Pokazywanie postów oznaczonych etykietą innastrona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą innastrona. Pokaż wszystkie posty

2010/07/22

foto: Salvador Zynov (kontakt)

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie rozpisali się o tak dużym wydarzeniu, jak zeszłotygodniowy festiwal Europride 2010. Proszę zatem, od wczoraj na innastrona.pl w naszym podsumowaniu przeczytać można m.in.:
Mimo że skończyło się na oficjalnych 8.000, dzięki wyobrażeniom o skali EuroPride i nadziei, jakie ze sobą niosła, stała się rzecz bardzo ważna: doszło do przebudzenia, wysypu inicjatyw pozaorgowych i pozainstytucjonalnych, które złożyły się na duży i różnorodny festiwal gejowsko-lesbijski z prawdziwego zdarzenia.


Co więcej: mimo że niszowy, dla przeciętnego warszawiaka więcej niż alternatywny, to doskonale w mieście widoczny - w prasie, na plakatach, w przestrzeni miejskiej, w autobusach. Geje i lesbijki, wyszli na ulice nie tylko na chwilę, w sobotę, ale na całe kilka dni. Zaznaczyli swoją obecność w ważnych punktach miasta: w Muzeum, Pałacu Kultury, na Nowym Świecie, stacjach kolejki miejskiej. Na koniec stawili się w upale na największej - mimo wszystko - dotąd demonstracji swojej wielobarwnej dumy.


I obyśmy to właśnie z tego tygodnia zapamiętali: kilka dni przepełnionych naszymi wydarzeniami i pozytywną energią, kiedy mimo skwaru w mieście chodziło się i oddychało jakoś swobodniej. Okazuje się, że u nas też można więcej. Nagabywani po imprezie cudzoziemcy mówili, że o rozczarowaniu nie ma mowy. Właśnie tu i teraz poczuli, że "being gay" w Polsce wciąż jeszcze coś znaczy.
Cała relacja do przeczytania na innastrona.pl.

Fundacja Równości już odsądzana jest od czci i wiary za styl położenia tej imprezy, i słusznie. My natomiast - tradycyjnie - próbujemy skupić się na pozytywach, których nie brakowało. Nawet jeśli jej sprawcą nie był główny organizator. A może właśnie dlatego.

W zasadzie nie mamy nic do dodania poza tym, że szło się fantastycznie, chociaż niesienie 9-metrowego bannera (jak widać powyżej) znacznie ogranicza a wręcz uniemożliwia ogarnięcie całości. Chociaż osłania skutecznie od słońca, to całość obejrzeliśmy dopiero po powrocie do domu, w internecie.

Kto ciekaw, niech obejrzy jeden z najciekawszych albumów na fesjbuku, autorstwa Salvadora Zynova, z niezwykle klimatycznymi fotkami, jak na przykład te:






Wszystkie zdjęcia w tym poście: Salvador Zynov (kontakt)

2010/05/15


Od wczoraj w kinach "Samotny mężczyzna".
Z tej okazji QueerPop.pl na Innej Stronie pisze gościnnie obszerne omówienie, w tym m.in.:
Tom Ford zrealizował film, który tętni nie tylko biciem serca George'a, ale także swoim własnym, podskórnym życiem. To nie tylko uniwersalna opowieść o przeżywaniu bólu po stracie ukochanego, o potrzebie bliskości, ale także o represjonowaniu i tłamszeniu tego bólu i potrzeb w obliczu społecznych i psychologicznych realiów.

W pierwszej scenie bohater filmu objaśnia, ile trudu kosztuje go przygotowanie się do codziennej roli, założenie maski George'a, jakiego wszyscy spodziewają się zobaczyć. Owszem, to także mniej lub bardziej świadome doświadczenie, znane każdemu. Owszem, nie bez znaczenia pozostaje fakt, że bohater filmu jest Anglikiem, który powściągliwość ma we krwi. Rozstrzygającym kryterium pozostaje jednak, że jest gejem: obcym, niewidzialnym dla sąsiadów, nieistniejącym dla rodziny. Nie może upomnieć się o swój ból, nie narażając się na śmieszność, ostracyzm, agresję, odtrącenie.

