Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francois sagat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą francois sagat. Pokaż wszystkie posty

2010/09/26


 zdjęcie tygodnia: nowa twarz byłego wokalisty Dead or Alive, Pete'a Burnsa.


Ubiegły tydzień rozpoczął się rzecz jasna w środku tygodnia, sprawą Minister Radziszewskiej. Nie odnosząc się zupełnie do fopy-wtopy, jaką popełniła, by następnie pogrążać się coraz bardziej, podzieliliśmy się na FB refleksją okołotematyczną:
co ma myśleć o idei ujawniania się młody, niedoświadczony, małomiasteczkowy, nieśmiały i przeciętny gej (niepotrzebne skreślić, potrzebne dopisać), skoro ujawnienie partnera wieloletniego, prominentnego, stołecznego, znanego, rozpoznawalnego działacza LGBTQ powoduje tak wielkie poruszenie...
która w toku wywołanej w ten sposób dyskusji z Olą Sową z Krakowa (pozdrawiamy!) poskutkowała rozwinięciem ww. myśli:
nie analizuję chamstwa pani Radziszewskiej. za to próbuję ogarnąć SKUTKI medialnego zamieszania. próbuję sobie wyobrazić, co na taki news może pomyśleć osoba homoseksualna, młodsza czy starsza, z partnerem czy bez, w małym mieście czy stolicy, jedna z wielu, które chcą wieść sobie spokojne życie. słyszą od tego czy innego bardziej znanego, jak to fajnie jest być ujawnionym, jak to ułatwia życie, do czego niekoniecznie musi być przekonana lub wręcz się bać, a tu nagle taki zonk. okazuje się, że ten znany też poczuje się dotknięty, jak mu wytknąć partnera. czy to jednak nie jest smutne, że bezmyślna odzywka jednej kobiety może do tego stopnia DOTKNĄĆ osoby, których własne gejostwo i to, co można by o nich przykrego powiedzieć, nie powinno już zupełnie dotykać. a zwłaszcza kwestia, czy są ze sobą, czy nie.
Ciekawych całości, odsyłamy do lektury całości gorącej wymiany zdań :)
To rzecz jasna nie wszystko, o czym mniej lub bardziej uprzejmie donosiliśmy. Inne tematy na fanpage'u w ubiegłym tygodniu:
Oprócz tego Nasi Wierni Fesjbukowi Obserwatorzy podrzucili dwa tematy kulturalne, które być może doczekają omówienia i tu: produkcję L.A. Zombie z udziałem Sagata, o której wspomnialiśmy też tutaj, oraz najnowszy gościnny występ Boya George'a z Markiem Ronsonem, Somebody to Love. Albertowi oraz Marcinowi - dziękujemy.
Na koniec - rzecz jasna - obrazek, na dobry początek nowego tygodnia. Jakby nie patrzeć - to już jesień. Witamy!

2010/09/04


Szczerze przyznamy, że nie przepadamy za jego filmami stricte ekhm... erotycznymi, natomiast nie możemy odmówić temu zawodowemu ekhm... modelowi, że jako jednemu z nielicznych przedstawicieli branży dla dorosłych udało mu się awansować do rangi ikony pozapornograficznej (patrz na przykład tu i tu). Charakterystyczna uroda François Sagata, wsparta jeszcze bardziej znamiennym tatuażem skalpu, muskularna budowa, w połączeniu ze słabością do mody, otwartością na eksperymenty z własnym wizerunkiem i - najwyraźniej - sporą dawką autodystansu, sprawiły, że uczestniczył w najróżniejszych projektach (para)artystycznych (np. jako muza słynnego tandemu Exterface). Jego tyłek trafiał nie tylko na okładki pornoli, ale także magazynów modowych.

Jak wielu zdołał zainspirować, niech zaświadczy choćby zdjęcie poniżej, zapewne więcej niż znajome.



