Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krystian legierski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krystian legierski. Pokaż wszystkie posty

2010/12/06



ojtam-ojtam, zdjęcie tygodnia nie musi być reportażowe. dziś 6 grudnia, pierwsze wejście Mikołaja :)



Tematem nr 1 w tym tygodniu - także u nas - były obchody Światowego Dnia AIDS. Żeby już nie zanudzać, tym razem zupełnie o czym innym.

W listopadzie ukazał się pierwszy numer warszawskiego, kulturalnego miesięcznika WAW, wydawany przez fundację Uptown dobrze znanego Mike'a Urbaniaka. Jeśli dobrze rozumiemy, z ambicjami; w każdym numerze pojawiać się będzie też tematyka LGBT. Cykl dużym kopem zainaugurował równie znany (albo i znańszy? znany inaczej?) dr Jacek Kochanowski, zadając odnośnie stolicy fundamentalne pytanie: dlaczego w Warszawie nie nawet zalążka gejowskiej dzielnicy? Oto kluczowe akapity artykułu Gdzie jest Soho?:
Nie ma dzielnicy, nie ma społeczności. Jest "branża" lub "środowiko". Oba terminy mają wydźwięk raczej pejoratywny. (...) Większość warszawskich lesbijek i gejów głęboko uwewnętrzniła antyhomoseksualną paranoję i gotowa jest zaciekle zwalczać na forach internetowych zwolenników "afiszowania się". Ideę miasteczka gej/les w Warszawie zapewne potraktowaliby jako co najmniej niesmaczną, kojarzącą się jedynie z gettem. Jej funkcję wspólnototwórczą zbyliby wzruszeniem ramion. Nie potrzebują wspólnoty, tylko świętego spokoju. A tę gwarantuje niewidzialność.
Warszawa ma orientację seksualną. Warszawa jest porządnym, bogobojnym heterykiem. Czczącym pamięć swych bohaterów w kolejnych muzeach. Dogadzającym sobie stadionami, gdzie może ryczeć (...), upamiętniającym papieża Polaka kolejnymi pomnikami. Warszawskie lesbijki i geje, osoby bi- i transpłciowe świetnie się w takiej hetero-Warszawie czują. Wolą udawać przed sobą, że to jest także ich miasto. Wydarcie choćby kawałka przestrzeni miejskiej i urządzenie tam czegoś "swojego" wymagałoby przecież rezygnacji z wygodnej niewidzialności. "Afiszowania się".  W Warszawie nie ma lesbijek i gejów. Dlatego nie ma warszawskiego Soho. I nigdy nie będzie. (czytaj całość)
Całość artykułu (oraz pierwszego numeru WAW) do przeczytania tutaj. Linkujemy dopiero teraz, bo wcześniej online udostępniona była wyłącznie część przedwyborcza, poświęcona kandydatom na prezydenta stolicy. Pismo w wersji drukowanej dostępne jest na Chłodnej 25 oraz w Bęcu przy Mokotowskiej 65. Fanpage na FB. Serdecznie zachęcamy!

Pozostałe tematy tygodnia jak zwykle w zajawkach:
Jak widać, tym razem bardziej było kulturalnie, niż politycznie. Na koniec zatem sześć minut słodkości w postaci montażowego klipu z męsko-męskimi tańcami:





I w tym - oraz mikołajowym - duchu: miłego tygodnia!
Miłego tygodnia...

2010/11/29


zdjęcie tygodnia: potwór w Ergo Arena w Gdańsku, 26.11.2010, źródło: Pan Marcin/FB


Po niedzielnych wyborach Krystian Legierski został pierwszym w historii Polski jawnie homoseksualnym radnym. Niektórym podziałało to na wyobraźnię na tyle, by wyciągnąć paralele do Harveya Milka (od czego zresztą sam zainteresowany oficjalnie się dystansuje). Porównanie bardzo szybko zostało spacyfikowane na blogach: 3częściowym i abiektowym, a Tomek Sikora dorzucił na homiki.pl sporą łyżkę krytycznego dziegciu. Wszystko to na tym samym portalu spostponowane zostało piórem Krzysia Zabłockiego.

Cała ta dyskusja przypadła akurat na rocznicę śmierci oryginalnego Harveya Milka, uczczoną między innymi prostym clipem, który w bardzo obrazowy sposób uświadamia, dlaczego meta-entuzjastyczne porównania pozostają jednak mocno na wyrost i w sferze pobożnych życzeń:



Pod koniec tygodnia z kolei IS zamieściła gorzki komentarz swojego naczelnego, Radka Oliwy, podsumowujący ferment po 11-listopadowym zatrzymaniu Roberta Biedronia, w tym także jawnie homofobiczne wątki, które pojawiły się w dyskusji użytkowników portalu:
Jeżeli jednak w takich momentach jak ten, nie potrafimy przynajmniej na chwilę być względnie solidarni, to jako społeczność jesteśmy niewiele warci i na lepsze traktowanie po prostu nie zasługujemy. Brutalne zatrzymanie działacza LGBT byłoby w cywilizowanym kraju powodem do poważnych konsekwencji na najwyższych szczeblach władzy. W Polsce jest inaczej. Tu głos ludzi homoseksualnych nie jest brany pod uwagę, co wcale mnie nie dziwi, bo w decydujących momentach głos ten staje się bełkotem. Zlepkiem bezsensownego gderania i byciu przegiętym i mędrkowaniu o zasadach demokracji, której i tak nie rozumiemy.
czytaj całość
Z luźniejszych tematów w ubiegłym tygodniu proponowaliśmy m.in.:
Muzycznie zapodaliśmy sporo, część tematów zapewne rozwiniemy, tu w dużym skrócie:
Na koniec proponujemy dziś optymistyczne, ciepłe flamenco prosto z Hiszpanii. O tym, jak to wszyscy jesteśmy tak samo różni i fajni, i dumni z siebie nawzajem, i ogólnie - świat jest piękny (to taka wolna interpretacja).



I jeszcze prawie zapomnieliśmy: w zeszłym tygodniu obchodziliśmy święto - ekhm - Pluszowego Misia. Stosownym obrazkiem:



I to by było na tyle. Kolejny queerpopowy tydzień już w toku.