Odtrąca się więc sam, konsekwentnie, przez lata, jeszcze za życia Jima - w swoim szklanym domu konstruują hermetyczny, dwuosobowy świat, ostoję własnego szczęścia i równowagi. Kiedy zabraknie drugiej połowy i jej wsparcia, nie sposób wyrwać się z jednoosobowego cierpienia, jedynym pomysłem wydaje się George'owi dołączenie do ukochanego.
To może nie jest wstrząs na miarę Brokeback Mountain, ale na pewno wielkiej urody, ważny film, który warto zobaczyć, już choćby dla samego Colina Firtha.



całość recenzji na innastrona.pl

2009/12/02

Podsumowanie nie jest dostępne. Kliknij tutaj, by wyświetlić tego posta.

2009/11/24

 Colin Firth w scenie z filmu A Single Man

Inna strona zamieściła queerpopowy tekst o zamieszaniu, jakie wywołały dwa niezależne wydarzenia kulturalno-rozrywkowe, w tym doskonale oceniany przez krytykę, niecierpliwie oczekiwany debiut filmowy Toma Forda: 

Pod ostrzałem od jakiegoś czasu znaleźli się twórcy i dystrybutorzy nagrodzonego w Wenecji filmu A Single Man, w reżyserii Toma Forda (Złoty Lew dla Colina Firtha oraz Queer Lion od jury LGBT). Uważni obserwatorzy, których nie brakuje w internecie, wytknęli kampanii reklamowej filmu stopień, w jakim starannie pomijany jest fakt, że jego bohaterem jest gej. Na wszystkich materiałach graficznych Firthowi towarzyszy Julianne Moore, za niewiele mówiący uznano zwiastun filmu i kolejne wersje plakatów. Czy fakt, że film nakręcony został przez znanego homoseksualnego designera, na podstawie powieści znanego homoseksualnego pisarza, którego bohaterem jest profesor, zmagający się ze śmiercią swojego homoseksualnego partnera, jak wielu gejów w ostatnich dekadach, jest wystarczający, by uznać film za gejowski? Tak reżyser, jak i szefowie firmy dystrybucyjnej zbywają wszelkie pytania wprost.
 krytykowany plakat do filmu A Single Man


 krytykowany zwiastun filmu A Single Man

czytaj całość na innastrona.pl

2009/11/17


Ten chłopiec u góry nazywa się Chris Hughes i w wieku 26 lat jest gigantem komputerowym. Znalazł się w podsumowaniu roku 2009 na liście 100 najważniejszych osób LGBT amerykańskiego magazynu OUT (szerzej na ten temat pisaliśmy na Innej Stronie). Ostatnio zasłużył się jako pomysłodawca i motor internetowej kampanii Baracka Obamy, wcześniej jednak przyczynił się do powstania jednego ze społecznościowych fenomenów internetu jaki znamy. Jest jednym z czterech twórców Facebooka.
Przyznać musimy, że to faktycznie miejsce, które sprawdza się jako platforma bieżącej wymiany myśli, zawiązywania inicjatyw, poznawania dusz pokrewnych w postrzeganiu świata. Tu informacje rozprzestrzeniają się z szybkością wirusa.
Oczywiście piszemy to wszystko, by na koniec dodać, że QueerPop ma rzecz jasna na FB swoją reprezentację, której funkcjonowanie w pełni potwierdza, co powyżej. Po tygodniu od upublicznienia, wizytówka QP ma już ponad stu czytelników (dzięęęęki i cmok), tu dopisywane są komentarze, oceniane artykuły. Oprócz artykułów z bloga, tu też lądują materiałki, filmiki, zdjęcia, bieżące refleksje, które nie urastają potem do rangi całej blotki. Co mniej więcej się dzieje, możecie także tutaj obserwować w prawym panelu za pośrednictwem kolejnego cudu, twittera.
Najlepiej jednak odwiedzić nas bezpośrednio na Facebooku, i dopisać się do listy fanów, by w ten sposób najpełniej uczestniczyć w queerpopowym strumieniu refleksji i wydarzeń. Naprawdę warto.

2009/11/11


tekst opublikowany na innastrona.pl. zobacz ocenę i komentarze >>>


Zapewne z okazji Święta Narodowego obudził się kolejny bulwersant, przerażony reinterpretowaniem Kultury i zawłaszczaniem jej przez homosiów (tu ukłon w stronę Janusza K.-M.). Kto jeszcze nie wie, przypominamy: Muzeum Narodowe w Warszawie zamierza rękoma dr. Pawła Leszkowicza* przeczesać swoje zbiory i latem przyszłego roku powyciągać na światło dzienne dzieła o potencjale homoseksualnym. Wszelkie egzemplifikacje, podteksty, motywy oraz motywacje - mile widziane, zwłaszcza około Europarady 2010 - marketingowo ruch iście imponujący.

