 'marszu europederastów': jak ten plakat ma zachęcić kogokolwiek do czegokolwiek, skoro brak lęku wyrażać mają na nim trzy osoby upozowane w kompletnie pustej przestrzeni, w kontekstualnej próżni?
Hasło pod tym plakatem powinno brzmieć chyba: dziw nad dziwy, przyjeżdżajcie do Warszawy, jedynej europejskiej stolicy, w której w ogóle nie ma ludzi ani samochodów, ani w ogóle niczego, bo samolotowe desanty codzień rano rozpylają w jego centrum wielobarwną mieszankę toksycznych odpadów radioaktywnych.
Ale najlepsze na koniec: jajko. Jakie to dowcipne od razu umieścić je na plakacie, bo i tak przecież obrzucą. W dodatku pozbawione wyjaśnienia (jak choćby wczoraj w Muzeum), żółtko rozmazuje się brzydko po grafice nie tylko estetycznie, ale także jako metafora. Nie zostało niestety opatrzone opisem: "ostatnie jajko rzucone w pedała w tym kraju" (co zresztą byłoby ewidentną nieprawdą). Co z tego zrozumieć mają zwykli przechodnie, nie czytający doniesień prasowych, o cudzoziemcach już nie wspominając? Czy atutem dobrego plakatu eventowego nie jest prosty przekaz, nawiązanie do imprezy i zachęcenie do niej?
Krótko mówiąc: ani to nie wygląda, bo misz-masz bez wyrazu; ani nie przemawia, bo skierowane do nikogo. W kilku miejscach pomyślano o dużo za dużo, za to brakuje myśli tam, gdzie być powinna: u podstaw. Czy muszę komentować, że organizatorzy tegorocznego Europride zarzekają się, że nie widzieli wcześniej 'dzieła', które ma być wizytówką ich (w dużej mierze jednak i dla wielu - komercyjnego) przedsięwzięcia?