2011/04/03

FILM: Dźwięki ciszy ★★★



Nieśmiały, młody Chińczyk, Ricky, jest w Hong Kongu od niedawna. Pomieszkuje kątem u ciotki-prostytutki, pracuje jako roznosiciel zamówień w niewielkiej restauracji. Pascal przyjechał z kochankiem ze Szwajcarii, parają się uliczną żonglerką i okradaniem gapiów. Pewnego dnia ich ofiarą pada Ricky, który zatrzymuje się obejrzeć sztuczki. Wkrótce potem Pascal rozstaje się z bezwzględnym Marcusem i trafiwszy do restauracji Ricky'ego, wiedziony odruchem podrzuca skradziony portfel. Ich drogi krzyżują się w mieście jeszcze parokrotnie, wreszcie Ricky przygarnia bezdomnego Pascala, między dwoma outsiderami rodzi się uczucie.





Ocena QueerPop   ★★★
Poetycka, kontemplacyjna opowieść o osamotnieniu i dojrzewaniu do ostatecznych pożegnań. Ricky i Pascal mimo dzielących ich różnic budują własną, intymną przestrzeń w przybudówce wielomilionowej metropolii. Po stracie (śmierci?) ukochanego, Ricky wyrusza w podróż, by odnaleźć - być może tylko w wyobraźni - sobowtóra Pascala. Nic dwa razy się jednak nie zdarza i Ricky uświadamia sobie wreszcie nieodwołalność zdarzeń. Pięknie sfotografowany i zilustrowany muzycznie, dobrze zagrany film miesza chronologię i wątki równoległych historii, kreując oniryczną acz namacalną wizję tęsknoty, której przesłanie rozmywa się jednak w dużej mierze w zabiegach formalno-artystycznych. Zdecydowanie nie na każdy gust.



Kliknij 'czytaj więcej', żeby przeczytać pełną recenzję i obejrzeć galerię fotosów z filmu.