Mile widziane rzecz jasna nie dla wszystkich, już dzień po zaanonsowaniu wystawy odbrzdąknęły coś nożyce czyjegoś dziennika (nie, nie podlinkujemy do nich :D), posypały się lamenty i Skargi (tu nie podlinkujemy tym bardziej). Oto jednak po miesiącu odezwał się głos głębszy - pretekstem do obszernej wypowiedzi stał się zapewne mail od muzealników, przybliżający ideę wystawy. W odpowiedzi na te idee, Newsweek odpowiada piórem Szymona Hołowni:
Doktor Leszkowicz ma niezwykłą wrażliwość, która pozwala mu widzieć geja nawet tam, gdzie inny widzi drzewo, ptaka, kamień. Oto Dawid i Goliat. Opowieść o słabszym, który sprytem pokonuje silniejszego? A może dwóch gejów, którzy brzydko się bawili, no i jeden stracił głowę? Czytam doktora Leszkowicza i zachodzę w głowę: gdzie ja miałem oczy? Skoro święty Sebastian przeszyty strzałami to penetrowane męskie ciało, zrobię wystawę o fetyszystach (patron: męczony na rozpalonej kracie św. Wawrzyniec Diakon). Święty Franciszek, u którego stóp maluje się na obrazach czaszkę, otworzy nam biennale nekrofilów. Święty Błażej? Mmm, lubieżne ciarki już chodzą po krzyżu. W jego święto w kościołach gardeł wiernych dotyka się dwiema świecami...

Hołownia strzela na oślep, przeciwstawiając nadmiernie skupionym na swej seksualności gejom ludzi poczciwych, którzy nie mieli czasu na zgłębianie pederastycznych obsesji, bo zajęci byli studiowaniem Matejki i Caravaggia - nie wiadomo w czym to się wyklucza, a przykład Caravaggia jest akurat więcej niż chybiony :D

O wiele zabawniej robi się, gdy w zacytowanym fragmencie zestawia gejów - a jakże - z nekrofilami. Jak widać, jedna koza wiosny nie czyni. Co ma na myśli pisząc o 'akcie lesbijskim w temperaturze jajecznej' - doprawdy, trudno zgadnąć.

czytaj dalej na innastrona.pl

* kropka po skrócie dr tym razem i póki co jak najbardziej uzasadniona :D

2009/10/16



Dzisiaj Innastrona.pl opublikowała test Marcina Pietrasa, omawiający wydaną na początku miesiąca książkę "HomoWarszawę - przewodnik historyczno-kulturalny".

Zapewne jest "HomoWarszawa" dziełem wielce niekompletnym, nosi piętno subiektywizmu i słabości wszystkich prac zbiorowych. Jednak jak trudnym zadaniem okazuje się wyważona prezentacja tęczowej strony stolicy we wszystkich jej niuansach dowodzi ostatni rozdział, w którym znane osoby wypowiadają się na zadany temat: czy Warszawa jest homofriendly? Z odpowiedzi gejów i lesbijek pokroju m.in. Marty Abramowicz, Roberta Biedronia, Rysi Czubak, Żakliny, Jacka Kochanowskiego, Ygi Kostrzewy, Krystiana Legierskiego, Macieja Nowaka, Rafalali, Sławka Starosty, czy Bartosza Żurawieckiego wyłania się obraz niejednorodny, chwilami sprzeczny, i pośrednio potwierdzający tezę, że w takim miejscu się żyje, jakie się sobie samemu stworzy. "HomoWarszawa" należy więc uznać za wizję miasta jako wypadkową siedmiu stołecznych osobowości i ich najbliższego otoczenia. To ich ogląd metropolii, w której jako gejom i lesbijkom przyszło im żyć, a jednocześnie zaproszenie do dyskusji, weryfikacji i uzupełnień, bo przecież nie jest to wizja jedyna.

Całość na innastrona.pl.
Książkę nabyć można w księgarniach (m.in. Matras) oraz tutaj.

2009/10/07



Urodziny innejstrony okiem kamery. Pietrasowy debiut z mikrofonem, przed którym znalazły się takie osobistości jak Czesław Mozil i Tomasz Raczek. Dwa razy po kilkanaście minut filmików, które można obejrzeć tutaj.

