Pokazywanie postów oznaczonych etykietą youtube. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą youtube. Pokaż wszystkie posty

2015/02/17


Tak sobie wzięło i chwyciło przed-walętynkowo, i tłucze się w głowie do dziś. Może dlatego, że mamy słabość do lekkich, elektronicznych brzmień w stylistyce lat 80., z wiodącym tekstem "take my piss now, swollow" - takie małe perwersyjne, androgyniczne pop-zabawy prosto z Szwecji, które - jakże zwięźle - podsumował na fejsie profil Boy of the day: how much are you queer?

Me gusta.
Więcej Ms. Henrik na youtube - soundcloud - spotify.

2010/06/08



Dzięki za celebrację gejowskiej miłości, też Cię, KiKi, kochamy.
Ale wyświetlania Twoich kolejnych megalomańskich teledysków odmawia nawet mój pedalski komputer. Może to kara za to, że nie czatowaliśmy przy monitorze, z drżeniem kolan oczekując na moment premiery, by zaliczyć jak najniższą cyferkę oglądaczy ma youtube w skali globalnej? Może skutek oporu wobec pokrętnej myśli, że kiedy Aguilera nawiązuje do klasyków, to "bezczelnie kopiuje" i staje się pośmiewiskiem, za to LG zawsze "twórczo oddaje hołd" i kochają ją miliardy? A może po prostu serwery gigantów są tak przeciążone przez chętnych, że już za chwilę nikt nie będzie w stanie obejrzeć tego klipu do momentu, w którym zaczyna się (nienajlepsza zresztą) piosenka-zrzynka? Zresztą: kogo to tak naprawdę obchodzi...?
W związku z tym nie linkujemy, odszukanie namiarów do najnowszej produkcji Stefanii nie powinno nastręczać najmniejszych trudności - jest wszędzie. Zachwyty też, więc nie napiszemy nawet, czemu nas nie zachwyca: wystarczy zamienić wszystkie och-i-ach na znudzone wywracanie oczami do sufitu.
Dziadziejemy.



2009/11/10


Dziś nie sposób napisać o czymś innym.
Niezależnie od tego, co myślimy o nowym kawałku lady G. od strony muzycznej, wideo jakie do niego zaprezentowała bije wszelkie transowo-dragowo-queerowo-glamowo rekordy, jest przegięty w stopniu, którego nie sposób nie docenić.
Na blogach już sypią się dane i zachwyty, ile tysięcy kostiumów, detale na paznokciach, feeria pomysłów, kunszt wykonania. My też ostatecznie wymiękliśmy w połowie czwartej minuty na widok złoto-zielonego kostiumu, rodem z szalonej ilustracji dziecięcych książek w stylu najlepszych radzieckich tradycji.
Co się nawet o tyle zgadza, że w klipie stworzenie, którym jest Gaga, zostaje zlicytowana na własność przez złotoszczękiego przedstawiciela rosyjskiej mafii (sory kto nie zgadł, Guga sama tak rozpowiada w wywiadach).
Nie najlepiej się to dla niego zresztą kończy, bo nawet jeśli gładkolicego samca nie wykończyły płomienie z ostatnich sekwencji, to jak pokazuje finał, i tak spłonął w zetknięciu ze śmiercionośną bielizną.



I niech nie będzie, że tylko ja to widzę: czy w 3'18'' clipu, zaraz po ujęciu, na którym Gadze dynda na czarnym dessous kryształowy krzyż, ta wariatka faktycznie wplotła w katatoniczną choreografię znak krzyża, czyli się przeżegnała? Bo po piętnastym odtworzeniu sam już mam wątpliwości...


Tak czy owak, trudno o lepsze entrance przed wypuszczeniem na rynek reedycji multisprzedawalnej płyty The Fame (premiera 23.11), przygotowanej równie starannie, jak teledysk: oprócz przemianowania na adekwatne The Fame Monster, GaGa dorzuciła w ramach bonusa caluśkie osiem nowych kawałków, w tym ten powyżej.
I jednego jej odmówić nie można - w niespełna rok po aferze kto od kogo ściąga (Aguillera vs. Gaga), młoda piosenkarka osiągnęła tyle, że pisze się o niej niemal jeszcze częściej, niż o Madonnie, o której pisze się codziennie.
Jeśli nawet nie jest li tylko potworem żądnym sławy, to na pewno demonem pracy. Jak jej poprzedniczka.

2009/10/27



Pamiętacie jeszcze tę duńską bajeczkę, która wzbudziła tyle kontrowersji?



Dawno temu zrzędliwa królowa-rozwódka próbuje wymigać się od dalszego sprawowania władzy poprzez zmuszenie swojego synalka do ślubu, na co on przystaje. Przez zamek przewija się stado nietrafionych kandydatek, i sprawa wydaje się beznadziejna, aż do momentu, gdy jedna z nich przybywa w eskorcie brata.



Ciąg dalszy łatwo przewidzieć: gejowski ślub, mnóstwo rabanu i procesy sądowe w Stanach, przeciw szkołom, które wprowadziły książczynę bez wiedzy rodziców
Zresztą, co my tu opowiadamy, skoro właśnie powstała filmowa wersja tej opowieści, nakręcona przez stowarzyszenie Gay Family Values.



Osobiście jesteśmy tą wersję mocno rozczarowani. Mogli pokazać duuuuużo więcej tego drugiego królewicza :D Swoją drogą ciekawe, ile szczegółów z romantycznego pożycia zawiera kolejny tomik. Bo - tak, tak, drogie dzieci - jest ciąg dalszy...