Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sztuka. Pokaż wszystkie posty

2011/07/08

Krzysztof Jung, Paryż 1983 [źródło]

Urzekło nas to czupryniaste, krzaczaste i wąsiaste zdjęcie w flanelową kratę, retrolook z lat osiemdziesiątych, tu doprawiony liryzmem, który przebija z większości portretów tego pana.

Krzysztof Jung - przynajmniej od momentu wystawy Ars Homo Erotica w MN i wydania albumu Art Pride oficjalnie obwołany (nie tylko przez Pawła Leszkowicza) 'prekursorem polskiej sztuki gejowskiej'. Z okazji 60 rocznicy urodzin przedwcześnie zmarłego artysty homiki.pl publikują wspomnienie Wojciecha Karpińskiego, a Abiekt w ramach I Dni Homowarszawy zaprasza do odwiedzenia oryginalnego (w formie) grobu Junga na warszawskich Powązkach Wojskowych. W ostatnie zaduszki nie udało się sforsować przedwcześnie zamkniętej bramy, więc tym razem spotykamy się za dnia: 10 lipca o godzinie 13.00.

Oby nie padało...

Dwa malarskie autoportrety Junga po kliknięciu na 'czytaj więcej'.

2010/11/05


Po pracy (1948)


Żeby nie było, że uporczywie zerkamy tylko za Ocean i jedyne, co potrafimy wyłuskać, to kolejne odbitki kalifornijskich beefcake archives. Oto przykład malarstwa rosyjskiego (a właściwie w tym wypadku: radzieckiego), z okresu, kiedy jeszcze polski chłoporobotnik jak boa-grzechotnik bez wstrętu obcałowywał się na plakatach z wyzwolicielami spod Czerwonej Gwiazdy (odpowiedź na pytanie, czy aby nie byli kochankami już niebawem).

Alexander Alexandrovich Deineka (alternatywnie pisany jako Deyneka, rocznik 1889) był czołowym przedstawicielem rosyjskiego modernizmu figuratywnego, artystą celebrowanym aż do śmierci w roku 1969. Jak to w czasach ZSRR bywało, utrwalał dla potomności w głównej mierze walkę, postęp i dobrobyt, który państwo sowieckie przyniosło i wdrażało, także pod wodzą Wujka Stalina. Jednocześnie jednak produkował estetyzujące widoczki z europejskich miast, jak Rzym, Bruksela czy Paryż.

Jest autorem kilku ikonograficznych symboli tamtych czasów, jego mozaiki zdobią aulę uniwersytetu w Moskwie, stacje moskiewskiego metra oraz foyer kongresowe na Kremlu. Jednak Deineka unikał przy tym (i chyba skutecznie uniknął) czysto propagandowej tematyki politycznej i okołopartyjnej - wojnę ukazywał poprzez jej dramatyzm, nawet zwycięstwo nad Rzeszą Niemiecką uwiecznił li tylko przygnębiającymi krajobrazami podbitego Berlina.

Przed i po wojnie światowej ukazywał zmiany społeczne, technologiczne, życie codzienne, z równą pasją uwieczniając hutników jak bukiety gladioli. Do jego ulubionych tematów (ku naszej uciesze) nieustająco zaliczał się sport lekkoatletyczny oraz życie nadmorskich kurortów. Czasem jedno w połączeniu z drugim, co postaramy się pokazać na kilku dalszych przykładach:


Relaks
(1928)



Po walce
(1942)



Chłopcy wybiegający z wody
(1930-35)



Bramkarz
(1934)


Nam osobiście podoba się chyba całokształt, niesie ze sobą sporą dawkę humanistycznego optymizmu. Nawet w najcięższych czasach. O uroku obrazków czysto sielankowych już nawet nie wspomnimy. Bardzo jesteśmy łasi takich śliczności...

2010/10/15


Rolf Armstrong, Autoportret, 1914


Popadliśmy w jakiś sentymentalno-jesienny nastrój.

Dziś cofamy się o sto lat, a konkretniej - do roku 1914, gdy pewien młody, 25-letni, amerykański artysta wykonał swój autoportret, który - w tym naszym sentymentalnym przewrażliwieniu - uderzył nas niczym obuchem (nie mylić z Obuchowiczem).

Rolf Armstrong dzięki kalendarzowym kontraktom, stanie się kilka lat później sławnym, a z czasem - najsławniejszym przedstawicielem nurtu american pin-up. To on przez następne dekady kształtować będzie wizerunek kobiety w kwintesensji jej kobiecości. Portretować będzie gwiazdy na okładki magazynów i dziewczyny do popularnych kalendarzy.

Zanim nadeszła sława, Rolf poświęcał swą twórczość nieco innej tematyce:
Many of Rolf's early paintings typically depicted macho figures, such as; boxers, sailors, cowboys, etc. That tendancy towards the male dominate figure took a twist in 1912. He land a commission with Judge Magazine to the artwork on their cover page. Suddenly, pretty young woman became the vogue for Rolf's paintings, a twist that would launch him towards an amazing career as a top-knotch pin-up artist.
źródło: bay-journal.com
Niestety, sława późniejszego stylu i tematyki sprawiła, że nie udało nam się wyguglać żadnych przykładów wcześniejszych dzieł. Na dziś pozostaje więc skupić się na portrecie młodzieńca, z wyrazu nie aż tak staroświeckiego, jak mogłaby sugerować data na obrazie...