2008/10/02

Znów kładę się o jakiejś kosmicznej porze, ledwie ślipię jeszcze cokolwiek na monitorze, ale naprawdę, wzruszenia przykuły mnie do maszyny, że aż mi się w środku coś poprzewracało do góry nogami (w pozytywnym znaczeniu tego słowa).
No bo jak tu się nie poruszyć, kiedy nagle człowiek o te kilka lat wstecz wyląduje. Ile razy mieliście wejście typu: była kiedyś taka strona, potem ją zlikwidowali, nawet nie pamiętam nazwy.
No więc chcieliście, to macie. Kto pamięta - wspomni, a młodzieży nie zaszkodzi popatrzeć, jak to drzewiej bywało. Wiedzieliście, co gugiel odwalił na swoje urodziny? Udostępnili wyszukiwarkę z przeszłości wg stanu indeksowania ze stycznia 2001 roku. Ok. To nie dekada, ale ponoć najstarzej, jak można.



No więc pykam sobie, pyku-pyk, a tu się okazuje, że dzięki innej maszynce, mogę sobie te strony nie tylko wyszukać, ale - chlip - obejrzeć. Niektóre w wersjach późniejszych, nawet z 2002 r., często bez grafiki, ale co tam!, trafiłem na dawno zapomniane witryny i strony, i teksty, kiedyś dla mnie najważniejsze na świecie, takie co w pięciu kompach po drodze poginęły.
Oj, już na początku niejedna łezka się w oku zakręciła. Po wrzuceniu hasła 'gej' na pierwszym miejscu - a jakże - Innastrona.pl, Gejowo miga, ale gdzieś na szóstym, i to nie z główną stroną, tylko z hostowanym Gej jaki jest... (nota bene w tamtym momencie zamkniętym). Jak już dogrzebać się do startówki (21. wynik), to okazuje się, że i zdjęcia ostały się na serwerach.
No i... to by było na tyle. A już w kwestii portali na pewno, ale co tam - już klikasz, jak za starych czasów, na pierwszym pececie z dyskiem 500 MB uczepionym do modemu, który dzisiaj na wejściu rozwaliłbym bez pytania siekierą.
Nie jestem ostatni naiwny. Wiem, jakim to wszystko kosztem, te rekonstrukcje to archeologia przyszłości ale jednocześnie totalna inwigilacja itepe, w końcu bez większego trudu wyciągam cudze wpisy na forach sprzed sześciu lat! Kiedyś pewnie gugla w końcu się za to zabierze i cały świat swoimi tajemnymi zasobami i prywatnymi informacjami wycycka jak ta lala. Ale dzisiaj to normalnie kocham globalizację, za takie anonsiarskie perełki z 4.12.2001:
INFORMUJE wszystkie ciotunie z Warszawy ktore ściemniajac na czat swoj brak foto tłumacza "brakiem scanera" i "nie znaniem sie na komputerach" ze w centrum Warszawy na ulicy Pulawskiej 3 przy Pl.Unii Lubelskiej w KODAKU skanuja zdjecia do formatu *jpg na Twoja dyskietke w ilosci sztuk pieciu za cale 5 PLN /piec zlotych/.Cala akcja trwa ok 6 minut i masz juz swoja elektr wersje pysia.Teraz jest zimno wiec nie wyciagaj ludzi zeby sie spot na miescie...daj fotke!
I tak już mi zostało do rana. Nie mam siły się rozpisywać, niech każdy se tę podróż prześmiga według własnych potrzeb. Tylko kiedy się już wyśmiejemy z archaicznych technologii za 5 złotych i fatalnego pozycjonowania dużego portalu, może się okazać, że dużo znajdziemy rzeczy przygnębiająco aktualnych.
Dwa przykłady z brzegu.


Wejściówka Innastrona.pl - Po Paradzie 2001 - jak daleko Polsce do równości? Z gratulacjami dla Sz.P. Sz. Niemca, który dziś ciąga się z organizatorami parad po sądach.*


koosie pisze z okazji poprzednich wyborów prezydenckich w Obserwatorze**, że Wałęsę trudno posądzić o komunizm. Dalej coś, że na szczęście minister Kaczyński nie kandyduje. A jednak, wystarczyło poczekać. Na jedno i drugie.

* W kwestii tendencji Sz.P. Sz. Niemca do kompromitowania się: o ile się pisze we własnej badziewiastej biografii o ptakach na dupie, że się samemu, jak prawdziwa księżniczka, postanowiło z organizowania parad wycofać, to chyba nie przystoi kilka miesięcy później na cały świat piskać, że się zostało wyślizganym bez mydła, i teraz kasa na stół, bo jakieś straty moralne. Jeśli nie przyzwoitość, to chociaż konsekwencja.