Pokazywanie postów oznaczonych etykietą foto-szop. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą foto-szop. Pokaż wszystkie posty

2012/05/02

W nawiązaniu do najlepszych amerykańskich wzorców (tamtejsze umiłowanie flagi znajduje najseksowniejsze przejawy) oraz dla niejakiej równowagi prezentujemy ogołoconą flagę polską. Zdjęcia przedstawiają naszego zgrabnego rodaka, Matthew Ludwińskiego, który parę lat temu stanął w bieli i czerwieni przed obiektywem znanego fotoszopiarza męskich ciał, Ricka Day.

Nam osobiście wiecznie naburmuszona mina Mateusza średnio odpowiada, nie podobają nam się też majtasy na drugim zjęciu (tak, tak, wiemy, ich zaletą metka oraz materiał, który układa się na wszystkim niezwykle ściśle). Niemniej okazja zobowiązuje, wszak od kilku lat obchodzimy drugiego maja święto flagi, powzruszamy się zatem chwilę nad wymodelowaną urodą zdjęcia pierwszego.


W przypływie uczuć wielorakich możemy nawet na chwilę stanąć na baczność oraz oddać salut. Czy co tam się w takich okolicznościach oddaje...

PS. Za inspirację do wpisu dziękujemy Radkowi, który - jako znawca tematu - przypomniał nam o tych zdjęciach wrzutką na fejsie.

2011/03/13



Biel Capllonch, rocznik 1964, pochodzi z Palma de Mallorca, od dwóch dekad mieszka i tworzy w Barcelonie. Tworzy fotografie modowe, reklamowe oraz artystyczne. I w zasadzie nie mamy wiele więcej do powiedzenia o nim samym. Niech więc obrazy - inscenizowane portrety i scenki z powracającym motywem, luster, zbrodni, ciał pozbawionych twarzy i życia - przemówią same za siebie - oto niewielki wybór jego prac:

Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer


Obszerne portfolio dostępne jest na stronie artysty.
My natomiast, w związku z wyrażonymi na łamach fejsa życzeniami, inagurujemy niniejszym rubrykę tapet, które przygotowywane będą m.in. z wybranych zdjęć, prezentowanych w kolejnych galeriach i portfoliach na tym blogu.

Ze zdjęć Biela Caplloncha przygotowaliśmy ich trzy (kliknij na miniaturę, aby pobrać):

    
Zobacz także inne tapety QPop.

2010/12/26



Drugi dzień świąt należy już do dużo spokojniejszych, więc też wyluzujemy.

Przez ostatni tydzień w ramach naszego fejsowego cyklu QueerPop (almost) Daily prezentowaliśmy - tym razem faktycznie codziennie! - panów rozebranych na bożonarodzeniową okoliczność. Na potrzeby poniższej galeryjki ubogaciliśmy portfolio o drugie tyle i oto voila: ponad trzydzieści chłopa, z których każdy stanowiłby doskonały prezent, nie tylko pod choinkę :)

Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer

PS. Zdaje się, że jakiś seksowny Święty od Podarunków spełnił jedno z naszych życzeń: licznik przyjaciół naszego fanpejdża na FB skoczył właśnie do okrągłych 300. Dzię-ku-jeeeee-my :)

2010/12/13



Alessandro Calza prześladował nas już od dłuższego czasu, chociaż bez naszej świadomości. Owszem, podczas oglądania Ciao przyjazna twarz wydawała się znajoma, jednak kontrast pomiędzy maczoidalnymi portretami z sieci i ciepłem postaci Andrei w filmie, uśpił podejrzenia. Tymczasem Alessandro okazał się wszechstronniejszy, niż można by przypuszczać: jest webdesignerem, kompozytorem i muzykiem, fotografikiem i modelem jednocześnie, a w kontekście Ciao - scenarzystą i aktorem.