Debiutancki film Wing Kit Hunga od pierwszych kadrów urzeka urodą - nasyconych barwami zdjęć, wielkomiejskich choć ciasnych scenerii, eteryczną muzyką. Ujmuje także urodą i bezbronnością bohaterów, wrzuconych w tygiel wielomilionowej metropolii, gdzie na próżno szukać własnego skrawka przestrzeni. Spotkawszy się przypadkiem, mimo tak odmiennych korzeni, doświadczeń i osobowości, rozpoznają w sobie nawzajem to zagubienie, potrzebę zbudowania własnego świata. Pascal zwraca portfel, Ricky odpowiada wyciągnięciem do złodziejaszka ręki z kanapką, Tak zaczyna się ich wspólne życie, a właściwie może bardziej - ze-sobą-bycie.
Pascal odnajduje wreszcie w Hong Kongu spokojną przystań - jego rodak, Marcus, wykorzystywał go tak seksualnie, jak i do swoich drobnych przestępstw. Wyłowiony z tłumu Chińczyk niczego właściwie po nim nie oczekuje - w zamian za to tylko, że jest, oferuje mu schronienie, spokój i ufną czułość. Chłopak znajduje w sobie motywację, by znaleźć uczciwą pracę przedszkolanki. Ricky spełnia się w tym układzie jako opiekun ogniska, może zająć umysł już nie tylko pozostawioną w Chinach chorą matką, ale egzotycznym białym, obcym.
Taki obraz wyłania się z pierwszych scen niespiesznie rozwijającej się opowieści. Od początku jednak rozbijają go migawki historii równoległej, w której ten sam Ricky przemierza samotnie pustkowia szwajcarskich Alp, by dotrzeć do miasteczka, w którym spotka właściciela sklepiku ze starociami, będącego sobowtórem Pascala. Tutaj także między mężczyznami rodzi się relacja, choć tym razem to Uli przyjmie do domu obcego przybysza. Oba wątki - chiński i europejski, splatają się ze sobą coraz ciaśniej, połączone osobą młodego Azjaty, którego melancholijne spojrzenie coraz bardziej emanuje smutkiem i zagubieniem..
Czy to alternatywne warianty tej samej opowieści? Czy też - jak sugerują niektóre tropy - Ricky wyruszył do Europy w ślad za ukochanym, który nagle zniknął z jego życia? Czy spotkany tam Uli naprawdę jest tak łudząco podbny do Pascala, czy to tylko projekcja zbłąkanego umysłu? A może cały epizod szwajcarski rozgrywa się wyłącznie w napędzanej bolesną nostalgią głowie Ricky'ego? Na żadne z tych pytań twórcy filmu nie dają jednoznacznej odpowiedzi, przeciwnie - wciąż mnożą kolejne pytania.
Co dla jednych stanowi o poetyckości filmu i jego wielowymiarowości, dla innych może okazać się nużącym zlepkiem epizodów pomieszanych fabularnie, chronologicznie i logicznie, rządzących się prawami snu, i chwilami na równi z niezrozumiałym snem drażniącym. W mnożenu tropów i wątków, mimo prawie dwóch godzin trwania filmu, reżyserowi nie starczyło czasu na psychologiczne pogłębienie głównych postaci i ich relacji. O ile ich znajomość zaczyna się frapująco, to nie bardzo wiadomo, czemu potem się psuje, a tym bardziej - w jaki sposób i dlaczego się kończy - wobec niepewności co do innych kluczowych wydarzeń, także i tego widz nie dowie się do końca.
Jedynym pewnikiem w Dźwiękach ciszy wydaje się rozdzierające poczucie osamotnienia. Cokolwiek się wydarzyło, sprawia, że Ricky wyrusza w daleką, milczącą podróż - urojoną bądź prawdziwą - nieustannie wraca do wspomnień/wyobrażeń o ukochanym, próbuje zapełnić nagłą pustkę. Potwierdza to sam reżyser, odwołując się w wywiadach do stanu, gdy człowiek zdaje sobie sprawę z odejścia bliskiej osoby, zwłaszcza odejścia ostatecznego, ale jeszcze długo nie potrafi opanować odruchu, by po staremu - zadzwonić, pogadać, odwiedzić, przytulić. Upływa sporo czasu, zanim uświadamiamy sobie ostatecznie, że to już niemożliwe, bo pewien rozdział nieodwołalnie został zamknięty.
Trochę szkoda, że rozwijając tę myśl, Wing Kit Hung wszedł na tak wysoki poziom wielowymiarowości i abstrakcji, zatarł rzeczywistość z takim namaszczeniem i starannością. Gubiąc się w coraz to nowych możliwościach mniej cierpliwy widz żałuje, że nie ma w tym filmie więcej takich scen, jak krótka wizyta u kobiety dotkniętej chorobą Parkinsona. Dwuminutowa sekwencja, w której niesprawna już fizycznie i intelektualnie piosenkarka tańczy nagle i śpiewa w wyobraźni Ricky'ego jak za lat swojej młodości, stanowi piękny przykład, czym mógłby być ten film przy nieco większej dozie samodyscypliny. O ile nie zabrakło jej w warswie wizualnej (ewidentny przykład w odmiennych sposobach wycyzelowanego fotografowania poszczególnych aktów dramatu), to na pewno przydałoby się okiełznać nieczytelne meandry fabuły.
I bez tego jednak Dźwięki ciszy pozostają hipnotycznym i wizualnie pięknym, onirycznym obrazem o przypadkowości ludzkich zetknięć i zniknięć, o poszukiwaniu spełnienia utraconego lub wyobrażonego, o lęku przed chwilą, gdy dzwoneczki w oknie ucichną, nie poruszone już ani wiatrem, ani obecnością życzliwej duszy. Jego niedookreśloność na pewno nie jest na gusta każdego - o ile jedni z braku dialogów i konkretnych wydarzeń przewiną go na szybkim podglądzie, inni zapewne znajdą mnóstwo powodów, by do niego nieraz powrócić i jeszcze raz spróbować dociec sensu przypowieści z pierwszej sceny.
Chociaż właściwie - może wcale nie trzeba?





















Dźwięki ciszy (Soundless Wind Chime / 無聲風鈴)
dramat, Hong Kong / Szwajcaria / Chiny 2009, 110 minut
scenariusz i reżyseria: Wing Kit Hung
występują: Lulai Lu, Bernhard Bulling, Marie Omlin, Wong Siu Ying, Wella Zhang, Hannes Lindenblatt
Peep! by QueerPop
  1. Sylwek pisze... 4/4/11 19:41

    Hmm, muzykę robił ktoś konkretny? I czy to w trailerze to wąłśnie to co słychac w filmie?

  2. timofieusz pisze... 7/4/11 21:28

    muzykę napisali Claudio Puntin i Insa Rudolph z zespołu Sepiasonic, który ją wykonuje.
    www.sepiasonic.com

  3. Sylwek pisze... 7/4/11 21:29

    fenkjuwerymacz :)

  4. timofieusz pisze... 7/4/11 21:29

    w filmie więcej jest kawałków instrumentalnych, delikatnych. dwie piosenki są pod koniec.

  5. timofieusz pisze... 7/4/11 21:30

    łelkam.

  6. Anonimowy pisze... 3/5/13 12:13

    Wie ktoś może w jaki sposób ta historia o mężczyźnie na rowerze nawiązuje do filmu ?

Prześlij komentarz