Ciekawe, co - przy swoim uwielbieniu dla kobiecości - mógłby uwieczniać na potrzeby współczesnej pop-kultury.

2009/11/22


Tydzień bez dwóch wpisów o Lady G. jest tygodniem straconym. I tak jestem w tym względzie dość powściągliwi, może dlatego, że to nie do końca moja bajka, przynajmniej muzycznie. Tak czy owak: w związku z szałem na Nową Ikonę Stylu, prezentujemy dwa gadżeciki, niezbędne każdemu przyzwoitemu fanowi.

Fińska artystka, Mari Kasurinen, od dawna już charakteryzuje oryginalne my little pony w gwiazdy szołbiznesu i postaci filmowe (naprawdę warto zajrzeć na jej stronkę). Nic więc dziwnego, że - jak widać powyżej - wykreowała także kucykową wersję Lady Gugu, z jej nieodłącznymi atrybutami.



Także producenci niepowtarzalnych t-shirtów idą z duchem dnia - tuż po premierze najnowszego teledysku, proponują w sklepach internetowych koszulki z głębokim przesłaniem duchowym Bad Romance, szczególnie widocznym w uwznioślonym fragmencie wprowadzającym.
No ale czy można się jeszcze czemuś dziwić po takiej interpretacji poprzedniej popopopo-pony face...? Nie mówcie, że jeszcze nie widzieliście...

2009/11/11


Wizualny aneks do wcześniejszego wpisu i pewnie najczarniejsza wizja, jaką dopuściłby do siebie Szymon Hołownia, szukając egzemplifikacji swoich lęków o dominacji pederastycznej mafii artystycznej. Tak, fotograf i fotoszopiarz wzięli na tapetę świętą klasykę, i sprawili, że stała się współcześnie miła gejowskiemu oku.
Zgroza prawdziwa. Przez godzinę nie mogliśmy się otrząsnąć, a nocne koszmary - murowane...

tekst opublikowany na innastrona.pl. zobacz ocenę i komentarze >>>


Zapewne z okazji Święta Narodowego obudził się kolejny bulwersant, przerażony reinterpretowaniem Kultury i zawłaszczaniem jej przez homosiów (tu ukłon w stronę Janusza K.-M.). Kto jeszcze nie wie, przypominamy: Muzeum Narodowe w Warszawie zamierza rękoma dr. Pawła Leszkowicza* przeczesać swoje zbiory i latem przyszłego roku powyciągać na światło dzienne dzieła o potencjale homoseksualnym. Wszelkie egzemplifikacje, podteksty, motywy oraz motywacje - mile widziane, zwłaszcza około Europarady 2010 - marketingowo ruch iście imponujący.

Mile widziane rzecz jasna nie dla wszystkich, już dzień po zaanonsowaniu wystawy odbrzdąknęły coś nożyce czyjegoś dziennika (nie, nie podlinkujemy do nich :D), posypały się lamenty i Skargi (tu nie podlinkujemy tym bardziej). Oto jednak po miesiącu odezwał się głos głębszy - pretekstem do obszernej wypowiedzi stał się zapewne mail od muzealników, przybliżający ideę wystawy. W odpowiedzi na te idee, Newsweek odpowiada piórem Szymona Hołowni:
Doktor Leszkowicz ma niezwykłą wrażliwość, która pozwala mu widzieć geja nawet tam, gdzie inny widzi drzewo, ptaka, kamień. Oto Dawid i Goliat. Opowieść o słabszym, który sprytem pokonuje silniejszego? A może dwóch gejów, którzy brzydko się bawili, no i jeden stracił głowę? Czytam doktora Leszkowicza i zachodzę w głowę: gdzie ja miałem oczy? Skoro święty Sebastian przeszyty strzałami to penetrowane męskie ciało, zrobię wystawę o fetyszystach (patron: męczony na rozpalonej kracie św. Wawrzyniec Diakon). Święty Franciszek, u którego stóp maluje się na obrazach czaszkę, otworzy nam biennale nekrofilów. Święty Błażej? Mmm, lubieżne ciarki już chodzą po krzyżu. W jego święto w kościołach gardeł wiernych dotyka się dwiema świecami...

Hołownia strzela na oślep, przeciwstawiając nadmiernie skupionym na swej seksualności gejom ludzi poczciwych, którzy nie mieli czasu na zgłębianie pederastycznych obsesji, bo zajęci byli studiowaniem Matejki i Caravaggia - nie wiadomo w czym to się wyklucza, a przykład Caravaggia jest akurat więcej niż chybiony :D

O wiele zabawniej robi się, gdy w zacytowanym fragmencie zestawia gejów - a jakże - z nekrofilami. Jak widać, jedna koza wiosny nie czyni. Co ma na myśli pisząc o 'akcie lesbijskim w temperaturze jajecznej' - doprawdy, trudno zgadnąć.

czytaj dalej na innastrona.pl

* kropka po skrócie dr tym razem i póki co jak najbardziej uzasadniona :D