Poniżej mała próbka fotosesji, które przeprowadził z własnym udziałem - czyli 26 studyjnych (auto)portretów czystego testosteronu. Jako tło do półmrocznych obrazków proponujemy jeden z elektronicznych kawałków, w wykonaniu podmiotu ekhm... lirycznego:

Get the flash player here: http://www.adobe.com/flashplayer

źródło zdjęć: flickr.com


Mannekenne - Dream of Space Invasions

Kogo powyższy zestaw zaintrygował, ten może poszerzyć swoją znajomość z włoskim przystojniakiem (któremu zresztą niedługo stuknie okrągła czterdziestka): kompletne sesje fotograficzne zamieścił na Flickr.com, na jego stronie Ahunter.org, podsumowującej całokształt działań, obejrzeć można te same zdjęcia, ubrane w autorskie pokazy slajdów; próbka muzyki elektronicznej - firmowanej pseudonimem Mannekenne - dostępna jest na MySpace.com, a całość płyty Tales in Silhouette do pobrania w bezpłatnym serwisie Jamendo.

Polecamy także obszerny wywiad, jakiego Calza udzielił serwisowi GayAgenda.com po amerykańskiej premierze debiutanckiego filmu. Z rozmowy wynika, że planowane są kolejne scenariusze, a co za tym idzie - role.



I jak tu się nie cieszyć? Dla większej radości na podstawie portfolio przygotowaliśmy dla naszych PT Czytelników trzy tapety z mięśniakiem. Voila:

    
Zobacz także inne tapety QPop.

2010/08/25

Po trosze wspomnienie, po trosze życzenie.

2010/08/24


oryginalna okładka z udziałem Anny Paquin, Alexandra Skarsgarda,
i Stephena Moyera


Ręka w górę, kto nie słyszał o Czystej krwi.

Prawdziwy szał wampirzych ciał, coming out krwiopijczego podziemia, kwintesencja współczesnego serialu - dla jednych w swym posmodernistycznym geniuszu, dla innych - w niezmierzonej infantylności. Tak czy owak kult, który - jak widać powyżej - trafił na okładkę szaconego Rolling Stone. Bardzo rozebrany. Bo - wiadomo to przynajmniej od czasów Blade'a oraz Buffy - stereotyp mizernego w posturze wampira wychudzonego brakiem życia, przeminął bezpowrotnie już dawno (czyli co najmniej kilkanaście lat temu).

Nie trzeba było czekać dłużej niż dwa dni, by internet odpowiedział, co myśli tak o samym serialu, jak i - w konsekwencji - o rzeczonej okładce. W pierwszym rzędzie mistrzowie fotoszopa wyeliminowali z obnażonego towarzystwa jedyną kobietę, potem - w obliczu pustki po trzeciej postaci - do grona dołączył kolejny seksowny mężczyzna. To zdaje się odpowiadać na zamieszanie, jakie w mediach wywołał wpis z twittera jednego z graczy Philadelphia Eagles, jakoby serial stał się już ostoją homoseskualistów i jest too gay (do sprawy odniósł się także Advocate.com). Chwilę później musiał się z tego wpisu tłumaczyć.

I słusznie, bo prawda jest taka, że nie ma czegoś takiego, jak zbyt gejowskie. Zawsze może być gejowskie jeszcze bardziej. By zobaczyć, jak bardzo, kliknij czytaj więcej.

2010/08/11



Trochę grzeczniej, i wychodzi, że w barwach narodowych.
Kto ciekaw: pan nazywa się Ryan Daharsh.

2010/07/28


Upały już wprawdzie za nami, ale tu wciąż coraz ogniściej...

2010/07/21



A czemuż te wody takie wzburzone, widoku wzbraniają.
Chyba brodzę.

2010/07/14



Młody, gniewny, potargany, uniesiony kołnierzem.
Oj, dostać od takiego...

2010/07/07



Kruche, chrupiące, skarmelizowne.
Mniamuśnie.

2010/06/30



Albo: długowłose. Albo: barczyste. Albo: ciemnookie. Albo: wąskouste. Albo... eeeee...
I tak liczy się całość. A całość liczy się bardzo. Dobranoc!

2010/06/23



Nie wiem, to pewnie te oprawki.
Działa...

2010/06/18



Gyula Halász (aka Brassaï), Pary homoseksualne na balu na Montagne-Sainte-Geneviève w Paryżu (1932).

2010/06/16



Przez "poranne" rozumie się tu rzecz jasna: wczesnopopołudniowe...

