Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jitters. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jitters. Pokaż wszystkie posty

2011/10/18


W niedzielę dobiegła końca 27 edycja Warszawskiego Festiwalu Filmowego, który w ubiegłym roku dołączył do ‘Kategorii A’ światowych festiwali, stając się jednym z 14 najważniejszych imprez tego typu obok Berlina, Wenecji, Cannes czy San Sebastian. W tym roku w ramach WFF pokazano łącznie 127 filmów pełno- i prawie 100 krótkometrażowych. Odbyło się 5 konkursów: Międzynarodowy (główny), 1-2, Wolny Duch, Krótki Metraż, Dokument. W konkursie głównym startowało 20 filmów, zwyciężyła produkcja polska, "Róża Wojciecha Smarzowskiego. Festiwal zamknął przedpremierowy pokaz najnowszego filmu Davida Cronenberga, "Niebezpieczna metoda".
W katalogu 27 edycji WFF nie zabrakło tytułów z wątkami LGBT – w tej ‘sekcji’ pokazano w tym roku cztery filmy fabularne i jeden dokumentalny. Dla porównania: w 2010 mieliśmy okazję obejrzeć 7 tytułów w odwróconych proporcjach – dwa fabularne oraz pięć dokumentalnych i paradokumentalnych, m.in. o sytuacji osób transseksualnych w Bangladeszu, subkulturze miśków w USA i Europie, czy przemianach społeczności LGBT w Nowym Jorku w ciągu ostatnich trzydziestu lat.
Mógł się więc czuć zawiedziony, kto w tym roku oczekiwał podobnej diagnozy społeczno-politycznej sytuacji osób LGBTQ na świecie. Dokumentalny rodzynek o niezręcznym polskim tytule "Orędownik gejowa" należał do kategorii biograficznej – na szczęście jego bohater, Bruce LaBruce, to postać niebanalna i barwna, a jego portret przekrojowo obrazuje drogę, jaką przez ostatnie ćwierćwiecze przeszedł radykalny, artystyczny ruch gejowski.


zwiastun filmu Orędownik gejowa
Znamienne, że właściwie żadna z fabularnych propozycji nie należała do drapieżnych czy konfrontacyjnych - opowiadają historie intymne, indywidualne losy, osadzone w różnych kontekstach społecznych, jednak z rzadka nabierające wymiaru politycznego. Frustracja i bezradność wobec rzeczywistości zastanej najjaskrawiej dochodzi do głosu w słoweńskim "Odlocie", jednak i tam na ogólnym poziomie społeczno-polityczno-gospodarczym, bez szczególnych odniesień do sytuacji osób nieheteroseksualnych.
Bycie gejem w tegorocznych filmach (dla literek L i T zabrakło niestety miejsca) miało wymiar zmagań osobistych: ze sobą i własnymi uczuciami, z najbliższym otoczeniem. Młody bohater "Nerwówki" (Islandia) przechodzi drogę od odkrycia swojej orientacji do samoakceptacji; para z "Weekendu" (Wielka Brytania) rozprawia o wadze procesu, jakim jest coming-out; gejowski bohater "Odlotu" (Słowenia) nie czyni ze swojej seksualności atrybutu, za to wciąż zmaga się z przeszłością, kiedy był szykanowany w szkole; dojrzali bohaterowie "Ostatniej rundy" (Chile) walczą o przetrwanie uczucia w świecie nie tyle nawet homofobicznym, ile po prostu nieprzyjaznym.
Był więc tegoroczny przegląd kina LGBT w ramach WFF propozycją raczej dla wielbicieli kina obyczajowego i psychologicznego, niż zaangażowanego czy wręcz politycznego. I jako taki nieźle spełnił oczekiwania – najsłabiej w zestawie prezentował się "Odlot", poczucie niedosytu pozostawić mogła "Nerwówka", jednak wszystkie filmy prezentowały dość wyrównany poziom realizacyjny i aktorski.


zwiastun filmu Nerwówka
Szczególnie wyczekiwany dla gejowsko-lesbijskiej publiczności kąsek stanowić mogła sensacja tegorocznych festiwali branżowych, brytyjski "Weekend", który za niecały miesiąc wchodzi w Polsce na ekrany kin studyjnych. Kameralny, niezależny film, przez niektórych okrzyknięty już na wyrost 'najlepszym filmem gejowskim wszechczasów'. W plebiscycie publiczności WFF zajął siódme miejsce. Z pewnością jeszcze o nim napiszemy, tymczasem po kliknięciu na 'czytaj więcej' parę słów o wszystkich propozycjach LGBT 27 Warszawskiego Festiwalu Filmowego.