Niedawno rozpoczął przygodę z kinem w szerszym pojęciu. Po epizodziku w szóstej Pile zadebiutował w głównych rolach w niezależnych produkcjach: ostatnim hardcorowym dziele Bruce'a LaBruce, L.A. Zombie, oraz w dramacie Homme au bain / Man in Bath. Przy okazji premiery tych tytułów przeszedł do historii festiwalu w Locarno jako jedyny aktor, który pojawił się na nim w dwóch filmach jednocześnie. W ubiegłym tygodniu zaś trafił do sieci klip, jaki przygotował we współpracy z Lukasem Beyelerem, którym przebił nawet swoją słynną sesję jako Britney Spears (to jego wcielenie pojawia się zresztą w filmiku):



Czekamy niecierpliwie na takie nocne programy, w obojętnie krótej polskiej telewizji. Nam szczególnie przypadła do gustu druga połowa klipu, w której zabawa rozkręca się na dobre, ukazując cały słoniowy wdzięk pornoaktora. Ciekawych jego dalszych (a właściwie wcześniejszych) eksperymentów z ciałem, modą i fotografią, zapraszamy na obszerne archiwum bloga fsagat.blogspot.com - rzecz jasna w dużej mierze dla dorosłych.

2009/03/09



Tak jakoś wychodzi, że nam dobre klipy chodzą ostatnio parami :D
W końcu czemu nie.
Dziś dwa czarno-białe, w kompletnie różnych stylach muzyczno-estetycznych. Za to ich twórcy (obaj zresztą z Francji) zastosowali podobny chwyt reklamowy dla ich wypromowania.

Giv Me Luv to taneczny projekt didżeja Leomeo, który tęczową flagą macha nam już na stronie startowej. Wziąwszy na warsztat disko-klasyk z lat 70., uwspółcześniony już nieco w połowie lat 90., ten egzotyczny mikser stworzył podwaliny do platformy twórczej, promującej miłość, równość, braterstwo we współczesnej, liberalnej formie. Efekty do pobrania na stronie GIVMELUV.

Do energetycznego kawałka, powstał teledysk z udziałem Wielkich Branży Erotycznej (z Francois Sagatem na czele):



Klip zapowiadany był przedpremierowo teaserami, opartymi właśnie na półminutowych, zmysłowych sekwencjach z udziałem gości (do obejrzenia tu: Sagat, Frédéric, Johan, Raph).



Podobny chwyt zastosował inny Francuz, operujący w skrajnie odmiennej stylistyce.
Julien Doré grywał w różnych zespołach, ale na szczyty solowej popularności wyniósł go dopiero udział w rodzimej wersji Idola, Le Nouvelle Star. Premierę teledysku z pierwszej płyty w połowie ubiegłego roku, poprzedziła filmowa zajawka, w której skupiły się wszystkie rewiowo-cyrkowe elementy, jakie później przewijały się wizualnie podczas promocji singla:



Właściwy teledysk - oparty zresztą na śmiesznie prostym pomyśle - pojawił się w trzech wariantach, w których wymienione elementy: farbowana blondyna z kogutem, nagi anioł, muł, kucyk oraz bębniarz - pojawiały się w różnych konfiguracjach (wersja 1, wersja 2).

Nam najbardziej przypadła do gustu wersja oznaczona numerkiem 3, w której gibki wokalista osobiście gnie się w nerwowym tańcu, ilustrującym piosenkę:


Prosta strategia przyniosła spodziewany efekt marketingowy, bowiem na jutubie od razu pojawiły się niezliczone wersje parodiujące tę prostą inscenizację. Sam autor postawił kropkę nad i tych wariacji, jednocześnie dając do zrozumienia, że doskonale orientuje się, w jakiej rzeczywistości medialnej funkcjonuje: z lekkiej piosnki w stylu francuskiego varieté, wypichcił na tegorocznym wręczeniu nagród radia NRJ bombastyczne widowisko, podczas którego po nosie dostało się za podobne podskakiwania nie komu innemu, jak samej Britney.



Przy okazji Julien obnażył nieco bardziej zgrabne ciałko i wykonał kilka nieprzyzwoitych ruchów bioderkami. Ale to już kwestie jakby pozamuzyczne...?