2010/06/14


A jakże, te zdjęcia obiegły internetowy świat już ze dwa razy dookoła. I po raz pierwszy spojrzeliśmy na Ronalda bez poczucia lekkiej żenady. Próby wylaszczenia tego portugalskiego klocka z urąbaną miednicą na ikonę stylu (oraz gejów), budziły w nas od początku uśmiech politowania. Rozumiemy doskonale, że Armani potrzebuje kształtnych ciał, bo na innych ich bielizna wygląda co najmniej ironicznie, ale żeby od razu naciągać ją na taką górę mięcha, z daleka trącącą jakimiś sterydami?


To już nawet nie chodzi o to, że metroseksualny do szpiku kości Beckham może być tylko jeden: powabny, wyrzeźbiony ale bez przesady, męski ale gładki jednocześnie. Ma to w naturze, i tak samo pokaże się przed obiektywem w studio, jak i na zakupach czy wakacjach. 
Problem w tym, że Armani poszedł w przeciwległy bazar, na którym wszystko musi być duże, mięsite, wypomadowane i błyszczące. Ronaldina można ładnie upozować do czarno-białych zdjęć, ale i tak wiadomo, że prywatnie, do przyhotelowego basenu, założy na rękę złotą busolę, a na szyję toporny łańcuch. 



Chociaż poniekąd jest konsekwentnie - ten sam problem mamy z większością produktów Armaniego: najwięcej miejsca zajmuje na nich megalomańskie logo, jakby jakość i design nie mogły przemawiać same za siebie. I ta brylantyna-gancpomada wychodzi nawet na studyjnych zdjęciach z poprzedniego rzutu reklamowego Ronalda. To chyba dlatego nie pofatygowaliśmy się wtedy, żeby je pokazać.
Chociaż - jak powiadają - dla każdego coś miłego, więc proszę bardzo, nadrabiamy: portugalski gigolo w półpełnej krasie!

2010/06/09


 Komu okulary ochronne, komu, bo idę do domu!
Szpanerska nazwa, tandeciarskie logo, prostacki design w myśl zasady: im większe ozdóbki, tym lepiej (nie widzieliście jeszcze wersji z łańcuchem, godnym niejednego karczycha).
No ale jest pomysł na "element szoku" w reklamie. Działa.


zwłaszcza to zakryte oko jest bardzo zmysłowe.
Wymiękam...

2010/06/02



Blodolicy, mocno fotoszopowy, późnoszkolny ale cóż...
I'm bad, I'm bad, you know it...

2010/06/01



Aż dziw, że nie napisaliśmy dotąd o Lansie Basie (Basi Lansi? lansie Bassa?). Może dlatego, że od momentu zniknięcia ze sceny muzycznej jego rodzimej formacji, kultowego N'Sync, nic konkretnego muzycznie nie zrobił? Z braku innych pomysłów, wyoutował się w sierpniu 2007 roku na okładce poczytnego magazynu People, i od tamtej pory bryluje towarzysko, a jeszcze bardziej - uczuciowo. Z regularnością do dwóch tygodni, internet obiega rewelacja, z kim to się romantycznie sparował, a z kim znowu rozstał. Ot, typowy gejlebryta nowej generacji.
Nie wiadomo, a propos czego, zdobi też regularnie, acz wdzięcznie okładki różnych periodyków. I tu akurat należy mu się pochwała, z braku innych zasług trzeba mu bowiem oddać, że nie boi się zaszufladkowania, i bawi się swoim wizerunkiem, często z miłym efektem '-nie-do-poznania'.
A piszemy o tym z okazji kolejnej sesji fotograficznej, fotoszopowo upozowanej na glam divę pokroju co najmniej Adama Lamberta. Tyle, że ten ostatni jeszcze całkiem dużo i przyzwoicie śpiewa...


Lance Bass by Mike Ruiz, czerwiec 2010


Lance Bass by Mike Ruiz, styczeń 2010


Lance Bass by Mike Ruiz, styczeń 2010


Lance Bass by Braden Summers, październik 2010


Lance Bass by Braden Summers, październik 2010



Lance Bass na okładce People, sierpień 2007